Marzec 2019

Najnowsze badania wskazują, że człowiek posiada zmysł magnetyczny

Istnieją na tym świecie zwierzęta, które posiadają zmysł magnetyczny. Ale czy człowiek również może odczuwać pole magnetyczne? Najnowsze badania zdają się to potwierdzać.

 

Naukowcy od dekad próbują ustalić, czy ludzki mózg posiada zmysł magnetyczny, a badania przynosiły bardzo różne rezultaty. Może to wynikać z faktu, że dotychczasowe studia w tym zakresie opierały się na decyzjach behawioralnych uczestników. Jednak jeśli człowiek faktycznie posiada zmysł magnetyczny, może on być bardzo słaby lub głęboko podświadomy.

 

Zespół badawczy z Kalifornijskiego Instytutu Technicznego zastosował więc inne podejście, które dało bardzo ciekawe rezultaty. Do eksperymentu zaproszono 34 osoby, które zabrano do komory testowej, gdzie naukowcy mogli sprawdzać aktywność elektryczną w ich mózgach z pomocą elektroencefalografii (EEG). Zmodyfikowana klatka Faradaya zawierała zestaw trójosiowych cewek, które pozwoliły stworzyć kontrolowane pola magnetyczne o wysokiej jednorodności.

Uczestnicy eksperymentu musieli po prostu siedzieć w ciemnym miejscu nieruchomo z zamkniętymi oczami, podczas gdy naukowy zmieniali pole magnetyczne. Ochotnicy nie odnotowali żadnych zmian, ale dane pozyskane z pomocą EEG wskazują na coś innego. Niektóre zmiany w wygenerowanym polu magnetycznym wywoływały silne i powtarzalne reakcje mózgów części osób zupełnie tak, jakby były „zaniepokojone”. Zmiana kierunku pola magnetycznego spowodowała redukcję fal alfa, która zwykle następuje podczas wysiłku umysłowego i gdy osoba nagle wykrywa i przetwarza bodźce zmysłowe.

 

Co ciekawe, mózgi części uczestników eksperymentu reagowały tylko wtedy, gdy pionowy element pola wskazywał w dół pod kątem około 60 stopni i obracał się w kierunku przeciwnym do kierunku ruchu wskazówek zegara. Jakiekolwiek nienaturalne zmiany w polu magnetycznym były ignorowane.

 

Autorzy tego badania są przekonani, że ludzie jednak posiadają zmysł magnetyczny, ale nasze mózgi mogą różnie reagować na ziemskie pole magnetyczne. Naukowcy zastanawiają się, czy nasze ukryte zdolności można wytrenować i wykorzystać do celów nawigacyjnych. Oczywiście nie dowiemy się tego bez przeprowadzenia kolejnych badań.

 


Opracowano pierwszy internetowy wykrywacz kłamstw

Czy potraficie wykryć, gdy ktoś kłamie? Podczas rozmowy twarzą w twarz można zidentyfikować specyficzne cechy, które wskazują, czy ktoś jest kłamcą. Można do nich zaliczyć np. nadmierną potliwość, nerwowość czy unikanie kontaktu wzrokowego. Jednak namierzenie kłamcy w internecie nie jest już takie łatwe, zwłaszcza, gdy nie widzimy drugiej osoby, a przed sobą mamy jedynie tekst. Na szczęście naukowcy właśnie rozwiązali ten problem.

 

Zespół z Uniwersytetu Stanu Floryda opracował specjalny algorytm, który można określić mianem pierwszego na świecie internetowego wariografu. Następnie zaprojektowano grę online, w której gracze byli losowo przypisywani do roli „świętego” lub „grzesznika”. W eksperymencie wzięło udział 40 osób, które uczestniczyły w 80 rozgrywkach.

 

Inteligentny algorytm analizował wpisy osób z obu grup i wyróżnił konkretne słowa, które mogą decydować o tym, czy ktoś jest kłamcą. Program komputerowy ustalił, że kłamcy zwykle odpowiadają szybciej i używają słów, takich jak „zawsze” i „nigdy”. Z kolei osoby prawdomówne stosują sformułowania typu „zgadnij” i „być może” i potrzebują więcej czasu na odpowiedź.

