Wrzesień 2020

Naukowcy zaobserwowali tajemniczego rekina, który „ukrywał się” przez 122 lata

U wybrzeży Afryki Południowej zaobserwowano bardzo rzadkiego rekina z opadającym nosem. Ukrywał się przed naukowcami tak długo, że został uznana za gatunek, który wyginął.

 

Gatunek rekina, znany jako Scylliogaleus quecketti, został po raz pierwszy opisany dopiero w 1902 roku. Jest to mały rekin, który rzadko rośnie do większych rozmiarów niż metr. Nie stanowi on też zagrożenia dla ludzi.

 

Do tej pory spotykano się z nim tylko na południowo-zachodnim Oceanie Indyjskim u wschodnich wybrzeży Afryki Południowej. Lokalni rybacy twierdzą, że czasami napotykają te rekiny w swoich sieciach, ale naukowcy nie zlokalizowali żadnego Scylliogaleusa quecketti aż od 122 lat. Zasugerowano w związku z tym, że gatunek mógł wyginąć na zawsze lub znalazł się na skraju wyginięcia.

 

Po szeroko zakrojonych poszukiwaniach i wywiadach z licznymi rybakami w regionie, zespół naukowców zawęził ostatecznie zdołał złapać przedstawiciela gatunku Scylliogaleus quecketti o długości nieco mniejszej niż metr. Zespół wyposażył rybę w czujnik i wypuścił ją z powrotem do wody. Teraz biologowie będą mogli śledzić jej lokalizacje, co może pozwolić poznać lepiej te tajemnicze i niemal nieuchwytne stworzenia.

 

 

Dodaj komentarz

loading...

300-kilometrowy metalowy obiekt ukrywa się pod lodem Antarktydy

Od odkrycia Antarktydy minęło dużo czasu, ale do dziś ten lodowaty kontynent pozostaje najbardziej tajemniczy na planecie. Antarktyda skrywa swoje sekrety pod kilometrową pokrywą lodową. Jedną z głównych tajemnic jest anomalia grawitacyjna w obszarze Wilkes Land.

 

Podczas przelotu nad Antarktydą w 2002 roku, para satelitów NASA z misji GRACE, zarejestrowała nieoczekiwany impuls grawitacyjny, który emanował z ogromnej przestrzeni subglacjalnej. Zidentyfikowano, że anomalia ma średnicę około 300 kilometrów. Zespół naukowy pod kierownictwem profesora Ralpha von Frese z Uniwersytetu Ohio - odkrył w 2006 roku na tym obszarze gigantyczną strukturę podobną do krateru. Jego głębokość sięgo aż 848 metrów. Przypuszczalnie w kraterze znajduje się jakiś metalowy przedmiot - być może pozostałość po obiekcie, który go wytworzył.

Lokalizacja hipotetycznego krateru - Źródło: NASA / GRACE

Rozmiary tej struktury wskazują na to, że może to być jeden z największych kraterów uderzeniowych na Ziemi, a postulowany czas jego powstania zbiega się z wymieraniem permskim. Naukowcy zasugerowali, że pod lodem Antarktydy leżą pozostałości ogromnej asteroidy. Jednak nie jest jasne, w jaki sposób Ziemia była w stanie przetrwać podczas zderzenia z tak ogromnym obiektem.


Źródło: pixabay.com

Według badaczy z Antarktydy pod Ziemią Wilkesa istnieją szczątki ciała niebieskiego, ale obecny poziom naszych możliwości powoduje, że nie można się nawet zbliżyć do tych pozostałości. Taka wyprawa wymagałaby ogromnych zasobów, a jej szacunkowy koszt jest porównywalny z kosztem lotu załogowego na Marsa. Pozostają techniki reflektometryczne i radarowe.

 

Brak możliwości ustalenia co tam się znajduje stymuluje rozmaite teorie spiskowe. Wiele osób uważa, że ​​na Antarktydzie rozbił się obcy statek kosmiczny, albo, że znajduje się tam ukryta baza jakiejś cywilizacji pozaziemskiej. Nie brakuje też opinii, że to jakiś relikt po mitycznej Atlantydzie. Oficjalnie jednak jest to po prostu duży krater poimpaktowy, który czeka jeszcze na dokładne zbadanie.

 

 

Dodaj komentarz

loading...

