Kwiecień 2024

Paleontolodzy obalają starożytną zasadę Bergmanna - Rozmiary dinozaurów niezależne od szerokości geograficznej

Naukowcy z Uniwersytetu Alaski w Fairbanks oraz Uniwersytetu w Reading przeprowadzili przełomowe badania, które podważają jedną z najstarszych zasad biologii - regułę Bergmanna. Opublikowane w czasopiśmie "Nature" wyniki ich pracy pokazują, że rozmiary ciała dinozaurów nie zależały od szerokości geograficznej, w której żyły te pradawne gady.

 

 

Reguła Bergmanna, sformułowana w 1847 roku, głosiła, że zwierzęta zamieszkujące chłodniejsze regiony są większe od swoich krewnych żyjących w cieplejszych miejscach. Miało to związek z lepszą termoregulacją i mniejszą utratą ciepła u większych osobników. Przez ponad 170 lat obowiązywała ona jako jedno z podstawowych praw biologii ewolucyjnej.

 

Paleontolodzy postanowili jednak zweryfikować tę zasadę, analizując dane kopalne wielu gatunków dinozaurów. Szczególną uwagę zwrócili na najbardziej wysunięte na północ łuskowce, zamieszkujące formację Prince Creek na Alasce. Obszar ten charakteryzował się temperaturami poniżej zera i obfitymi opadami śniegu - czyli warunkami typowymi dla klimatu arktycznego.

 

Ku zaskoczeniu naukowców, nie zaobserwowali oni żadnego zauważalnego zwiększenia rozmiarów ciała u dinozaurów żyjących w tych ekstremalnych warunkach. Podobne wnioski wyciągnęli po przeanalizowaniu danych na temat współczesnych ssaków i ptaków - szerokość geograficzna nie determinuje ich wielkości. Okazało się, że ewolucja różnych rozmiarów ciała dinozaurów i ssaków nie może być sprowadzona do prostej funkcji szerokości geograficznej lub temperatury.

 

Naukowcy podkreślają, że reguła Bergmanna ma zastosowanie jedynie do podgrupy zwierząt stałocieplnych (homeotermicznych), które utrzymują stabilną temperaturę ciała. Ponadto, przy jej weryfikacji należy brać pod uwagę nie tylko temperaturę, ale również inne czynniki klimatyczne. Badacze zapowiadają, że będą kontynuować swoje prace, aby lepiej zrozumieć czynniki determinujące rozmiary ciała organizmów w różnych środowiskach. Ich ustalenia mogą mieć kluczowe znaczenie dla zrozumienia ewolucji życia na Ziemi.

Dodaj komentarz

loading...

Jak zanieczyszczenie powietrza wpływa na zachowania seksualne owadów

Niemiecki zespół naukowców z Instytutu Ekologii Chemicznej Maxa Plancka odkrył niepokojące zjawisko - zanieczyszczenie powietrza, a konkretnie rosnące stężenie ozonu troposferycznego, może mieć katastrofalny wpływ na populacje owadów na całym świecie. Badania wykazały, że wysokie poziomy tego gazu cieplarnianego zakłócają komunikację seksualną owadów, prowadząc do coraz częstszych przypadków kojarzenia się osobników różnych gatunków. 

 

 

Większość cząsteczek feromonów owadzich zawiera podwójne wiązania węgiel-węgiel, które są podatne na utlenianie przez ozon troposferyczny. Naukowcy odkryli, że w wyniku tego procesu samce niektórych gatunków muszek owocowych, m.in. Drosophila melanogaster, zaczynają wydzielać znacznie mniej "atrakcyjnych zapachów", przez co stają się mniej pożądani przez samice.


Przeprowadzone eksperymenty pokazały, że w warunkach wysokiego stężenia ozonu (100 części na miliard) samice muszek coraz częściej decydowały się na kojarzenie się z samcami innych, blisko spokrewnionych gatunków. W takich przypadkach powstawało "potomstwo hybrydowe", które często okazywało się bezpłodne. Oznacza to, że choć owady podejmują wysiłek, by się rozmnożyć, nie mogą przekazać swoich genów następnym pokoleniom.


