Listopad 2018

W Egipcie odkryto wiele zmumifikowanych kotów i skarabeuszy

W Egipcie dokonano niezwykłego odkrycia. W Sakkarze, niedaleko słynnych piramid w Gizie, znaleziono grobowce, a w nich między innymi zmumifikowane koty oraz rzadką kolekcję skarabeuszy.

 

Sukcesu dokonali egipscy archeolodzy, którzy rozpoczęli badania w kwietniu bieżącego roku. Zespół ogłosił odkrycie siedmiu grobowców – niektóre z nich mają nawet 2500 lat. Trzy z nich zawierały zmumifikowane koty, które w starożytnym Egipcie były uznawane za święte zwierzęta.

Źródło: Ministerstwo Starożytności Egiptu

Archeolodzy odkryli również niezwykłą kolekcję skarabeuszy, które były przechowywane w ozdobionych malowidłami sarkofagach i również były czczone przez dawnych Egipcjan. Niektóre z nich mają 6000 lat.

Źródło: Ministerstwo Starożytności Egiptu

W sumie udało się wydobyć kilkadziesiąt zmumifikowanych zwierząt. Na miejscu znaleziono także liczne drewniane pozłacane figury kotów oraz jeden szczególny posąg, wykonany z brązu, który przedstawiał Bastet – egipską bogini miłości, radości, kotów, muzyki i tańca, płodności oraz ogniska domowego.

Źródło: Ministerstwo Starożytności Egiptu

Źródło: Ministerstwo Starożytności Egiptu

Źródło: Ministerstwo Starożytności Egiptu

 


Sonda Parker Solar Probe przetrwała pierwsze zbliżenie do Słońca

Sonda kosmiczna agencji NASA, Parker Solar Probe, z powodzeniem wykonała lot w pobliżu naszej gwiazdy. Próbnik znalazł się w odległości 24 milionów kilometrów od Słońca i tym samym zbliżył się do niego na rekordową odległość.

 

Bliski przelot sondy kosmicznej miał miejsce w poniedziałek, 5 listopada. Parker Solar Probe przemieszczała się z prędkością ponad 340 000 km/h. W ten sposób, sonda kosmiczna NASA pobiła dwa rekordy, które kiedyś zostały ustanowione przez sondę Helios 2. Parker Solar Probe wysłała na Ziemię wygnał potwierdzający, że przetrwała lot w pobliżu Słońca i pozostaje w pełni sprawna.

Sonda kosmiczna będzie w przyszłości ustanawiała kolejne rekordy. Misja zakłada bowiem wykonanie bardzo bliskiego przelotu w pobliżu naszej gwiazdy. Parker Solar Probe ma wykonać pomiary wewnątrz korony słonecznej. W 2024 roku zbliży się do Słońca na odległość nieco ponad 6 milionów kilometrów i w tym czasie rozwinie prędkość około 700 000 km/h.

Misja kosmiczna NASA potrwa do 2025 roku. Parker Solar Probe wykona łącznie 24 zbliżenia do naszej gwiazdy i 7 razy skorzysta z asysty grawitacyjnej Wenus. Z każdym przelotem, sonda znajdzie się coraz bliżej Słońca.

 


Naukowcy stworzyli bioniczne grzyby, produkujące elektryczność

Badacze ze Stevens Institute of Technology zaprezentowali projekt grzybów, które byłyby w stanie wytwarzać energię elektryczną. Do tego celu wykorzystano sinice – bakterie, które, podobnie jak rośliny, mają zdolność fotosyntezy oraz elektroniczny atrament.

 

W dziedzinie bioinżynierii stosowano już sinice do wytwarzania elektryczności, ale dotychczasowe sztuczne środowisko laboratoryjne zapewniało im zbyt krótki okres życia. Najnowszy pomysł naukowców ze Stevens Institute of Technology zakłada zastosowanie popularnej pieczarki.

 

Bioniczna pieczarka powstała przy użyciu drukarek 3D. Wydrukowano 2 schematy, pokryte elektronicznym atramentem. W jednym schemacie umieszczono sinice, a w drugim grafenowe nanowstążki, mające gromadzić wytworzoną energię. Całość przytwierdzono do kapelusza pieczarki. Kształt pieczarki zapewnia sinicom odpowiednie nasłonecznie, a sama jej obecność sprzyjającą wilgotność.

Bioniczna pieczarka jest w stanie wytworzyć prąd o natężeniu 65 nanoamperów. Według naukowców, kilka takich pieczarek może zasilić diodę LED. Jest to kolejny krok na drodze rozwoju bioelektryczności. Łączenie żywych organizmów z nowoczesną technologią w niewidoczny gołym okiem sposób sprawi, że te dwa światy będą się coraz bardziej przenikać.