Za trzy lata na dnie oceanu pojawi się morski odpowiednik stacji kosmicznej

Fabienne Cousteau jest aquanautą i aktywnym obrońcą oceanu. Ciekawość świata morskiego odziedziczył po swoim dziadku, legendarnym odkrywcy oceanów Jacques-Yves Cousteau. Zaangażowanie w prawie rodzinną sprawę skłoniło Fabiena Cousteau do zbudowania odpowiednika Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) na dnie oceanu!

 

Niedawno aquanauta współpracował z projektantem przemysłowym Yvesem Behar, aby odsłonić odważną koncepcję laboratorium o powierzchni 1200 m2 o nazwie Proteus. Celem takiej stacji podwodnej jest zapewnienie naukowcom (zespołowi do 12 osób) unikalnego dostępu do dna oceanu. W tej chwili planowana jest budowa takiego laboratorium w zaledwie trzy lata.

 

Projekt laboratorium wygląda okazale. Najbardziej uderzającym elementem projektu jest seria wystających „bąbelków”, które wydają się przyklejać do budynku. Przewiduje się, że każda taka kapsuła będzie miała inne przeznaczenie, od pomieszczeń medycznych po laboratoria i pomieszczenia osobiste.

 

Projektant powiedział, że jego celem jest aby stacja była inna, inspirująca i futurystyczna . Behar jako inspirację wskazał science fiction i obudowy modułowe, aż po japońskie hotele.

Jeśli chodzi o wyposażenie wewnętrzne Proteusa, zespół twierdzi, że stacja będzie miała pierwszą na świecie podwodną szklarnię przeznaczoną do uprawy żywności dla przebywających tam osób. Energia będzie pochodzić ze źródeł odnawialnych.

 

Zdaniem Cousteau eksploracja oceanów jest 1000 razy dla naszego przetrwania niż eksploracja kosmosu. To ocean jest naszym systemem podtrzymywania życia na Ziemi. Jak wiadomo badania kosmiczne otrzymują znacznie większe fundusze niż badania oceanów. Dzieje się tak pomimo faktu, że ludzie zbadali tylko około 5% oceanów Ziemi!

 

 

Dodaj komentarz

loading...

Zidentyfikowano prehistorycznego gada, który pożerał dinozaury

Naukowcy potwierdzili, że na Ziemi istniał kiedyś gad - znany jako Deinozuch - będący starożytnym przodkiem dzisiejszych krokodyli, który zabijał i zjadał dinozaury. Jego kły były wielkości współczesnego banana.



W badaniu prowadzonym przez pracowników University of Iowa, paleontolodzy zbadali stare skamieniałości deinozucha, a także przeanalizowali nowe znalezione niedawno w zachodnim Teksasie. Stwierdzono między innymi, że dorosłe stworzenie osiągnęło długość co najmniej 10 metrów - dla porównania współczesny krokodyl słonowodny dorasta do 5 metrów. 

 

Analiza czaszek deinozucha, które między innymi zachowały ogromne zęby, wykazała, że ​​siła ugryzienia tego zwierzęcia pozwoliła mu zabić nawet największe mięsożerne dinozaury. Odkrycie to potwierdzają charakterystyczne ślady ugryzień znalezione na skamieniałych kościach prehistorycznych drapieżników. Uważa się, że deinozuch napadał na dinozaury, kiedy przychodziły się napić - dokładnie tak jak robią to współczesne krokodyle.


Deinozuch - źródło: popmech.ru

Chociaż po łacinie „Deinosuchus” oznacza „straszny krokodyl”, naukowcy uważają, że to stworzenie jest blisko spokrewnione ze współczesnymi aligatorami. Jednak w przeciwieństwie do nich lub współczesnych krokodyli miał wypukły nos, którego cel wciąż pozostaje tajemnicą.

 

 

 

Dodaj komentarz

loading...

Naukowcy stworzyli urządzenie fotowoltaiczne o rekordowej wydajności 130%

Naukowcy z Uniwersytetu Aalto opracowali urządzenie fotowoltaiczne, którego zewnętrzna wydajność kwantowa po raz pierwszy przekroczyła limit 100%. Dotychczas uważano, że przekroczenie tej granicy jest niemożliwe. Osiągnięcie będzie mieć przełomowe znaczenie dla ogniw słonecznych i fotodetektorów.

 

Zewnętrzna wydajność kwantowa na poziomie 100% oznacza, że każdy foton uderzający w urządzenie fotowoltaiczne generuje jeden elektron w obwodzie zewnętrznym. Jednak fińscy naukowcy osiągnęli właśnie wydajność na poziomie ponad 130%. To oznacza, że każdy foton generuje średnio 1,30 elektronu. Innymi słowy, istnieje 30-procentowa szansa, że jeden foton wygeneruje dwa elektrony.

