Październik 2019

Topniejące lodowce na Antarktydzie powodują skażenie radioaktywne

W ziemskiej atmosferze nie ma już chloru-36 pochodzenia nuklearnego. Z tego powodu naukowcy dokładnie badają jego poziomy na Ziemi. Jak się okazuje, radioaktywny izotop osadził się w lodowcach Antarktydy. Informacja ta jest tym bardziej niepokojąca, jeśli weźmiemy pod uwagę, że aktualne następuje masowe topnienie tych lodowców.

 

Chlor-36 jest naturalnie występującym w atmosferze radioaktywnym izotopem, który powstaje podczas kruszenia jąder argonu-40 przez cząsteczki promieniowania kosmicznego. Jednak może również tworzyć się podczas wybuchów jądrowych nad oceanem, gdy neutrony reagują z chlorem znajdującym się w wodzie morskiej. Po czasie izotop odparowuje do stratosfery, przemieszcza się po całej kuli ziemskiej i ostatecznie osadza się w lodowcach Antarktydy, gdzie jest trwale magazynowany.

 

W latach 50. XX wieku Stany Zjednoczone przeprowadzały wiele testów broni jądrowej na Oceanie Spokojnym. W ciągu zaledwie 20 lat odbyło się tam 19 serii testów operacyjnych, co odpowiadało w sumie ponad 230 detonacjom. Dziś dowodem tego są m.in. próbki pobrane z wnętrza amerykańskiego lodowca położonego w paśmie górskim nieopodal Wind River, Wyoming.

Aby ustalić, jak na przestrzeni lat zachowuje się chlor-36, szczególnie na obszarach o różnym poziomie opadów śniegu, w latach 1949-2007 badacze z całorocznej stacji polarnej Wostok pobierali próbki rdzenia lodowego. Następnie porównywano je z próbkami pobieranymi w latach 1910-1980 przez włoską stację badawczą Talos Dome, która znajduje się 1400 km dalej, a wokół niej występuje znacznie więcej opadów śniegu.

 

Lód w lokalizacji Talos Dome topniał szybciej i tym samym utrzymywał ok. 4-krotnie wyższy od naturalnego poziom chloru-36. Na stacji Wostok wykazano za to jego nawet 10-krotnie wyższe poziomy, co sugeruje, że śnieg nadal uwalnia radioaktywny izotop, a chlor-36 jest znacznie bardziej mobilny, niż wcześniej przewidywano. Naukowcy sądzą, że akumulacja chloru-36 antropogenicznego pochodzenia na stacji Wostok wynika z tamtejszej specyfiki przepływu powietrza i właśnie niskich poziomów opadów śniegu. Aby lepiej zrozumieć ten problem i dowiedzieć się, jak można mu zaradzić, badacze chcą wykonać kolejny odwiert w lodowcu, który ma 1,5 mln lat.

 

 


Porsche i Boeing pracują nad latającym elektrycznym samochodem

Porsche i Boeing nawiązały współpracę w zakresie rozwoju nowych miejskich środków transportu. Celem firm jest zagospodarowanie przestrzeni powietrznej pod kątem miejskiego transportu. Podobnie jak w przypadku współpracy NASA i Ubera, nacisk zostanie położony na zaprojektowanie bezpiecznych i efektywnych podniebnych taksówek.

Porsche, Boeing oraz Aurora Flight Sciences (jedna ze spółek zależnych Boeinga) rozpoczynają współpracę, której celem ma być "rozszerzenie miejskiego transportu o alternatywne metody podróżowania w przesztrzeni powietrznej". Wymienione trzy podmioty wspólnie będą opracowywać koncepcję "w pełni elektrycznego pojazdu, wyposażonego w funkcję pionowego startu i lądowania".

 

Porsche wydało komunikat prasowy, w którym podkreślono, że nowe środki transportu powinny umożliwić na znacznie szybsze przemieszczenie się w dużych miastach. Pierwsze efekty współpracy mają być widoczne po 2025 roku. Naukowcy z Porsche zasugerowali również, że nowe środki transportu lotniczego będą tańsze w eksploatacji niż obecne środki komunikacji naziemnej.

Istotną informacją jest również fakt, że w tej chwili trwają już zaawansowane prace nad pierwszym prototypem, który w najbliższych miesiącach będzie testowany przez inżynierów z Porsche oraz Boeinga. Szczególnie niemiecki koncern na każdym kroku stara się podkreślić swoje wielkie ambicje, zaznaczając, że "Porsche może stać się liderem, jeśli chodzi o wdrażanie kluczowego segmentu transportu przyszłości".