Algorytm zwrócił również uwagę na krótkie przerwy pomiędzy reakcjami uczestników oraz pomiędzy pisanymi słowami. Osoby prawdomówne, jak wynika z tego badania, pisały zwykle nieco wolniej i dawały bardziej przemyślane odpowiedzi od kłamców.

 

Program wykorzystujący system uczenia maszynowego wykazał się bardzo wysoką skutecznością w odróżnianiu kłamców od osób prawdomównych. Podczas testów, wskaźnik dokładności wynosił od 85% do 100%, podczas gdy ludzie zwykle potrafią rozpoznawać oszustów z dokładnością około 50%.

 

Zespół naukowców zamierza rozwijać swój algorytm i testować go na większej liczbie uczestników. Niewykluczone, że tego typu wykrywacze kłamstw staną się w przyszłości częścią popularnych komunikatorów internetowych.

 


Ekspert alarmuje, że algorytmy zaczęły kontrolować ludzkość

Czy postęp technologiczny może być dla nas zagrożeniem? Być może brzmi do absurdalnie, przynajmniej na pierwszy rzut oka, ale jeden z naukowców zasugerował, że roboty powoli i skutecznie przejmują kontrolę nad naszym światem.

 

Najbardziej popularne wyobrażenie potencjalnego konfliktu ludzi z maszynami przedstawia wybuch wojny. W fantastyce naukowej bardzo często spotykamy się z robotami, które pewnego dnia zyskują świadomość i uznają człowieka za zagrożenie dla swego istnienia. Wielu ekspertów wychodzi z założenia, że roboty pewnego dnia faktycznie mogą się zbuntować przeciwko ludzkości.

 

Jednak Dionysios Demetis z Uniwersytetu w Hull przedstawił nieco inne podejście do tego problemu, które w obecnej sytuacji jest bardziej trafne. Naukowiec doszedł do wniosku, że role technologii informacyjnej i ludzi odwróciły się. W przeszłości, człowiek korzystał z technologii jak z narzędzia, lecz dziś można zaobserwować, że technologia zaczęła nas wykorzystywać, a nawet kontrolować.

Demetis wskazuje, że maszyny coraz częściej podejmują decyzje za nas, a my stopniowo ograniczamy nasze własne umiejętności podejmowania decyzji. Można powiedzieć, że ludzie dobrowolnie oddają się w ręce technologii i godzą się na to, aby maszyny decydowały i wykonywały za nas różne czynności, a nawet kształtowały nasze umysły.

 

Algorytmy stały się obecne praktycznie w każdej sferze naszego życia – w pracy, marketingu, analityce, systemach zbrojeniowych, a nawet w życiu codziennym. Sztuczna inteligencja powstała po to, aby ułatwić nasze życie, lecz im częściej pozwalamy maszynom decydować za nas, tym bardziej stajemy się zbędni. Dionysios Demetis twierdzi, że ostatecznie technologia może przejąć pełną kontrolę nad ludzkością. Jednak wielu ludzi nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.

 


Na skutek zmian klimatu Sahara znowu staje się zielona

Sahara jest dziś największą gorącą pustynią na Ziemi, jednak kiedyś, jak wskazują badania, był to zielony obszar, bogaty w roślinność. Naukowcy z Instytutu Technologicznego Massachusetts odkryli właśnie, że cała Afryka Północna regularnie zmienia swój klimat i raz staje się zielona, a raz pustynna.

 

Każdego roku, wiatry wyrzucają z Sahary setki milionów ton pyłu, a znaczna jego część trafia do Atlantyku u wybrzeży Afryki Zachodniej. Materiał ten może nam posłużyć do zrozumienia historii klimatu północnej części Afryki. Warstwy pyłu, które formowały się na przestrzeni setek tysięcy lat, w zależności od jego grubości, mogą świadczyć o suchym lub wilgotnym okresie.

 

Z wcześniejszych analiz rdzeni sedymentacyjnych, które wydobyto z dna oceanu u wybrzeży Afryki wynika, że zmiany klimatu na tym kontynencie zachodziły regularnie co 100 tysięcy lat. Jednak naukowcy z Instytutu Technologicznego Massachusetts uznali, że jest to sprzeczne z modelami klimatycznymi, które sugerują, że klimat na Saharze zmienia się w zależności od sezonów monsunowych, których siła jest zależna od nachylenia osi Ziemi względem Słońca.