 

Sukces nie byłby możliwy bez zastosowania odpowiedniego materiału. W tym przypadku, do produkcji nowego urządzenia fotowoltaicznego wykorzystano czarny krzem z nanostrukturami w kształcie stożków i kolumn absorbujących światło ultrafioletowe.

 

Początkowo fińscy naukowcy byli przekonani, że podczas badań nad wydajnością nowych detektorów nastąpił błąd, lecz wynik został potwierdzony przez niemiecki narodowy instytut meteorologiczny Physikalisch-Technische Bundesanstalt (PTB). Przełomowe urządzenie fotowoltaiczne cechuje się niemożliwą do osiągnięcia na pierwszy rzut oka wydajnością i nie wywołuje strat spowodowanych rekombinacją i odbiciem.

 

Rekordowa wydajność nowego urządzenia fotowoltaicznego może przyczynić się do znaczącego usprawnienia wszystkich urządzeń wykrywających obecność fotonu. Mowa przede wszystkim o panelach słonecznych oraz czujnikach światła. Warto dodać, że przełomowe detektory już są produkowane do użytku komercyjnego.

 

Dodaj komentarz

loading...

Polskie panele fotowoltaiczne nowego typu wkrótce pojawią się na rynku

Już w niedalekiej przyszłości, przełomowa technologia pochodząca z Polski ujrzy światło dzienne. Chodzi oczywiście o długo zapowiadane panele perowskitowe, które mogą skutecznie wyprzeć tradycyjne panele krzemowe. Dowiadujemy się, że ogniwa perowskitowe mogą pojawić się na rynku już na początku 2021 roku.

 

Drukowane panele perowskitowe to wynalazek polskiej fizyk Olgi Malinkiewicz. W przeciwieństwie do typowych paneli słonecznych, ogniwa perowskitowe są znacznie lżejsze, bardziej elastyczne i częściowo przezroczyste. Z pomocą tej technologii można wytwarzać energię elektryczną przy niepełnym nasłonecznieniu, dlatego można z niej korzystać wszędzie tam, gdzie krzemowe panele fotowoltaiczne byłyby nieefektywne.

 

Najcieńsze panele perowskitowe mają postać niezwykle cienkiego 20-nanometrowego filmu. Ze względu na ich częściową przezroczystość, można je stosować między innymi na elewacjach przeszklonych budynków. Posiadają bardzo szeroki zakres zastosowań, są równie wydajne co tradycyjne ogniwa fotowoltaiczne na bazie krzemu, a ich produkcja nie jest szkodliwa dla środowiska.

W 2018 roku, polska firma Saule Technologies, założona przez Olgę Malinkiewicz, rozpoczęła testy pilotażowe swoich ogniw we współpracy z firmą Skanska. W ramach tego programu pokryto fasadę biurowca Spark w Warszawie panelami perowskitowymi. Test potwierdził założenia firmy, która przewiduje, że drukowane ogniwa perowskitowe zaczną się pojawiać tam, gdzie nie można zainstalować paneli krzemowych, a na dłuższą metę mogą je nawet zastąpić.

 

Columbus Energy, jedna z najpopularniejszych w Polsce firm zajmujących się montowaniem instalacji fotowoltaicznych, zainwestuje 10 milionów euro, tj. ponad 44 miliony złotych, w rozwój Saule Technologies z zamiarem rozpoczęcia dystrybucji drukowanych ogniw perowskitowych. Pierwsze przełomowe panele Saule Technologies mogą trafić na rynek już na początku przyszłego roku.

 

Dodaj komentarz

loading...

Magnetyczna anomalia południowoatlantycka zaczęła się przemieszczać i powiększać

Naukowcy z NASA przyglądają się nietypowym zmianom, jakie zachodzą w anomalii magnetycznej w południowej części Oceanu Atlantyckiego. Jak wynika z najnowszych badań, anomalia wyraźnie powiększa się, a tamtejsze pole magnetyczne słabnie. Co więcej, obserwacje wskazują na postępujące rozszczepianie się anomalii na dwa niezależne ośrodki.

 

Pole magnetyczne to naturalna tarcza Ziemi, która chroni przed promieniowaniem kosmicznym i wiatrem słonecznym. Dzięki niej, nasza planeta posiada bieguny magnetyczne. Jednak ogromnych rozmiarów anomalia magnetyczna, obecna na Oceanie Atlantyckim, pozwala tym cząstkom zbliżyć się do powierzchni Ziemi bardziej niż zwykle. Zjawisko to może uszkodzić komputery pokładowe i zakłócić gromadzenie danych przez satelity, które przemieszczają się przez ten region. Jest to główny, lecz nie jedyny powód, dla którego naukowcy z NASA śledzą zachowanie anomalii.