Naukowcy podkreślają, że opisany problem może doprowadzić do katastrofalnego spadku liczebności owadów na całym świecie. Szacuje się, że do tej pory zidentyfikowano ponad 1500 feromonów owadzich, a 90% z nich zawiera wiązania podatne na rozkład przez ozon. Oznacza to, że zanieczyszczenie powietrza może w poważnym stopniu zakłócić komunikację seksualną setek gatunków owadów, co zagraża ich przetrwaniu.


Wyniki badań niemieckich biologów stanowią kolejny alarmujący sygnał dotyczący wpływu zanieczyszczeń na środowisko naturalne. Konieczne są zdecydowane kroki, by ograniczyć emisję gazów cieplarnianych i szkodliwych substancji do atmosfery. W przeciwnym razie konsekwencje mogą być katastrofalne nie tylko dla owadów, ale dla całych ekosystemów naszej planety.

Dodaj komentarz

loading...

Przełomowe odkrycie: mruganie „resetuje" mózg i poprawia efektywność poznawczą

Mruganie to codzienna czynność, którą zazwyczaj nie poświęcamy zbyt wiele uwagi. Tymczasem najnowsze badania naukowców z Uniwersytetu w Rochester w USA sugerują, że ten prosty odruch ma zaskakująco ważną funkcję - pomaga w utrzymaniu ostrości naszego wzroku i zwiększa efektywność przetwarzania informacji w mózgu.

 

 

Zespół badawczy, który opublikował swoje ustalenia w prestiżowym czasopiśmie "Proceedings of the National Academy of Sciences", przyjrzał się bliżej temu, co dzieje się w naszym organizmie podczas mrugania. W eksperymencie wzięło udział 12 młodych ochotników, którzy przyglądali się obrazom o różnym kontraście. Naukowcy śledzili przy tym aktywność ich narządów wzrokowych.

 

Okazało się, że każde zamknięcie powieki podczas mrugania powodowało wyraźny wzrost siły sygnałów wzrokowych docierających do mózgu. Działo się tak zarówno podczas mimowolnego, jak i dobrowolnego mrugania. Zdaniem badaczy, ta modulacja sygnałów pomaga "przeformatować" i "zresetować" informacje wizualne, wysyłane do mózgu.

 

Naukowcy podkreślają, że ta "aktualizacja" sygnałów wzrokowych nie tylko utrzymuje ostrość naszego widzenia, ale także przyczynia się do świeżości postrzegania informacji. Co więcej, proces ten zwiększa ogólną efektywność naszej aktywności umysłowej.

- Mruganie wydaje się pełnić kluczową rolę w utrzymaniu wysokiej jakości widzenia oraz efektywnego przetwarzania informacji w mózgu - podsumowuje prof. Xoana Troncoso, główny autor badania.

Odkrycie to może mieć istotne implikacje praktyczne. Być może w przyszłości będzie można wykorzystać je do opracowania nowych terapii wspierających funkcjonowanie wzroku i poznania u osób z różnymi schorzeniami.

 

Dodaj komentarz

loading...

Naukowcy odkryli dlaczego pandy nie chcą się rozmnażać

Pandy wielkie od dawna stanowią wyzwanie dla naukowców zajmujących się ich ochroną i rozmnażaniem w niewoli. Pomimo ogromnych wysiłków, wciąż borykają się z problemem niskiej aktywności seksualnej samców, co negatywnie wpływa na rozwój i różnorodność genetyczną populacji tych zagrożonych wyginięciem zwierząt. Najnowsze badania sugerują, że kluczową rolę w tej kwestii odgrywają czynniki związane z dietą i bakteriami zasiedlającymi jelita pand.

 

Zespół naukowców pod kierunkiem dr. Xiaoming Wang z Chińskiej Akademii Nauk Przyrodniczych postanowił przyjrzeć się bliżej tej zagadce. W badaniu opublikowanym w czasopiśmie "Ecology and Evolution" przeanalizowali mikroflorę jelitową 20 samców pand wielkich utrzymywanych w niewoli. Połowa z nich była zdolna do naturalnego krycia, podczas gdy druga połowa wykazywała niską aktywność seksualną.

