Grudzień 2018

W Australii zaczęły kursować autonomiczne pociągi towarowe

Korporacja górnicza Rio Tinto ogłosiła ukończenie prac nad autonomicznymi pociągami towarowymi. Samojeżdżące maszyny kursują w regionie Pilbara w Australii Zachodniej. Twórcy nazywają je największymi robotami na świecie.

 

System o nazwie AutoHaul był rozwijany od kilku lat. Projekt polegał na zautomatyzowaniu wszystkich pociągów towarowych. Dla korporacji, która posiada około 200 lokomotyw kursujących po torach o długości ponad 1700 km było to ogromne wyzwanie.

W październiku 2017 roku odbył się pierwszy test pilotażowy autonomicznego pociągu towarowego, a w lipcu roku bieżącego, pociąg samodzielnie dostarczył pierwszy ładunek z kopalni do portu. Od tego czasu, maszyna pokonała już trasę o łącznej długości ponad miliona kilometrów.

Autonomiczne pociągi towarowe pozwolą zwiększyć bezpieczeństwo i produktywność przy transporcie rudy żelaza z kopalń do portów. Związki zawodowe obawiały się zwolnień, jednak korporacja Rio Tinto jak dotąd jeszcze nikogo nie pozbawiła pracy i zapowiedziała, że również w 2019 roku nie planuje nikogo zwolnić.

 


W 2019 roku po raz pierwszy zobaczymy czarną dziurę!

Czarne dziury to tajemnicze struktury, których nie potrafimy zaobserwować bezpośrednio. Cała nasza wiedza na ich temat pochodzi od zjawisk, które występują w ich najbliższym otoczeniu. Jednak już wkrótce to się może zmienić dzięki ważnemu projektowi pod nazwą Event Horizon Telescope (EHT).

 

Naukowcy od dawna chcieli zobaczyć czarną dziurę, lecz dotychczas nie było to możliwe. Dopiero dziś jesteśmy w posiadaniu odpowiedniej technologii, dlatego też powstał projekt Event Horizon Telescope. Naukowcy zaangażowali i synchronizowali wiele radioteleskopów z całego świata, aby wykonać pierwsze zdjęcie czarnej dziury. Konkretniej, chodzi o supermasywną czarną dziurę Sagittarius A*, która posiada masę około 4 milionów Słońc i znajduje się około 26 tysięcy lat świetlnych od naszej planety w centrum Drogi Mlecznej.

Źródło: NASA/Chandra

Obserwacje czarnej dziury rozpoczęły się 4 kwietnia 2017 roku i potrwały do 9 kwietnia. W ciągu tych kilku dni wygenerowano olbrzymie ilości danych, które zgromadzono na dyskach fizycznych w poszczególnych obserwatoriach. Kolejnym etapem projektu było dostarczenie tych dysków do wielkiej sieci komputerowej w MIT Haystack Observatory, gdzie rozpoczęto analizę danych.

Źródło: Hostler, D. Harvey, ESO/C. Malin

Przetworzenie wszystkich informacji wymaga przede wszystkim cierpliwości. Naukowcy zaangażowani w projekt przypuszczali, że prace dobiegną końca w 2018 roku. Niestety prace wciąż trwają, ale dobra informacja jest taka, że pierwsze w historii zdjęcie czarnej dziury, które de facto będzie dowodem na istnienie tych kosmicznych potworów, może pojawić się już w kolejnych miesiącach 2019 roku.

Źródło: Victor de Schwanberg/Science Photo Library

Według ogólnej teorii względności, horyzont czarnej dziury rzuca okrągły „cień” na otaczającą ją plazmę. Naukowcy chcą go sfotografować. Projekt EHT pozwoli również wyliczyć masę supermasywnej czarnej dziury Sagittarius A*. Wyniki prac być może poznamy już wkrótce, dlatego musimy uzbroić się w cierpliwość.