 

Dlatego najnowsze dane, mówiące o nietypowych zmianach, zachodzących w magnetycznej anomalii południowoatlantyckiej, zaczęły niepokoić. Anomalia powoli rozszerza się w kierunku północno-zachodnim, a region o minimalnym natężeniu pola magnetycznego rozdziela się na dwa ośrodki. Naukowcy z NASA próbują zrozumieć, co powoduje te zmiany i jak mogą one wpłynąć na misje satelitarne.

Nad anomalią południowoatlantycką przelatują nie tylko satelity, ale też Międzynarodowa Stacja Kosmiczna, która dobrze chroni przebywających tam astronautów. Jednak instrumenty pokładowe są bardziej wrażliwe na wyższe poziomy promieniowania i średnio raz na miesiąc ich praca jest zakłócana.

 

Zrozumienie, jak powstała anomalia południowoatlantycka i co ją podtrzymuje, poszerzy naszą wiedzę na temat procesów zachodzących we wnętrzu Ziemi. Naukowcy będą mogli lepiej chronić satelity przed ich uszkodzeniem, ale też poznać ewentualny wpływ anomalii na proces przebiegunowania i życie na Ziemi.

 

Dodaj komentarz

loading...

Naukowcy obliczyli, że nasza cywilizacja upadnie w ciągu kilku dekad

Jak wynika z przeprowadzonych badań, aktualne tempo wylesiania na całym świecie nieuchronnie prowadzi do zagłady ludzkiej cywilizacji. Naukowcy obliczyli, że dalsza degradacja lasów na Ziemi grozi nieodwracalnym upadkiem ludzkości w ciągu dwóch do czterech dekad.

 

Artykuł, który ukazał się na łamach czasopisma Scientific Reports, alarmuje, że przy obecnym tempie wylesiania, wszystkie lasy na Ziemi znikną w ciągu 100-200 lat. Jednak upadek ludzkiej cywilizacji nastąpi znacznie wcześniej z powodu nasilającego się wpływu wylesiania na systemy podtrzymywania życia, które są niezbędne dla przetrwania człowieka. Chodzi między innymi o magazynowanie węgla, produkcję tlenu, ochronę gleby, regulację cyklu wodnego, wspieranie systemów pożywienia oraz domów dla niezliczonych gatunków zwierząt.

 

Autorami tego artykułu są dwaj fizycy - dr Gerardo Aquino, pracownik Instytutu Alana Turinga w Londynie, który zajmuje się politycznym, ekonomicznym i kulturowym modelowaniem złożonych systemów w celu przewidywania konfliktów, oraz profesor Mauro Bologna z Departamentu Inżynierii Elektronicznej na Uniwersytecie Tarapacá w Chile. W swoich badaniach modelowali bieżące tempo wzrostu populacji ludzkiej oraz wylesiania jako wskaźnik zużycia zasobów, aby obliczyć szansę uniknięcia upadku cywilizacji.

Naukowcy wskazują, że przed rozwojem ludzkich cywilizacji, Ziemię pokrywało około 60 milionów kilometrów kwadratowych lasów. Jednak wylesianie znacząco przyspieszyło, a na Ziemi pozostało mniej niż 40 milionów kilometrów kwadratowych lasów. Przy utrzymaniu aktualnego tempa wzrostu populacji ludzkiej i zużycia zasobów, nieuchronny upadek cywilizacji może nastąpić już w ciągu dwóch do czterech dekad. Naukowcy twierdzą, że statystyczne prawdopodobieństwo przeżycia bez katastrofalnego załamania jest bardzo niskie - ludzkość ma mniej niż 10% szans na uniknięcie upadku, a zatem istnieje aż 90-procentowe prawdopodobieństwo upadku naszej cywilizacji.

 

Autorzy artykułu wskazują, że należy przede wszystkim ograniczyć wycinkę lasów na świecie, ale też wykorzystać najnowsze technologie dla zrównoważonego wykorzystania zasobów i wydajnej produkcji energii. Potrzebna jest też większa ochrona środowiska, a fuzja jądrowa i odnawialne źródła energii mogą znacząco pomóc Ziemi i całej ludzkości.

 

Dodaj komentarz

loading...