 

Dlatego naukowcy opracowali własną metodę analizy rdzeni sedymentacyjnych i wykorzystali ją do zbadania materiału, który został wcześniej pobrany przez zespół z Uniwersytetu w Bordeaux. Skupiono się na analizie koncentracji toru, który powstaje w oceanach w stałym tempie i szybko łączy się z osadami dennymi, dzięki czemu można ustalić tempo ich powstania.

Badania wykazały, że niektóre wzrosty tempa osadzania faktycznie miały związek z większą ilością pyłu wpadającego do oceanu, lecz inne wzrosty były spowodowane rozpuszczaniem się węglanów w wodzie. Podczas epok lodowych, ten region oceanu był bardziej kwasowy i korozyjny dla węglanu wapnia, dlatego wydawało się, że do oceanu wpadało więcej pyłu, choć w rzeczywistości tak nie było.

 

Wyniki tych badań ujawniły, że Sahara regularnie zmienia swój klimat z suchego na wilgotny i na odwrót co 20 tysięcy lat. Cykl ten jest zsynchronizowany z aktywnością monsunową w regionie i okresowym przechylaniem się Ziemi względem Słońca.


Nachylenie osi Urana może być dowodem na planetarną kolizję

Uran to odległa i specyficzna planeta Układu Słonecznego. Oś obrotu tego gazowego giganta jest silnie nachylona, a naukowcy nie potrafią zrozumieć dlaczego. Jednak najnowsze symulacje komputerowe zdają się potwierdzać, że w odległej przeszłości, Uran zderzył się z inną planetą.

 

Oś obrotu Urana jest nachylona pod kątem około 98 stopni do kierunku prostopadłego do ekliptyki, tak więc oś obrotu tego błękitnego olbrzyma znajduje się niemal w płaszczyźnie Układu Słonecznego. Tylko ogromna siła mogłaby wywrzeć wpływ na ciało niebieskie takich rozmiarów. Dlatego uważa się, że w przeszłości mogło dojść do wielkiej kosmicznej kolizji.

Na podstawie symulacji komputerowych, naukowcy z Uniwersytetu w Durham ustalili, że Uran prawdopodobnie zderzył się z planetą o masie co najmniej dwa razy większej od Ziemi. Kolizja ta mogła nastąpić w bardzo wczesnym etapie rozwoju gazowego olbrzyma i wpłynęła na jego charakterystykę.

 

Naukowcy twierdzą również, że zderzenie Urana z innym ciałem niebieskim mógł być procesem, który trwał stosunkowo krótko. Co więcej, planeta, która wleciała w błękitnego olbrzyma, mogła przetrwać tę katastrofę i nie wyklucza się, że tym impaktorem mogła być tajemnicza dziewiąta planeta, która znajduje się gdzieś na obrzeżach Układu Słonecznego.

 


Naukowcy domagają się prawnego zakazu edytowania ludzkich genów

Międzynarodowy zespół naukowców i etyków apeluje, aby jak najszybciej wprowadzono globalne moratorium na edycję genów linii zarodkowej człowieka. Eksperci uważają, że należy jak najszybciej przedyskutować wszystkie kwestie, związane z grzebaniem w ludzkich genach.

 

Powyższy apel ma związek z eksperymentem, który został przeprowadzony w zeszłym roku. Chiński naukowiec He Jiankui jako pierwszy na świecie „stworzył” zmodyfikowane genetycznie dzieci. W ramach badań, He Jiankui wykorzystał molekularne nożyczki Crispr-Cas9, aby wprowadzić zmiany do genu CCR5.

 

Media na całym świecie szeroko rozpisywały się o narodzinach bliźniaczek Lulu i Nana, które właśnie dzięki temu kontrowersyjnemu zabiegowi zyskały odporność na wirusa HIV. Co więcej, wkrótce na świat powinno przyjść trzecie „zmodyfikowane dziecko”.

He Jiankui

Początkowo He Jiankui był ostro skrytykowany przez naukowców praktycznie z całego świata. Władze Chin podobno zamierzały go ukarać za potajemne grzebanie w ludzkich genach. Jednak całkiem niedawno zaczęły pojawiać się niepokojące wieści - He Jiankui podobno nie działał samodzielnie, a co gorsza, chiński rząd mógł wiedzieć, a nawet sfinansować te badania.