 


Klonowanie zwierząt prowadzi do niebezpiecznych konsekwencji

W Chinach, klonowanie zwierząt stało się jakby normą. W żadnym innym kraju na świecie nie mówi się o klonowaniu istot żywych z takim spokojem, jak w Państwie Środka. To właśnie tam rozkręcany jest „genetyczny biznes”. Klony nie powstają do celów naukowych, lecz dla pieniędzy, a to jest ogromna różnica.

 

W Chinach klonowano już małpy, świnie, krowy i zwierzęta domowe – między innymi psy. Firma Sinogene oferuje usługę klonowania psów za około 55 tysięcy dolarów, tj. ponad 206 tysięcy złotych i zyskała około 20 klientów. Już teraz zapowiada się stworzenie pierwszego klona kota, co może nastąpić w pierwszych miesiącach 2019 roku.

Klonowanie zwierząt domowych, w przeciwieństwie do zwierząt hodowlanych, ma charakter komercyjny. Naukowcy w Chinach zajmują się także klonowaniem świń, przeznaczonych do badań w transplantologii, oraz bydła do celów spożywczych. Koncern Boyalife Group, który współpracuje z Chińską Akademią Nauk oraz południowokoreańską firmą Sooam, buduje największą na świecie fabrykę klonów, w której rozpocznie się „masowa produkcja” bydła – około milion sztuk rocznie.

 

Powinniśmy zwrócić szczególną uwagę na słowa kluczowe: „fabryka” i „masowa produkcja”. Chiny uprzedmiotowiły życie i traktują zwierzęta jak produkty, które można stworzyć i sprzedać dla zysku. Do czego to wszystko prowadzi? Oczywiście, do klonowania ludzi.

Dyrektor generalny Boyalife Group, Xu Xiaochun, zapowiadał, że jeśli masowe klonowanie bydła okaże się sukcesem to jego fabryka zajmie się także klonowaniem koni wyścigowych, psów policyjnych, małp i zwierząt domowych. Koncern Boyalife Group będzie również brał pod uwagę możliwość klonowania ludzi, lecz nastąpi to w kolejnych latach, gdy chińskie społeczeństwo będzie bardziej oswojone z możliwościami, jakie oferuje nauka.

 

Jeśli klonowanie bydła ma służyć wyżywieniu społeczeństwa, to w jakim celu Chińczycy będą klonować ludzi? Czy aby na pewno chcemy znać odpowiedź na to pytanie?

 


Chiny budują największy na świecie hydroplan

Na świecie znów zaczyna rosnąć zainteresowanie hydroplanami, czyli samolotami, które są przystosowane do startu i lądowania z powierzchni wody. Wszystko za sprawą chińskiej konstrukcji, która jest nie tylko największym hydroplanem na świecie, ale może też startować i lądować na wodzie oraz na lądzie (pasie startowym).

 

AG600 (Kunlong) to prototyp samolotu-amfibii, rozwijany od 2009 roku przez państwową Korporację Przemysłu Awiacyjnego. Maszyna pod względem wielkości przypomina Boeinga 737, jest napędzana czterema silnikami turbośmigłowymi, rozwija prędkość do 560 km/h, posiada zasięg 4500 km i może pozostawać w powietrzu przez 12 godzin.

Hydroplan AG600 jest przystosowany do startów i lądowania na wodzie i na lotnisku. Na jego pokładzie mieści się do 50 osób. Samolot może nabrać 12 ton wody w ciągu 20 sekund. Największy na świecie samolot-amfibia będzie służył w operacjach poszukiwawczo-ratunkowych oraz w gaszeniu pożarów, lecz w przyszłości powstaną jego różne wersje, w tym o zastosowaniu militarnym.

 

Pierwszy lot chińskiego hydroplanu odbył się w grudniu 2017 roku. AG600 wystartował i wylądował na lotnisku w mieście Zhuhai w prowincji Guangdong. Lot zakończył się pełnym sukcesem.

W październiku 2018 roku, hydroplan pomyślnie wystartował i wylądował na powierzchni wody w rezerwuarze, który znajduje się na zachód od miasta Jingmen w prowincji Hubei. Również ten lot zakończył się pomyślnie, co oznacza, że prace nad projektem samolotu-amfibii wkrótce dobiegną końca.