 

 


Wkrótce mogą powstać w pełni zrobotyzowane magazyny

Już wkróce roboty zabiorą ludziom większość pracy i nie chodzi tylko o zautomatyzowane fabryki. Również Pierwsza wersja dwunożnego robota Digit został przedstawiony na początku tego roku. Teraz firma Agility Robotics zaprezentowała drugą wersję - v2, która otrzymała szereg nowych możliwości i usprawnień. 

 

Jak zauważono, eksperci z firmy poprawili nogi robota, tak, że dzięki żyroskopowi może on utrzymywać równowagę na jednej nodze.  Do jego możliwości  zalicza się również zdolność przenoszenia towarów z jednego miejsca do drugiego. Ta ostatnia możliwość wydaje się być stworzona do obsługi magazynowej.

 

Według producenta, robot  jest w stanie podjąć ładunek i przenieść go w inne miejsce, a wykonując te czynności,  na każdym etapie transportu utrzymuje równowagę.  Mimo to robot nie jest jeszcze wyposażone w sztuczną inteligencję i wykonuje swoje transporty na podstawie zdefiniowanego programu.

 

Już w przyszłym roku firma, Agility Robotics planuje wprowadzenie trzeciej wersji robota humanoidalnego, która zostanie przeznaczona do sprzedaży komercyjnej i ma zawierać elementy systemu tak zwanego machine learning. Oznacza to, że jeśli ten wynalazek się sprawdzi, w najbliższym czasie zapewne pojawią się magazyny wykorzystujące te urządzenia w celu pakowania i wysyłki towarów. Można tylko zgadywać, który światowy gigant  handlu online, Ali czy Amazon, zacznie stosować takie roboty po raz pierwszy.

 

Z dużym prawdopodobieństwem oznacza to, że szykuje się kolejna rewolucja przemysłowa na skutek upowszechnienia się robotyzacji. Za kilkanaście lat nikogo nie będzie dziwić, że po drogach poruszają się autonomiczne samochody a rozładunku dokonują roboty. Zawody kuriera, kierowcy i magazyniera mogą szybko wyginąć jak kołodzieje.

 

 


Zawód technika farmaceutycznego - wszystko, co musisz wiedzieć

Dlaczego warto zostać technikiem farmaceutycznym? Nie ma drugiej tak dochodowej branży nauki, jaką stała się w ostatnich dziesięcioleciach medycyna, a wraz z nią farmacja. Ludzie coraz częściej sięgają po leki i medykamenty, a kolejne apteki wyrastają jak grzyby po deszczu. Czy warto zatem wiązać swoją przyszłość z branżą farmaceutyczną?

 

Aby zostać technikiem farmaceutycznym, wcale nie trzeba kończyć wieloletnich studiów. Ten tytuł zawodowy można uzyskać już po dwuletnim kształceniu w szkole policealnej. Dzięki uzyskaniu takiego zawodu będzie można nie tylko pracować w aptece, hurtowni farmaceutycznej, ale również w zakładach produkujących leki, preparaty ziołowe i inne medykamenty.

 

Czym zajmuje się technik farmaceutyczny?

 

Do zadań techników farmaceutycznych należy na przykład udzielanie porad i fachowej informacji na temat leków. Konieczne jest zatem ciągłe samokształcenie, aby nadążać za postępami medycyny. Nie inaczej jest w przypadku sporządzania produktów leczniczych i wyrobów medycznych. Nie zapominajmy jednak, że technik farmaceutyczny pracuje pod nadzorem magistra farmacji. 

 

Wybranie tego zawodu może być planem na zmiany w swojej karierze lub planem na życie. Warto zauważyć, że technicy farmaceutyczni nie narzekają na brak ofert pracy, a magistrów farmacji wciąż nie jest wystarczająco wielu, aby stali się zbędni. Gwałtowny rozwój rynku farmaceutycznego na świecie i w Polsce z pewnością gwarantuje popyt na tego typu usługi jeszcze przez wiele dziesięcioleci. 

 

Jak możesz zdobyć ten zawód?