 

Dlatego międzynarodowy zespół naukowców i etyków na łamach artykułu, który został opublikowany w czasopiśmie Nature, zaznacza, że trzeba natychmiast zatrzymać tego typu ingerencję w ludzkie geny i rozpocząć dyskusję, aby ustalić, jak daleko nauka powinna pójść do przodu.

Eksperci proponują założenie jakiegoś międzynarodowego organu nadzorującego, który działałby niezależne lub pod auspicjami Światowej Organizacji Zdrowia. Chodzi o to, aby świat nauki wyznaczył jakieś konkretne granice, ponieważ technologia edycji genów może fundamentalnie zmienić ludzkość.

 

Niektórzy naukowcy twierdzą, że globalne moratorium prawdopodobnie niczego nie zmieni i ponownie wskazują na przypadek He Jiankui, którzy doskonale wiedział, że eksperymentując przy ludzkich genach łamie prawo. Dlatego ostatecznie możemy dojść do wniosku, że dyskusje w tej kwestii są potrzebne i trzeba je rozpocząć jak najszybciej, ale postępu chyba nie da się już zatrzymać.

 


Czy mózg podejmuje decyzje wbrew naszej woli?

Każdego dnia, człowiek jest zmuszony podejmować tysiące różnych decyzji. Niektóre z nich bywają tak proste, że podejmujemy je praktycznie bez zastanowienia. Jednak zdarzają się też sytuacje, które wymagają naszego skupienia, abyśmy mogli decydować o ważniejszych kwestiach. Wydawałoby się, że mamy nad tym pełną kontrolę i robimy to całkiem świadomie. Tymczasem najnowsze badania pokazują, że nasz mózg dokonuje podświadomych wyborów jeszcze zanim podejmiemy świadomą decyzję.

 

Naukowcy z Uniwersytetu Południowej Walii przeprowadzili eksperyment z udziałem 14 ochotników. Z pomocą przycisków, osoby te miały wybrać pomiędzy dwoma różnymi wzorami – czerwonymi poziomymi i zielonymi pionowymi paskami. Uczestnicy mieli 20 sekund na podjęcie decyzji, po czym otrzymali dodatkowe 10 sekund, aby wyobrazić sobie wybrany przez nich wzór.

 

Następnie eksperymentatorzy zadali kilka pytań, które nawiązywały do wyobrażanych przez ochotników wzorów. Z pomocą techniki fMRI stale monitorowano aktywność mózgów uczestników, a pozyskane dane zostały przeanalizowane algorytmem uczenia maszynowego.

Wyniki badań zapewniły wgląd w mózgi uczestników. Ich kolejne decyzje udało się przewidzieć nawet z 11-sekundowym wyprzedzeniem. Oznacza to, że naukowcy już wcześniej wiedzieli, jaką decyzję podejmą ich mózgi jeszcze zanim ochotnicy powiedzieli o swojej świadomej decyzji. Co więcej, zespół potrafił ustalić, jak bardzo uda im się wyobrazić dany wzór.

 

W przeszłości przeprowadzano już podobne studia, podczas których naukowcy zdołali przewidzieć decyzje motoryczne i abstrakcyjne uczestników. Badania tego typu są zaskakujące i pokazują, jak bardzo tajemniczy jest ludzki mózg oraz cały nasz organizm. Tylko jeśli nasz mózg podejmuje decyzje i dodatkowo wywołuje wrażenie, że dokonujemy świadomego wyboru, to czy wciąż możemy tu mówić o wolnej woli?

 


Chińscy naukowcy wkrótce wybudują nowe sztuczne słońce

Czy Chińczycy jako pierwsi okiełznają fuzję jądrową? Wszystko na to wskazuje. Jeszcze kilka miesięcy temu, w reaktorze EAST (Experimental Advanced Superconducting Tokamak) udało się rozgrzać plazmę do rekordowej temperatury 100 milionów stopni Celsjusza. Teraz tamtejsi naukowcy zapowiadają, że w najbliższym czasie ukończą prace nad nowym sztucznym słońcem.

 

Zapowiedź padła ze strony Duana Xuru, członka 13. Narodowego Komitetu Ludowej Politycznej Konferencji Konsultacyjnej Chin (CPPCC). Budowa nowego tokamaka HL-2M powinna zakończyć się w roku bieżącym. Urządzenie to zostało zaprojektowane w taki sposób, aby odtworzyć procesy syntezy jądrowej, które naturalnie zachodzą w gwiazdach.