 

Analiza 72 próbek kału wykazała istotne różnice w składzie mikroflory jelitowej pomiędzy obiema grupami. U samców kojarzących się stwierdzono wysokie poziomy bakterii z rodzaju Clostridium sensu stricto 1. Te drobnoustroje odgrywają kluczową rolę w rozkładzie kwasów tłuszczowych i utrzymaniu homeostazy jelitowej, co może mieć bezpośredni wpływ na potencjał metaboliczny i sygnalizację w układzie pokarmowym pand.

"Odkryliśmy, że skład mikroflory jelitowej ma znaczący wpływ na zachowania rozrodcze samców pand. Wydaje się, że zmiany w diecie mogłyby pomóc w stymulowaniu ich aktywności seksualnej" - wyjaśnia dr Wang.

Naukowcy nie zaobserwowali natomiast istotnych różnic w poziomach hormonów, takich jak kortyzol czy testosteron, pomiędzy obiema grupami. Sugeruje to, że czynniki związane z dietą i mikroflorą jelitową odgrywają kluczową rolę w problemie rozmnażania się pand, niezależnie od poziomu hormonów.

 

Zdaniem badaczy, karmienie samców pand większą ilością pędów bambusa, zbliżoną do diety osobników żyjących na wolności, mogłoby pomóc w "zmotywowaniu" ich do rozmnażania. Dodatkowo, suplementacja diety flawonoidami może również przynieść korzystne efekty.

"Bakterie znajdujące się w jelitach pand mogą mieć ogromny wpływ na ich zachowanie, w tym na aktywność seksualną. Dlatego tak ważne jest, aby zrozumieć tę zależność i znaleźć sposób na jej optymalizację" - podkreśla dr Wang.

Warto przypomnieć, że wcześniejsze badania prowadzone przez naukowców z chińskiej prowincji Syczuan również dostarczyły cennych wskazówek na temat rozmnażania pand w niewoli. Wynika z nich, że pandy łatwiej się rozmnażają, jeśli mają możliwość samodzielnego wyboru partnerów.

 

W badaniu wzięło udział 11 samców i 27 samic pand. Okazało się, że osobniki, które mogły samodzielnie zdecydować, z kim spędzą czas, rozmnażały się najskuteczniej - w 90% przypadków ich młode przychodziły na świat.

"Daje to do myślenia, że pandy potrzebują pewnej dozy autonomii i swobody w wyborze partnerów, aby efektywnie się rozmnażać. Być może jest to kluczowy element, który należy uwzględnić w programach hodowlanych" - komentuje dr Li Desheng, jeden z autorów tamtego badania.

Łączenie powyższych ustaleń sugeruje, że kompleksowe podejście łączące optymalizację diety, mikroflory jelitowej oraz swobodę wyboru partnerów może być kluczem do sukcesu w rozmnażaniu pand wielkich w niewoli. Naukowcy mają nadzieję, że dzięki temu uda się zwiększyć populację tych zagrożonych wyginięciem zwierząt i zapewnić im lepszą przyszłość.

 

Dodaj komentarz

loading...

Wielka kolizja, która ukształtowała serce Plutona

Ostatnie odkrycia europejskich i amerykańskich planetologów rzucają nowe światło na tajemnicze „serce" Plutona - Sputnik Planitia. Naukowcom udało się odtworzyć z niezwykłą dokładnością scenariusz powstania tej niezwykłej struktury geologicznej, która od lat fascynuje badaczy Układu Słonecznego.

 

 

Zgodnie z ustaleniami zespołu z Uniwersytetu w Bernie, Sputnik Planitia powstał w wyniku spektakularnego zderzenia Plutona z innym ciałem niebieskim o średnicy około 730 kilometrów. Siła tego zderzenia była tak ogromna, że dosłownie „spłaszczyła" jądro napotkanej protoplanety, powodując wyrzucenie niemal całego pierwotnego płaszcza Plutona w przestrzeń kosmiczną.

„Odkryliśmy, że prawie cały pierwotny płaszcz Plutona został wyrzucony w wyniku upadku tego ciała. Jądro tego obiektu zostało „spłaszczone" po zderzeniu z rdzeniem Plutona, co doprowadziło do lokalnego nadmiaru masy" - wyjaśnia Martin Jutzi, starszy pracownik naukowy na Uniwersytecie w Bernie.

