Projekt Mars One może okazać się wielkim niewypałem

Kategorie: 

Źródło: Mars One
W ramach projektu Mars One planuje się wysłać ludzi na Czerwoną Planetę i utworzyć tam pierwsze kolonie. Jednak wielu ludzi ma wątpliwości czy skolonizowanie Marsa w ogóle jest możliwe. Podobnego zdania jest jeden z kandydatów, który ma szansę wziąć udział w tej misji kosmicznej.

 

Astrofizyk Joseph Roche naucza w Trinity College School w Kanadzie i jest jednym z kandydatów do kolonizacji Marsa. W zeszłym miesiącu, Roche znalazł się w stuosobowej grupie, która "powalczy" o bilet w jedną stronę na Czerwoną Planetę. Jednak naukowiec właściwie nie wierzy w to, że projekt ten zostanie w ogóle zrealizowany.

 

Potencjalny astronauta wyjaśnił brytyjskiemu dziennikowi The Guardian, że sam proces selekcji nie był zbyt rygorystyczny a "niechcęć do angażowania się i współpracowania ze środowiskiem naukowym oznacza, że być może nadszedł czas aby Mars One uznał nieprawdopodobnieństwo tego konkretnego przedsięwzięcia oraz przekształcił swoje wysiłki na rzecz wspierania innych ciekawych i bardziej opłacalnych nadchodzących misji kosmicznych".

 

Roche wspomina również o rankingu jaki pojawił się w zeszłym miesiącu, który dotyczył 10 najlepszych kandydatów. Astrofizyk wyjawił, że chodziło tu o osoby które najbardziej wspierają cały projekt np. poprzez zakup towarów (koszulki, bluzy, plakaty) czy przekazanie darowizny, za co otrzymują specjalne punkty. Całość wygląda więc tak jakby nie liczyły się umiejętności kandydatów a włożone przez nich pieniądze w przedsięwzięcie.

 

Ten sam naukowiec, Joseph Roche, udzielił także wywiadu dla Medium. Tam możemy dowiedzieć się jeszcze ciekawszych rzeczy, jak na przykład tego, że do projektu Mars One w rzeczywistości zgłosiło się tylko 2,761 osób, a nie jak informowała nas wcześniej organizacja, 200 tysięcy osób. Cała ta walka o to kto poleci na Marsa kręci się wokół pieniędzy - kto z kandydatów wygeneruje jak największe zyski dla projektu.

 

Co więcej, Roche twierdzi że jak dotąd nie spotkał nikogo osobiście z organizacji Mars One. Kandydatom obiecywano wywiady, testy i wszystko miało wyglądać profesjonalnie jak na wybór przyszłego astronauty. Potencjalni kolonizatorzy Marsa podpisali potem umowę o zachowaniu poufności, jeśli chcą brać udział w wywiadach, po czym wszystko skończyło się jedynie na krótkiej rozmowie poprzez komunikator Skype.

 

Mars One wymagał od kandydatów wypełnienia kwestionariusza, umieszczenia nagrania na stronie interentowej organizacji i poddanie się badaniom lekarskim u lekarza w pobliżu miejsca zamieszkania. Następnie odbyła się rozmowa poprzez Skype, podczas której główny oficer medyczny Mars One zadawał pytania na temat Czerwonej Planety i misji, w której być może weźmie kiedyś udział.

 

"Oznacza to, że wszystkie informacje które zgromadzili na mój temat to zrobione przeze mnie nagranie, formularz w którym odpowiadałem przeważnie jednym słowem... i 10-minutowy wywiad przez Skype" - podsumowuje Joseph Roche.

 

Biorąc te wszystkie informacje w całość mamy obraz organizacji, która absolutnie źle podchodzi do przyszłej misji kosmicznej i skupia się wyłącznie na gromadzeniu funduszy. Rzeczywistość okazała się nie tak kolorowa a szanse na przyszły lot na Marsa są znacznie mniejsze niż nas przekonywano. Misja kosmiczna w ramach projektu Mars One stoi pod wielkim znakiem zapytania.

 

 

Ocena: 

Nie ma jeszcze ocen
loading...

Komentarze

Portret użytkownika PędnikNieŁągiewki

Dla dalekosiężnych misji

Dla dalekosiężnych misji wymagających sztucznej grawitacji mam bezpaliwowy, całkowicie elektromechaniczny napęd permanentny pozwalający tę grawitację generować, a to poprzez lot sond i statków załogowych dowolnie regulowanym ruchem jednostajnie przyspieszonym aż do osiągniecia w ciągu kilku tygodni lub miesięcy prędkości relatywistycznej. Pozwoli to nie tylko wygenerować szt. grawitację ale skrócić dalekie, wiele miesięcy a nawet lat wymagające loty międzyplanetarne do kilku-kilkunastu dni czy tygodni, pozwoli też zrezygnować z asyst grawitacyjnych wielkich planet i co się z tym wiąże z tradycyjnych "torów orbitalnych" po jakich - z konieczności - muszą
 się dziś poruszać ziemskie sondy dalekiego zwiadu kosmicznego. Raz rozpędzone i lecące ruchem jednostajnym nie mogą lecieć do celu "na skróty", natomiast z moim napędem będą mogły poruszać się po kosmosie lotem meandrycznym, niczym kosmiczne ptaki zachowując co prawda ogólny pożądany kierunek ale robiąc od niego dowolne "skoki w bok" by po wykonaniu zadania wrócić na zadaną główną trajektorię. Pozwoli to na szybkie oczyszczenie przestrzeni wokółziemskiej z orbitalnych śmieci, podlatywanie do swoich czy wrogich satelitów, ich naprawę czy też strącanie, na holowanie dowolnej wielkości cennych co do zasobów asteroid na pożądane orbity parkingowe czy też spychanie tych dla groźnych dla Ziemi w otchłanie kosmosu lub w Słońce a także pozwoli na budowę cichych i mocarnych bezwirnikowych pionowzlotów, bezsterowych i bezśrubowych statków oraz bezgłośnych okrętów podwodnych wielkich prędkości pozbawionych zewnętrznych, zwykle generujących wiele hałasu śrub napędowych i... sterów!!

Skomentuj