W 2021 roku, AG600 powinien otrzymać certyfikat, a w 2022 roku, Korporacja Przemysłu Awiacyjnego zajmie się dostarczeniem hydroplanów do klientów. Największe zainteresowanie okazuje chiński rząd, ale niektóre państwa wyspiarskie, takie jak Malezja i Nowa Zelandia, również zamierzają pozyskać te samoloty.

 

Jako ciekawostkę podajemy, że PZL.12 był pierwszym polskim wodnosamolotem, zaprojektowanym przez inżyniera i pilota Zygmunta Puławskiego. Maszyna została zbudowana w lutym 1931 roku. Niestety, 21 marca 1931, polski hydroplan pilotowany przez inżyniera Puławskiego spadł na Warszawę podczas lotu doświadczalnego, natomiast jego twórca zmarł w drodze do szpitala. Po tej katastrofie, dalsze prace nad konstrukcją PZL.12 zostały wstrzymane.

 


Badania dowodzą, że gry wideo rozwijają mózg

Naukowcy z Uniwersytetów w Chengdu i Sydney połączyli siły, aby znaleźć korelację pomiędzy graniem w gry wideo, a zwiększoną objętością szarej substancji w ludzkim mózgu. Wyniki ich pracy opublikowano w renomowanym czasopiśmie naukowym Nature.

 

Przedmiotem badań zespołu naukowców była kora wyspowa. Jest to część kory, położonej głęboko w mózgu, która do tej pory rzadko była dogłębnie analizowana przez specjalistów. Powszechnie uważa się, że znaczna część językowego przetwarzania odbywa się właśnie w tym regionie mózgu. Niewykluczone, że to miejsce jest także związane z zarządzaniem wieloma procesami, takimi jak zmysły smaku i węchu, współczucie, empatia oraz doświadczenia interpersonalne.

 

W najnowszym badaniu udział wzięło 27 regularnych graczy oraz 30 amatorów, którzy grają sporadycznie. Za pomocą skanera MRI, naukowcy wykonali szczegółowe zdjęcia kory wyspowej uczestników, a następnie porównali wyniki obu grup. Okazało się, że regularni gracze posiadają znacznie większą objętość szarej substancji w wyspecjalizowanych podregionach mózgu.

Warto wspomnieć, że szara substancja jest częścią centralnego układu nerwowego i zasadniczo kontroluje wszystkie funkcje mózgu. Lepsza łączność w tym regionie prowadzi do szybszych procesów myślowych i odpowiednio wyższego poziomu inteligencji. Niekoniecznie musicie jednak spędzać dziesiątki godzin przed ekranem, gdyż uprawianie sportu również jest aktywnością poprawiającą łączność w mózgu.

 

Ci, którzy lubią spędzać wiele czasu przy konsoli lub komputerze z pewnością mają teraz dobrą wymówkę, skoro gry poprawiają funkcjonowanie mózgu. Na każdą tezę znajdzie się jednak dobry kontrargument, a tak się składa, że w ostatnim czasie, inna grupa naukowców alarmowała o negatywnych skutkach siedzenia przed ekranem.

 


Europejska Agencja Kosmiczna przetestowała marsjańskie łaziki na pustyni w Maroku

Europejska Agencja Kosmiczna przetestowała ostatnio trzy automatyczne łaziki na pustyni w Maroku. Test łazika, który odbył się na Saharze trwał kilka tygodni. W tym czasie, ponad 40 inżynierów przeprowadziło testy terenowe zautomatyzowanych systemów nawigacyjnych w różnych lokalizacjach.

 

Test terenowy, prowadzony przez Centrum Ibn Battuta, odbył się w pobliżu Erfoud w Maroku, na północnym skraju Sahary. Infrastruktura badawcza Europlanet w UE wybrała tę pustynię, ponieważ posiada ona warunki zbliżone do tych, które panują na Marsie.

 

Według ESA, testowanie trzech automatycznych łazików pozwoliło inżynierom ustalić, czy projekty te sprawdzą się na powierzchni Czerwonej Planety.