 

Co ciekawe, do podjęcia nauki nie jest wymagana matura, ważne jest tylko ukończenie liceum. Placówka taka jak Collegium Szkoła Służb Medycznych może poszczycić się faktem, iż ich metody nauczania są wyjątkowo skuteczne, co potwierdzają m.in. wyniki egzaminów zawodowych, których zdawalność wynosi niemal 100%. Co więcej, dyplom technika farmaceutycznego jest akceptowany we wszystkich krajach unijnych.

 

Po skończeniu szkoły każdy abiturient, który chce wykonywać zawód technika farmaceutycznego, jest zobowiązany zdać egzamin państwowy obowiązujący dla tego zawodu od 2007 roku. Przygotowanie do tego testu wiedzy jest kluczowe i najlepiej wiązać się ze szkołami, które mają doświadczenie w tej dziedzinie.

 

Częścią cyklu edukacyjnego są też obligatoryjne dwuletnie praktyki, które pozwalają nauczyć się zawodu w realnym życiu i w warunkach codziennej pracy. Oznacza to, że przygotowanie przyszłych pracowników tej branży medycznej nie opiera się jedynie na teorii, a pełnoprawnym technikiem farmaceutycznym można zostać dopiero po odbyciu praktyk.

 

 


Zdaniem eksperta ludzkość nie skolonizuje kosmosu

Astronomowie z całego świata stale poszukują planet podobnych do Ziemi poza Układem Słonecznym z nadzieją, że w dalekiej przyszłości będziemy mogli je skolonizować. Tymczasem tegoroczny laureat Nagrody Nobla z fizyki twierdzi, że ludzkość nigdy nie będzie mogła opuścić Układu Słonecznego.

 

Szwajcarski naukowiec Michael Mayor, razem z Jamesem Peebles'em i Didierem Quelozem, otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie fizyki za badania nad technikami wykrywania planet pozasłonecznych. Co ciekawe, on sam najwyraźniej jest sceptycznie nastawiony do poszukiwania „drugiej Ziemi”.

 

W wywiadzie dla francuskiej agencji AFP, Michael Mayor powiedział, że człowiek nigdy nie będzie mógł zamieszkać na egzoplanetach, ponieważ są one położone zbyt daleko od Ziemi. Opuszczenie Układu Słonecznego i dotarcie do pobliskiej planety pozasłonecznej, korzystając ze współczesnej technologii, zajęłoby wiele lat.

Jednocześnie Mayor uważa, że ludzkość powinna bardziej skupić się na Ziemi i zacząć dbać o nią, aby nadawała się do zamieszkania. W kwestii życia pozaziemskiego, noblista powiedział, że powinniśmy opracować lepsze techniki, abyśmy mogli je wykryć na odległość.

 

Zamieszkanie na planetach pozasłonecznych, biorąc pod uwagę odległości, faktycznie może okazać się niemożliwe. Nie wiadomo, jakie jest zdanie Michaela Mayora w kwestii kolonizacji planet Układu Słonecznego, np. Marsa. Prawdopodobnie już w nadchodzących latach przekonamy się, że czy ludzkość może osiedlić się na najbliższych nam planetach.

 


Naukowcy próbują uchronić przed wyginięciem nosorożca czarnego

Weterynarze z Uniwersytetu Stanowego Michigan pracują nad możliwością przedłużenia gatunku nosorożca czarnego. Samica nosorożca jest obecnie w ciąży, a zadaniem badaczy jest dbanie o jej zdrowie i doprowadzenie do szczęśliwego rozwiązania.

Samica o imieniu Doppsee trafiła do zoo w Potter Park w 2011 roku i od tego czasu jest kluczową częścią planu przedłużenia gatunku. Ku radości naukowców, Doppsee zaszła w ciążę, co może mieć kluczowe znaczenie dla gatunku nosorożców czarnych.

 

Czarne nosorożce (Diceros bicornis) znajdują się na Czerwonej Liście IUCN. Oznacza to, że zwierzęta są krytycznie zagrożone wyginięciem. Mimo że dzikie populacje nadal żyją na wolności w południowo-wschodniej Afryce, stanowią one zaledwie ułamek tego, co kiedyś. Według World Wildlife Fund między 1960 a 1995 rokiem, liczba osobników spadła aż o 98% i liczyła jedynie 2500 osobników. Działania na rzecz ochrony gatunku na całym kontynencie pomogły zwiększyć ich populacje, a dziś naukowcy uważają, że na wolności żyje ponad 5000 nosorożców.