Ta niezwykła redystrybucja masy po kolizji miała kluczowe znaczenie dla ostatecznego ukształtowania się Sputnik Planitia. Naukowcy twierdzą, że to właśnie ów nadmiar masy w centralnej części „serca" Plutona sprawił, że równina ta znalazła się na równiku, a nie w rejonach biegunowych, jak pierwotnie sądzono.

 

Co ciekawe, opracowany przez badaczy scenariusz powstania Sputnik Planitia pozwala również wyjaśnić wiele innych zagadkowych właściwości tej struktury geologicznej, w tym jej niezwykły kształt czy obecność anomalii grawitacyjnej w jej obrębie. Obalona zostaje tym samym hipoteza o istnieniu gigantycznego subglacjalnego oceanu w głębinach Plutona.

 

„Serce" Plutona fascynuje naukowców od momentu, gdy zostało odkryte przez sondę New Horizons w 2015 roku. Okazało się wówczas, że ta struktura geologiczna ma niezwykle złożoną budowę, z wyraźnym podziałem na dwie odmienne chemicznie połówki. Teraz, dzięki nowym ustaleniom, wiemy, że jej powstanie było równie spektakularne, co samo istnienie.

 

Choć wciąż pozostaje wiele pytań dotyczących historii i ewolucji Plutona, to z pewnością odkrycie mechanizmu ukształtowania się Sputnik Planitia stanowi ważny krok naprzód w zrozumieniu tej fascynującej planety karłowatej i jej miejsca w Układzie Słonecznym.

 

Dodaj komentarz

loading...

Odkryto wpływ wulkanów na atmosferę Wenus

Wenus, nasza najbliższa sąsiadka w Układzie Słonecznym, pozostaje pełna zagadek dla naukowców. Jednym z najbardziej intrygujących tematów dotyczących tej planety jest kwestia wulkanizmu i jego wpływu na atmosferę. Nowe badania prowadzone przez międzynarodowy zespół badaczy, w tym naukowców z Instytutu Badań Kosmicznych w Moskwie, rzucają nowe światło na tę złożoną problematykę.

 

Wenus jest pokryta setkami tysięcy wulkanów, co czyni ją niezwykle wulkanicznie aktywną planetą. Jednak nadal nie jest jasne, czy na Wenus występuje aktywny wulkanizm, czy też nie. Dlatego też nowe misje kosmiczne, takie jak DAVINCI i EnVision, mają na celu lepsze zrozumienie tego fenomenu.

 

Badacze podzielili kwestię obecności aktywnego wulkanizmu na Wenus na dwa główne aspekty. Po pierwsze, czy Wenus będzie w stanie utrzymać swój obecny skład atmosfery bez dodawania gazów ze źródeł wulkanicznych? Po drugie, czy istnieją dowody na "tymczasowe" skutki, które byłyby możliwe tylko w przypadku istnienia aktywnych wulkanów?

 

Aby odpowiedzieć na pierwsze pytanie, kluczowe są dane dotyczące zmienności atmosferycznego dwutlenku siarki na przestrzeni dziesięcioleci. Niektórzy badacze uważają, że ta zmienność jest wyraźnym dowodem na wulkanizm, podczas gdy inni twierdzą, że może ona być spowodowana nieznanymi interakcjami między powierzchnią planety a jej atmosferą.

 

Z kolei w celu zbadania "tymczasowych" skutków wulkanizmu, nowe misje kosmiczne będą musiały zebrać dane podczas opadania przez atmosferę Wenus. Spektrometry na pokładzie sond będą musiały być w stanie bezpośrednio wykryć ślady gazów wulkanicznych, a także inne wskaźniki, takie jak stosunek deuteru do wodoru.

 

Ponadto, misja EnVision skupi się na obserwacjach górnych warstw atmosfery Wenus, wykorzystując różne techniki spektroskopowe. Może to pomóc w rozwikłaniu niektórych tajemnic wierzchołków chmur Wenus, w tym lokalizacji nieznanego zbiornika dwutlenku siarki.