We Francji rozpoczęła się budowa największego na świecie reaktora fuzyjnego

28 lipca, we Francji odbyła się uroczystość rozpoczynająca budowę reaktora termonuklearnego ITER. Tym samym międzynarodowy projekt badawczy wszedł w najważniejszą pięcioletnią fazę. Największy na świecie reaktor fuzyjny ma zapoczątkować rewolucję w wytwarzaniu czystej energii.

 

W projekcie ITER uczestniczą Chiny, Indie, Japonia, Korea Południowa, Rosja, Stany Zjednoczone i Unia Europejska, które pokryły koszty budowy. Budowa reaktora termonuklearnego rozpoczęła się w miejscowości Saint-Paul-lez-Durance w południowej Francji. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, główne prace nad reaktorem fuzji jądrowej o wartości 20 miliardów euro dobiegają końca w 2025 roku.

 

Po zakończeniu tego etapu, naukowcy będą mogli zacząć wytwarzać supergorącą plazmę na potrzeby fuzji jądrowej. Jest to proces polegający na łączeniu dwóch lekkich pierwiastków w jeden cięższy, w wyniku którego powstają ogromne ilości energii. Fuzja jądrowa wytwarza również stosunkowo niewielkie ilości odpadów radioaktywnych, dlatego często postrzegana jest jako źródło czystej nieograniczonej energii.

Reaktor ITER wytworzy swoją pierwszą plazmę w ramach testu w 2025 roku, po czym rozpocznie się montaż pozostałych elementów konstrukcji. Należy jednak zaznaczyć, że największy na świecie reaktor fuzji powstaje wyłącznie w ramach eksperymentu i nie będzie zajmował się produkcją energii do celów komercyjnych. ITER to przede wszystkim projekt o charakterze naukowym, który ma wykazać, czy reaktory fuzji jądrowej faktycznie mogą stanowić doskonale źródło czystej energii. Dopiero na podstawie wyników eksperymentów, jakie odbędą się w reaktorze ITER, w przyszłości mogą zacząć powstawać komercyjne reaktory fuzyjne.

 

Międzynarodowy projekt badawczy ITER to największe przedsięwzięcie na świecie, skupiające się na fuzji jądrowej. Jednak poszczególne państwa na świecie również pracują nad swoimi własnymi reaktorami fuzji jądrowej, aby jak najszybciej wykorzystać je do produkcji taniej i czystej energii.

 

Dodaj komentarz

loading...

Naukowcy ustalii, jak kwarantanna w związku z COVID-19 wpłynie na ziemski klimat

Grupa naukowców z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych doszła do wniosku, że restrykcje wprowadzone w związku z rozprzestrzenianiem się koronawirusa nie będą miały znaczącego wpływu na ocieplenie klimatu. Wynika to z badania opublikowanego w czasopiśmie naukowym Nature Climate Change.

 

Zespół kierowany przez Pierce'a Fostera z University of Leeds przeanalizował dane dotyczące zmian poziomu dziesięciu rodzajów gazów cieplarnianych i zanieczyszczeń powietrza w okresie od lutego do czerwca tego roku w 123 krajach, kiedy zaczęto wprowadzać ograniczenia w ruchu i pracy na całym świecie. firm z powodu koronawirusa.

 

W kwietniu naukowcy szacują, że „globalna emisja tlenku azotu spadła aż o 30%, przyczyniając się do krótkotrwałego ochłodzenia od początku roku”. Jednocześnie, według artykułu, „chłodzenie to zostało skompensowane 20% redukcją globalnej emisji SO2, która ogranicza efekt chłodzącego aerozolu, powodując krótkotrwałe ocieplenie”.

„Na tej podstawie szacujemy, że bezpośredni wpływ środków wywołanych przez pandemię będzie znikomy, do 2030 r. Ochłodzenie wyniesie około 0,01 ± 0,005 stopnia Celsjusza w porównaniu ze scenariuszem bazowym” - czytamy w badaniu.

Jednocześnie naukowcy podkreślają, że jeśli „ożywienie gospodarcze ma na celu stymulowanie„ zielonych środków ”i ograniczenie inwestycji w paliwa kopalne, to w przyszłości można uniknąć ocieplenia o 0,3 stopnia Celsjusza do 2050 r.”.

 

11 marca Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła wybuch nowej infekcji koronawirusem COVID-19 jako pandemię. Według najnowszych danych WHO na świecie zidentyfikowano już ponad 18,6 mln przypadków infekcji, zmarło ponad 700 tys. osób.

 

 

Dodaj komentarz

loading...