 

Osiągnięcie temperatury plazmy na poziomie 100 milionów stopni Celsjusza to tylko jedna z trzech barier, które należy pokonać, abyśmy mogli czerpać energię z kontrolowanej fuzji jądrowej. Pozostałe dwie to utrzymanie procesu w ograniczonej przestrzeni przez odpowiednio długi czas i zachowanie wymaganej gęstości plazmy.

Chińscy naukowcy twierdzą, że poprzednie reaktory zdołały osiągnąć temperaturę elektronów, sięgającą powyżej 100 milionów stopni, oraz temperaturę jonów na poziomie około 50 milionów stopni. Tokamak HL-2M będzie posiadał lepsze parametry, dzięki czemu podgrzewane w nim jony również uzyskają temperaturę ponad 100 milionów stopni.

 

Nowa konstrukcja będzie stanowić kolejny krok ku okiełznaniu fuzji jądrowej i wesprze międzynarodowy program badawczy ITER (International Thermonuclear Experimental Reactor). My natomiast przekonujemy się, że to właśnie Chiny przewodzą w tym technologicznym wyścigu zbrojeń.

 


Technologia medyczna pozwoli ludziom zyskać zdolność normalnego widzenia w nocy

Wygląda na to, że noktowizory mogą wkrótce okazać się zbędne. Naukowcy wykazali, że prosty i bezpieczny zastrzyk może nam zapewnić możliwość widzenia w nocy. Tylko jest jeden haczyk – zastrzyk musi zostać podany bezpośrednio do oka.

 

Zespół z Uniwersytetu Nauki i Technologii Chin oraz Szkoły Medycznej Uniwersytetu Massachusetts przeprowadził eksperyment na myszach, wstrzykując im do oczu nanocząsteczki, które wykonano z lektyn. Białka te dotarły do fotoreceptorów w siatkówce i „powiązały” związek z tymi komórkami.

Okazało się, że taka ingerencja we wzrok gryzoni pozwoliła im widzieć w ciemności. Wstrzyknięte nanocząsteczki przekształcały światło w paśmie bliskiej podczerwieni (NIR) w światło zielone. Naukowcy potwierdzili to podczas serii różnych testów. Co więcej, gryzonie nie zostały w żaden sposób poszkodowane przez ten eksperyment i posiadały superwzrok przez okres 10 tygodni.

 

Metoda ta może znaleźć wiele interesujących zastosowań, w tym oczywiście militarnych. Zastrzyk zadziałał przynajmniej na myszach, ale wkrótce z pewnością pojawią się ochotnicy, którzy zechcą przekonać się na własne oczy, jak to jest mieć noktowizyjny wzrok.

 


Instytut MIT zademonstrował nowego robota, który potrafi wykonać salto w tył

Inżynierowie z Instytutu Technologicznego Massachusetts (MIT) pokazali światu swoje najnowsze dzieło – jest to czteronożny robot, przypominający małego geparda. Nowa maszyna jest niesamowicie zwinna i potrafi pokonać praktycznie każdą przeszkodę.

 

Robot „Mini Cheetah” to kolejna wersja zrobotyzowanego geparda – tym razem w wersji mini. Nowa konstrukcja waży zaledwie 9 kg i potrafi biegać z prędkością do 8 km/h, przy czym nie ma praktycznie żadnych problemów z przemieszczaniem się po trudnym terenie.

 

Mały gepard jest bardzo zwinny, potrafi biegać na boki i wykonywać salta w tył. Robot może również samodzielnie podnieść się z ziemi. Naukowcy twierdzą, że jest „praktycznie niezniszczalny” - nie uległ uszkodzeniu nawet gdy zaliczał wpadki.

„Mini Cheetah” powstał w taki sposób, aby można było z łatwością wymieniać jego poszczególne elementy, dlatego naprawa tego robota nie przynosi większych trudności. Jest to istotna zmiana, ponieważ roboty zazwyczaj są bardzo ciężkie, a wymiana części jest czasochłonna.

 

Inżynierowie z MIT zamierzają wybudować łącznie 10 takich robotów i będą je wypożyczać innym zespołom naukowców. „Mini Chetaah” zostanie zaprezentowany na Międzynarodowej Konferencji Robotyki i Automatyki, która odbędzie się w maju 2019 roku w Montrealu.