 

Choć musimy jeszcze poczekać na wyniki tych nadchodzących misji, naukowcy mają już wiele pomysłów na temat tego, co mogą one odkryć. Zrozumienie wpływu wulkanizmu na atmosferę Wenus jest kluczowe dla lepszego poznania tej tajemniczej planety i jej ewolucji.

Dodaj komentarz

loading...

Ustalono kiedy u ssaków pojawiły się uszy i zęby

Międzynarodowy zespół naukowców z Chin, USA i Australii dokonał przełomowego odkrycia w zrozumieniu ewolucji ssaków. Badacze ustalili, kiedy u naszych przodków po raz pierwszy rozwinęły się charakterystyczne cechy, takie jak uszy i zęby. Odkrycie to zostało opublikowane w prestiżowym czasopiśmie naukowym "Nature".

 

Paleontolodzy zbadali cztery skamieniałości pochodzące sprzed ponad 164 milionów lat, z okresu jurajskiego. Trzy z nich okazały się szczątkami shuoteriidów - małych stworzeń wielkości myszy, które żyły w cieniu dinozaurów. Porównując zęby shuoteriidów z inną grupą ssaków, dokodontami, naukowcy doszli do wniosku, że te dwie grupy były ze sobą bliżej spokrewnione, niż wcześniej sądzono.

 

Ponadto, naukowcy porównali starsze zwierzęta ze strzelaninami i odkryli brakujące ogniwo w ewolucji, pokazujące przejście od gadów z jedną kością w uchu środkowym do ssaków, które mają trzy kości w uchu środkowym. Zdaniem paleontologów, to odkrycie wypełnia lukę, nad którą naukowcy bezskutecznie głowili się od czasów Karola Darwina.

 

Te małe stworzenia, które przemykały pod stopami dinozaurów, okazały się ważnym kamieniem milowym w ewolucji współczesnych gatunków, w tym człowieka. Odkrycie to rzuca nowe światło na nasze zrozumienie procesu ewolucji i rozwoju charakterystycznych cech ssaków.

 

Shuoteriidy, niewielkie ssaki z okresu jurajskiego, były bliżej spokrewnione z dokodontami, niż wcześniej sądzono. Analiza skamieniałości tych stworzeń dostarczyła cennych informacji na temat kluczowych etapów w ewolucji ucha środkowego i zębów u ssaków.

 

Naukowcy podkreślają, że odkrycie to jest ważnym krokiem w zrozumieniu naszych własnych korzeni ewolucyjnych. Cechy takie jak uszy i zęby, które dziś uważamy za typowo ssacze, rozwinęły się stopniowo w toku długiego procesu ewolucyjnego. Małe, niepozorne stworzenia, które żyły w cieniu dinozaurów, okazały się kluczowe w tym procesie.

 

Badania te dostarczają nowych dowodów na poparcie teorii ewolucji Darwina. Pokazują one, jak nawet niewielkie zmiany w budowie ciała mogą prowadzić do powstania nowych gatunków i form życia. Odkrycie to jest kamieniem milowym w naszym zrozumieniu historii życia na Ziemi.

 

Naukowcy podkreślają, że odkrycie to otwiera nowe perspektywy badawcze i zachęca do dalszych, szczegółowych analiz skamieniałości  z tego okresu. Lepsze zrozumienie ewolucji ssaków, w tym człowieka, może mieć kluczowe znaczenie dla wielu dziedzin nauki - od paleontologii, przez biologię ewolucyjną, aż po medycynę.

 

Dodaj komentarz

loading...

Zapomniane oceany pod powierzchnią Ziemi - odkrywanie nieznanych zasobów wody

Prawie trzy czwarte powierzchni Ziemi pokryte jest wodą, ale to nie jest cały zapas wilgoci na planecie: pod skorupą ziemską kryje się nie mniej wody niż na zewnątrz. Najnowsze badania pokazują, że ilość wody zgromadzonej w glebie i porach skał pod ziemią jest wręcz imponująca.

 

Według badania opublikowanego w 2021 roku w czasopiśmie naukowym Geophysical Research Letters, pod ziemią znajduje się aż 43,9 miliona kilometrów sześciennych wody.