Horizon 2020 jest częścią kompleksowego projektu „PERASPERA Ad Astra” (łac. „Przez trudy do gwiazd”), który zajmuje się innowacyjnością. Projekt ten jest partnerstwem włoskiej agencji kosmicznej ASI, francuskiej agencji kosmicznej CNES, niemieckiego Aerospace Centre DLR, hiszpańskiej agencji technologii CDTI oraz brytyjskiej agencji kosmicznej UKSA.

Dwutygodniowy test terenowy zakończył się sukcesem. Jeden z trzech samobieżnych łazików zdołał samodzielnie pokonać 1,3 kilometra, odkrył kilka dziwnie wyglądających kamieni oraz wysłał prośbę o zmianę swojej pozycji, aby mógł uchwycić więcej obrazów.

 

Po zakończeniu testów terenowych, PERASPERA przejdzie do kolejnej fazy badań. Projekt ten ma zakończyć się misją kosmiczną, która rozpocznie się w 2023 roku.

 


Badania sugerują, że Uran zderzył się kiedyś z inną planetą

Uran to odległa i specyficzna planeta Układu Słonecznego. Oś obrotu tego gazowego giganta jest silnie nachylona, a naukowcy nie potrafią zrozumieć dlaczego. Jednak najnowsze symulacje komputerowe zdają się potwierdzać, że w odległej przeszłości, Uran zderzył się z inną planetą.

 

Oś obrotu Urana jest nachylona pod kątem około 98 stopni do kierunku prostopadłego do ekliptyki, tak więc oś obrotu tego błękitnego olbrzyma znajduje się niemal w płaszczyźnie Układu Słonecznego. Tylko ogromna siła mogłaby wywrzeć wpływ na ciało niebieskie takich rozmiarów. Dlatego uważa się, że w przeszłości mogło dojść do wielkiej kosmicznej kolizji.

Na podstawie symulacji komputerowych, naukowcy z Uniwersytetu w Durham ustalili, że Uran prawdopodobnie zderzył się z planetą o masie co najmniej dwa razy większej od Ziemi. Kolizja ta mogła nastąpić w bardzo wczesnym etapie rozwoju gazowego olbrzyma i wpłynęła na jego charakterystykę.

Naukowcy twierdzą również, że zderzenie Urana z innym ciałem niebieskim mógł być procesem, który trwał stosunkowo krótko. Co więcej, planeta, która wleciała w błękitnego olbrzyma, mogła przetrwać tę katastrofę i nie wyklucza się, że tym impaktorem mogła być tajemnicza dziewiąta planeta, która znajduje się gdzieś na obrzeżach Układu Słonecznego.

 


Niepełnosprawny Rosjanin zrezygnował z historycznego zabiegu przeszczepu głowy

Włoski neurochirurg dr Sergio Canavero zapowiadał, że przeprowadzi pierwszy w historii udany przeszczep głowy człowieka. Temat został mocno rozkręcony medialnie, a naukowiec przeprowadził kilka eksperymentów na zwierzętach. Jednak sprawa stanęła na samych zapowiedziach i nic nie wskazuje na to, aby zabieg miał się w ogóle odbyć. Co więcej, sytuacja nieco skomplikowała się, gdyż pacjent, który wcześniej zgodził się na przeszczep głowy, nabrał wątpliwości i zrezygnował z tej nietypowej terapii.

 

Walery Spiridonow, który choruje na dziecięcy rdzeniowy zanik mięśni liczył, że zabieg, jedyny w swoim rodzaju, odmieni jego życie. Dr Sergio Canavero był podobnego zdania, ale coraz więcej wskazuje na to, że przeszczep głowy u ludzi jest po prostu niemożliwy do wykonania - przynajmniej na dzień dzisiejszy. Włoski neurochirurg miał przeprowadzić historyczny eksperyment pod koniec 2017 roku, ewentualnie na początku 2018 roku.