Doppsee oraz jej potomstwo mogą mieć kluczowe znaczenie dla dalszego przetrwania gatunku. Samica została zapłodniona przez samca z Teksasu o imieniu Phineus. Zespół weterynarzy współpracował, aby proces ten był jak najmniej stresujący dla zwierząt. Opiekunowie uważają, że Doppsee jest niezwykłym nosorożcem, z którym współpraca przebiega bez problemów.

„Doppsee nie jest podobna do większości nosorożców. Dzięki użyciu jej ulubionych potraw i smakołyków byliśmy w stanie wykonywać USG oraz inne badania bez większych problemów.” – powiedział Ronan Eustace, dyrektor ds. Zdrowia zwierząt w parku.

Obecne wysiłki weterynarzy są skupione na doprowadzeniu do szczęśliwego rozwiązania. Każdy nowy osobnik urodzony na wolności bądź w ogrodzie zoologicznym może być kluczowy dla dalszego istnienia gatunku.

 

 


Nowo odkryta egzoplaneta może nadawać się do zamieszkania

Międzynarodowy zespół astronomów odkrył w pobliskim układzie gwiezdnym trzy nowe planety skaliste. Wśród nich jest egzoplaneta, na której mogą panować odpowiednie warunki dla rozwoju i przetrwania życia bakteryjnego.

 

Trzy nowe planety orbitują wokół czerwonego karła Gliese 1061, który znajduje się zaledwie 17 lat świetlnych od Słońca. Jest to 20. gwiazda, najbliższa Układowi Słonecznemu. Naukowcy odkryli w tym systemie trzy planety, które nazwano: Gliese 1016 b, Gliese 1016 c oraz Gliese 1016 d.

 

Wszystkie egzoplanety są skaliste i przypominają Ziemię pod względem wielkości. Jednak astronomowie zwrócili uwagę, że Gliese 1016 d, która jest położona najdalej od swojej gwiazdy macierzystej, znajduje się w tzw. strefie zamieszkania. Na jej powierzchni powinny panować temperatury umożliwiające przejście wody w stan ciekły.

Niestety, Gliese 1061 jest czerwonym karłem, a gwiazdy tego typu są często niespokojne i mogą emitować rozbłyski zabójczego promieniowania ultrafioletowego i rentgenowskiego. Obecność czerwonego karła zmniejsza szanse na istnienie życia na planecie Gliese 1016 d.

 

Badania planet pozasłonecznych to element poszukiwania życia poza Układem Słonecznym. Same obserwacje niewiele pomogą, lecz w dalekiej przyszłości, gdy technika pójdzie do przodu, będziemy mogli zorganizować pierwszą misję kosmiczną, która zbada planetę krążącą wokół gwiazdy innej niż Słońce.

 


Naukowcy wydłużyli życie myszom, zmieniając długość telomerów

Naukowcy pracują nad różnymi metodami przedłużającymi życie. W najnowszym eksperymencie udało się sprawić, aby myszy żyły dłużej i pozostawały zdrowsze, a wszystko to bez konieczności modyfikowania genów.

 

Telomery to powtarzające się sekwencje DNA, znajdujące się na końcach każdego chromosomu w komórkach naszego ciała. Gdy DNA replikuje się, telomery ulegają skróceniu. Telomery chronią materiał genetyczny w chromosomach, a gdy stają się krótsze, wskazują na zużycie komórek. Wraz z wiekiem, telomery stają się coraz krótsze, dlatego wiele badań nad długowiecznością skupiało się nad ich wydłużaniem.

 

Dotychczasowe próby obejmowały wprowadzanie zmian ekspresji genów, jednak podczas najnowszych badań dokonano przełomu. Biolodzy z hiszpańskiego Narodowego Centrum Badań nad Rakiem (CNIO) odkryli wcześniej, że podczas podziału indukowanych pluripotencjalnych komórek macierzystych na szalce Petriego powstają wyjątkowo długie telomery – dwa razy dłuższe niż normalnie. To samo zjawisko zaobserwowano w przypadku embrionalnych komórek macierzystych, które wyhodowano w ten sam sposób. Naukowcy postanowili więc wykorzystać komórki embrionalne z dłuższymi telomerami i wyhodowali myszy bez wprowadzania jakichkolwiek zmian w genach.