 

Dla porównania, lód Antarktyki zawiera około 27 milionów kilometrów sześciennych wody, a Grenlandia - 3 miliony kilometrów sześciennych. Lodowce poza tymi dwoma kontynentami zajmują zaledwie 158 000 kilometrów sześciennych. Ziemskie oceany są największym zbiornikiem wody na planecie (1,3 miliarda kilometrów sześciennych), ale wody gruntowe zajmują drugie miejsce.

 

Wcześniejsze badania z 2015 roku, opublikowane w czasopiśmie Nature Geoscience, szacowały, że pod ziemią znajduje się około 22,6 miliona kilometrów sześciennych płytkich wód gruntowych, sięgających do dwóch kilometrów pod powierzchnią. Jednak nowe obliczenia z 2021 roku wykazały, że wody gruntowe sięgają nawet do 10 kilometrów pod ziemią.

 

Różnica wynikała z tego, że poprzednie obliczenia osadów wód gruntowych skupiały się wyłącznie na skałach krystalicznych o małej porowatości, takich jak granit. W badaniu z 2021 roku uwzględniono również bardziej porowate skały osadowe, co pozwoliło na znacznie dokładniejsze oszacowanie zasobów wody pod powierzchnią Ziemi.

 

Analiza z 2021 roku ponad dwukrotnie zwiększyła hipotetyczną objętość wód gruntowych: z 8,5 mln km sześciennych do 20,3 mln. Ta ostatnia składa się głównie z wody słodkiej, wykorzystywanej do celów do picia i nawadniania upraw. Z drugiej strony głębokie wody gruntowe są słone, a ich obieg jest w dużej mierze odcięty od globalnych zasobów wody na Ziemi.

 

Odkrycie tak ogromnych zasobów wody pod ziemią może mieć daleko idące konsekwencje. W niektórych miejscach woda jest tak głęboko, że roztwór soli może ujawnić wiele nowych informacji na temat przeszłości planety. Ponadto, wiedza na temat tych nieodkrytych zasobów może pomóc w lepszym zrozumieniu obiegu wody na Ziemi i jej wpływu na środowisko.

 

Choć oceany są nadal największym zbiornikiem wody na Ziemi, odkrycie tych gigantycznych rezerw pod powierzchnią planety to prawdziwa rewolucja w naszym rozumieniu hydrologicznego systemu Ziemi. Być może to właśnie pod naszymi stopami kryje się klucz do rozwiązania niektórych najważniejszych problemów związanych z wodą, z którymi boryka się ludzkość.

Dodaj komentarz

loading...

Wpływ słońca na mikrobiom skóry - niepokojące odkrycie naukowców z Uniwersytetu w Manchesterze

Ekspozycja na słońce może być szkodliwa dla naszej skóry - odkryli naukowcy z Uniwersytetu w Manchesterze. Jak się okazuje, długotrwałe opalanie się może negatywnie wpływać na różnorodność bakterii zasiedlających naszą skórę, zwiększając tym samym ryzyko rozwoju poważnych dolegliwości dermatologicznych.

 

 

Badanie, którego wyniki opublikowano w czasopiśmie "Frontiers in Aging", objęło grupę ochotników, którzy przygotowywali się do wyjazdu na wakacje do ciepłych krajów. Przed rozpoczęciem urlopu naukowcy szczegółowo przeanalizowali stan skóry uczestników oraz ocenili liczebność i skład kluczowych grup bakterii, takich jak promieniowce, proteobakterie i firmicutes.

 

Okazało się, że osoby, które spędzały najwięcej czasu na słońcu (nie unikając opalania), miały znacznie niższy poziom Proteobacteria na skórze tuż po powrocie z wakacji. Ta grupa bakterii stanowi około jedną trzecią wszystkich znanych gatunków, będąc jednocześnie najliczniejszą grupą drobnoustrojów zasiedlających naszą skórę.

 

Zmniejszenie liczby i różnorodności Proteobacteria obecnych na skórze jest oznaką zaburzenia mikrobiomu skóry. Takie niepożądane zmiany mogą powodować choroby, takie jak zapalenie skóry, egzema i łuszczyca.

 

Na szczęście mikrobiom skóry ma zdolność do regeneracji. Naukowcy odkryli, że 28 dni po zaprzestaniu zwiększonej ekspozycji na promieniowanie ultrafioletowe, skóra uczestników badania powróciła do prawidłowego stanu.