Walery Spiridonow

Naukowcy i media w większości krytycznie podchodzą do planów „włoskiego Frankensteina”. Nawet sam pacjent nabrał wątpliwości. Okazało się bowiem, że Walery Spiridonow zrezygnował z udziału w tym ryzykownym zabiegu. Jak donoszą media, Rosjanin zakochał się i znalazł sobie żonę, która urodziła mu dziecko. Jest to więc kolejny powód, dla którego Spiridonow nie ma zamiaru ryzykować swojego życia.

 

Tymczasem dr Sergio Canavero we współpracy z naukowcem Xiaopingiem Renem kontynuują badania w Chinach. Niestety nie wiadomo obecnie nic na temat przeszczepu głowy – kiedy odbędzie się zabieg i kto będzie pierwszym pacjentem.

Dwaj naukowcy prowadzili dotychczas eksperymenty na zwierzętach, jednak żadne z nich nie przeżyło operacji. Tylko w jednym przypadku, Canavero i Ren faktycznie dokonali przeszczepu głowy na człowieku, lecz obiektem badań były ludzkie zwłoki. Ich badania wywołują liczne kontrowersje na Zachodzie, dlatego też naukowcy przenieśli się do Chin.

 


Badanie potwierdza możliwość stworzenia globalnej satelitarnej komunikacji kwantowej

Badania przeprowadzone przez włoskich naukowców potwierdziły, że jesteśmy w stanie stworzyć funkcjonalną satelitarną komunikację kwantową na skalę globalną. Dzięki niej będzie można przesyłać informacje, nie obawiając się ich przechwycenia przez niepożądane osoby.

 

Dr Giuseppe Vallone z Uniwersytetu Padewskiego, jeden z autorów tego badania, ustalił, że możliwa jest wymiana pojedynczego fotonu między satelitami na wysokiej orbicie a stacją naziemną na odległość ponad 20 tysięcy km. Eksperyment skupiał się na wymianie fotonów między satelitami z rosyjskiego systemu nawigacyjnego GLONASS a Centrum Kosmicznej Geodezji Włoskiej Agencji Kosmicznej.

 

Naukowcy wskazują, że satelitarna komunikacja kwantowa pozwoli na bezpieczny transfer danych. Przyszły system znajdzie szereg zastosowań w sferze cywilnej, naukowej i militarnej.

 

Zdecydowanym liderem w pracach nad telekomunikacją kwantową są Chiny. W 2016 roku, Państwo Środka uruchomiło największą na świecie linię telekomunikacyjną, która wykorzystuje zjawisko splątania kwantowego. W 2017 roku, chińscy naukowcy przeprowadzili szereg przełomowych testów nad pierwszą na świecie satelitarną siecią kwantową.

 


Powstała robotyczna dłoń, która gra na keyboardzie

Naukowcy z Cambridge University opracowali robotyczną rękę, która potrafi zagrać utwór „Jingle Bells” na keyboardzie. W filmie opublikowanym w serwisie YouTube, zespół pokazał niezwykłego robota, który odtwarza proste melodie, nie poruszając palcami, lecz nadgarstkiem. Eksperyment pokazuje, jak trudno jest maszynie odtworzyć skomplikowane ruchy, do których zdolne są ludzkie ręce.

W przeszłości istniało kilka innych prób stworzenia robota, który może grać na keyboardzie. Najnowszy model jest zupełnie inny i wykorzystuje drukowanie 3D do integracji polimerów twardych i miękkich, aby naśladować kości i więzadła prawdziwej ludzkiej ręki.

 

Robotyczna ręka jest przymocowana do standardowego ramienia robota, które steruje jego ruchami. Po podłączeniu do keyboardu, robot może grać różne melodie – rozpoznawalne utwory słynnych kompozytorów po piosenki świąteczne.

Zespół wyjaśnił, że celem projektu było zrozumienie procesów ruchu ludzkiego ciała, które mogą być naśladowane przez roboty. Naukowcy mają nadzieję, że pomimo ograniczeń, ich badania mogą pomóc w ulepszeniu projektów protez lub usprawnić automatyzację procesów produkcyjnych. Szczegóły dotyczące projektu zostały opublikowane w czasopiśmie Science Robotics.