Eksperyment zakończył się sukcesem – powstałe myszy żyły średnio 24% dłużej, były szczuplejsze i rzadziej chorowały na raka. Różne wskaźniki starzenia metabolicznego były niższe. Myszy ze znacznie dłuższymi telomerami miały również mniej złego cholesterolu, ich mitochondria lepiej funkcjonowały, a DNA nie uległo znacznemu uszkodzeniu w wyniku starzenia się.

 

Co prawda, badanie zostało przeprowadzone na niewielką skalę na gryzoniach, więc nie należy oczekiwać, że podobne eksperymenty zostaną wkrótce przeprowadzone na ludziach. Gdy naukowcy zdołają potwierdzić silny związek między długością telomerów a długością życia i stanem zdrowia, być może doczekamy się pierwszych takich zabiegów na ludziach, lecz na dzień dzisiejszy nikt nie planuje wykonywać tego typu badań.

 


Naukowcy wydrukowali łódź w największej na świecie drukarce 3D

Druk przestrzenny oferuje niezwykłe możliwości. Współczesne drukarki 3D potrafią tworzyć dowolne przedmioty, broń a nawet domy. Tymczasem naukowcy wydrukowali łódź z pomocą ogromnej drukarki 3D, jednocześnie bijąc aż trzy rekordy Guinessa.

 

10 października, zespół z Centrum Zaawansowanych Konstrukcji i Kompozytów na Uniwersytecie Maine zademonstrował łódź o długości około 7,5 metra i masie ponad 2 220 kg. Wykonano ją w ciągu 72 godzin z pomocą wielkiej drukarki 3D, która potrafi tworzyć dowolne obiekty o maksymalnych wymiarach 30,5 metra długości, 6,7 metra szerokości i 3 metrów wysokości.

Naukowcy za jednym zamachem pobili trzy rekordy Guinessa – za największą na świecie prototypową polimerową drukarkę 3D, największy wydrukowany trójwymiarowo obiekt oraz największą wydrukowaną łódź. Zademonstrowana technologia może znaleźć mnóstwo zastosowań w sektorze wojskowym i cywilnym.

Zespół z Uniwersytetu Maine zaprezentował również specjalne schronienie o długości ponad 3,5 metra, które jest przeznaczone dla sił zbrojnych. Nowa drukarka zajdzie zastosowanie dla armii Stanów Zjednoczonych, która wykorzysta zademonstrowaną technologię do wytwarzania lekkich i wytrzymałych, szybko rozmieszczalnych schronów.

 


DARPA opracowuje drony wojskowe sterowane za pomocą umysłu

Pentagon planuje opracowanie technologii, która pozwoliłaby na kontrolowanie dronów za pomocą umysłu. Nowatorska idea jest kierowana do żołnierzy i mogłaby stać się niezwykle śmiercionośną bronią.

Program finansowany przez DARPA jest prowadzony przez neurologa, doktora Ala Emondi i został uruchomiony w marcu 2018 roku. Zasadniczym wyzwaniem jest stworzenie nowatorskiego interfejsu mózg-komputer, który nie będzie wymagał wszczepienia implantu.

W maju 2019 r. przyznano fundusze sześciu zespołom naukowców z USA na realizację tego celu. Każdy z nich podchodzi do problemu z nieco innej perspektywy. Na przykład zespół z Carnegie Mellon University testuje, czy sygnały elektryczne i ultradźwiękowe mogą działać jako część interfejsu mózg-komputer, podczas gdy grupa z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa bada żywotność światła w podczerwieni.

Stworzenie urządzenia, które pozwoliłoby żołnierzom kontrolować drony za pomocą umysłów, rodzi różnego rodzaju niepokojące pytania. Co się stanie, jeśli żołnierz przypadkowo pomyśli o manewrze? Co jeśli wróg przechwyci jedno z urządzeń?

Mimo pewnych hipotetycznych przeszkód, stworzenie tego typu interfejsu byłoby rewolucyjne, nie tylko dla wojska. Możliwość sterowania urządzeniami za pomocą myśli mogłoby zostać użyte w smartfonach oraz innych urządzeniach z dostępem do Internetu. Ponadto, użycie go w technologiach medycznych mogłoby by umożliwić komunikację z chorymi o ograniczonej sprawności ruchowej, a także ułatwić ich codzienne życie.

Obecnie zespoły badawcze testują możliwości stworzenia tego typu interfejsu, jednak  jego powstanie może być jak najbardziej prawdopodobne.