 

Wyniki tego badania stanowią ważne ostrzeżenie dla osób, które lubią opalać się na słońcu. Choć ekspozycja na umiarkowane dawki promieniowania UV może mieć korzystne działanie, na przykład stymulując produkcję witaminy D, to długotrwałe przebywanie na słońcu bez odpowiedniej ochrony może mieć poważne konsekwencje dla zdrowia naszej skóry.

 

Należy zachować zdrowy rozsądek i unikać nadmiernego opalania. Skóra potrzebuje zrównoważonej ekspozycji na słońce, aby utrzymać prawidłowy mikrobiom i chronić się przed chorobami.

 

Wyniki badania stanowią ważny krok w zrozumieniu złożonych zależności między czynnikami środowiskowymi a zdrowiem naszej skóry. Dalsze badania w tym obszarze mogą pomóc w opracowaniu skuteczniejszych metod profilaktyki i leczenia schorzeń dermatologicznych.

Dodaj komentarz

loading...

Zaskakujący zwrot w historii Księżyca - naukowcy odkryli, że satelita dosłownie wywrócił się na lewą stronę

Badania nad Księżycem nigdy nie przestają dostarczać nowych fascynujących odkryć. Tym razem zespół naukowców z Lunar and Planetary Laboratory na Uniwersytecie Arizony opublikował zaskakujące ustalenia na temat wczesnej ewolucji naszego naturalnego satelity. Okazuje się, że Księżyc dosłownie wywrócił się na lewą stronę, a kluczem do tego odkrycia były próbki skalne przywiezione z jego powierzchni.

 

Księżyc powstał około 4,5 miliarda lat temu, gdy mała planeta uderzyła w Ziemię, a odłamki wyrzucone w ten sposób zaczęły krążyć wokół naszej planety, tworząc satelitę. Przez lata badań zebrane próbki księżycowe dostarczały naukowcom nowych wskazówek na temat starożytnej historii Księżyca, rodzących kolejne pytania.

 

Szczególnie intrygujące okazały się skały lawowe, które wykazywały zaskakująco wysokie stężenia tytanu. Późniejsze obserwacje satelitarne potwierdziły, że te bogate w tytan wulkaniczne skały znajdują się głównie po prawej stronie Księżyca. Jak i dlaczego się tam dostały, pozostawało jednak tajemnicą, którą udało się w końcu rozwikłać.

 

Naukowcy ustalili, że Księżyc powstawał szybko i przez pewien czas był pokryty globalnym oceanem lawy. W miarę ochładzania się stopionej skały, ta krzepła, tworząc płaszcz. Głębiej pod skorupą satelita był jednak całkowicie wytrącony z równowagi, a modele pokazują, że ostatnie pozostałości magmy skrystalizowały się w gęste minerały, w tym ilmenit.

 

W jakiś sposób w ciągu następnych tysięcy lat ten gęsty materiał najpierw opadł do wnętrza, zmieszał się z płaszczem, a następnie powrócił na powierzchnię w postaci lawy bogatej w tytan. Naukowcy uważają, że ta warstwa ilmenitu zatonęła w płaszczu ponad 4,22 miliarda lat temu, przyczyniając się do późniejszych aktywności wulkanicznych w dalszym etapie ewolucji Księżyca.

 

"Po raz pierwszy mamy fizyczne dowody, pokazujące, co działo się we wnętrzu Księżyca" - podkreślają badacze. Ich odkrycie rzuca nowe światło na to, jak nasz naturalny satelita ewoluował na przestrzeni milionów lat, a fakt, że dosłownie wywrócił się na lewą stronę, jest naprawdę zaskakujący.

 

Zespół naukowców z Lunar and Planetary Laboratory na Uniwersytecie Arizony dokonał przełomowego odkrycia, które pozwala lepiej zrozumieć złożone procesy kształtujące Księżyc od samego początku jego istnienia. Te ustalenia mogą mieć również istotne implikacje dla naszego rozumienia ewolucji innych ciał niebieskich w Układzie Słonecznym.

 

Dodaj komentarz

loading...