 


Samsung wreszcie ujawnił swój składany telefon

Na specjalnej konferencji, która odbyła się 7 listopada w San Francisco, firma Samsung zaprezentowała swój pierwszy składany telefon. Właściwie to nie można go nazwać ani smartfonem, ani tabletem, gdyż posiada cechy obu urządzeń. Samsung Infinity Flex to składany telefon z giętkim ekranem. Niestety koncepcja ta szału nie robi.

 

Najnowsze urządzenie Samsunga to tablet, który po złożeniu zamienia się w grubego smartfona. Dzięki temu, telefon nie zajmuje wiele miejsca i można go schować do kieszeni.

Po rozłożeniu, Samsung Infinity Flex posiada ekran o przekątnej 7,3 cala. Korporacja z Korei Południowej niestety nie ujawniła żadnych szczegółów. Nieznana jest specyfikacja tego urządzenia, ani nawet wygląd – podczas demonstracji zrobiło się ciemno i mogliśmy zobaczyć jedynie sam wyświetlacz.

Samsung pokazał jedynie prototyp, a to oznacza, że projekt składanego telefonu może jeszcze ulec zmianie. Jego masowa produkcja może rozpocząć się w pierwszej połowie 2019 roku, ale nie wiemy, kiedy Samsung Infinity Flex pojawi się w sklepach. Kilka miesięcy temu, Kim Jang-yeol z Golden Bridge Investment powiedział, że sugerowana cena detaliczna tego urządzenia może wynieść około 2 miliony wonów południowokoreańskich, czyli nieco ponad 6700 złotych.

Pierwszym na świecie wyginanym smartfonem jest FlexPai firmy Royole, który będzie dostępny w sprzedaży już w grudniu. Jest to gotowe do produkcji i bardzo ciekawie zaprojektowane urządzenie, które w zależności od specyfikacji technicznych będzie kosztować od 4900 zł do 7100 zł. Wkrótce LG, Huawei i inne korporacje również zaprezentują swoje koncepcje. Można powiedzieć, że wyścig producentów smartfonów na polu giętkich urządzeń wkracza w ostateczną fazę.

 


Kolonizacja Marsa oznacza zniszczenie marsjańskiego życia

Mars jest najbliższą nam planetą, gdzie może istnieć życie pozaziemskie. W ciągu dekady, ludzie zamierzają skolonizować ten obcy świat. Gdy to nastąpi, dojdzie do zderzenia ziemskiego życia z marsjańską biotą.

 

Jeśli Mars jest pozbawiony jakiegokolwiek życia, nic nie będzie stało na przeszkodzie ku kolonizacji. Jednak jeśli Czerwona Planeta skrywa życie bakteryjne, pojawienie się pierwszych ludzi może zagrozić jego istnieniu. Osiedlając się na Marsie możemy je zniszczyć, przez co nigdy nie dowiemy się, czy planeta kiedykolwiek posiadała rodzime życie.

 

David Weintraub, profesor astronomii na Uniwersytecie Vanderbilt twierdzi, że powinniśmy zrobić wszystko, aby nie doszło do zanieczyszczenia Czerwonej Planety ziemskimi bakteriami. Naukowiec zwrócił uwagę, że wszystkie sondy agencji NASA przechodzą przez sterylizację, zanim wyruszą w przestrzeń kosmiczną. Dotyczy to także marsjańskich łazików.

 

Dzięki sterylizacji, istnieje bardzo niewielkie prawdopodobieństwo zanieczyszczenia biologicznego Marsa. W trakcie długiej podróży na Czerwoną Planetę, wszelkie bakterie, które w jakiś sposób zdołałyby przetrwać proces sterylizacji, najprawdopodobniej wyginęłyby podczas ekspozycji na promieniowanie kosmiczne. Również po osiągnięciu celu, ziemskie bakterie nie przetrwałyby surowych warunków na powierzchni tej planety. Jeśli na Marsie w ogóle istnieje życie bakteryjne to zapewne skrywa się pod powierzchnią.

Astronom David Weintraub wskazuje, że zbudowanie ludzkich kolonii na Czerwonej Planecie będzie oznaczało zniszczenie marsjańskiego życia, dlatego zdecydowanie powinniśmy wstrzymać się z tym planem i skupić się na badaniu Marsa z pomocą zrobotyzowanych łazików do czasu, aż potwierdzimy obecność życia pozaziemskiego. Jeśli zanieczyścimy ten świat ziemskimi bakteriami, dalsze poszukiwania marsjańskiego życia mogą stracić sens.

 

Mamy więcej powodów, aby tymczasowo zrezygnować z podboju Marsa. Równie dobrze może się okazać, że to nie my możemy zagrozić życiu na Czerwonej Planecie, lecz tamtejsze życie może zagrozić ludzkości. Jeśli będziemy organizować regularne loty na obcą planetę, Ziemia może zostać zanieczyszczona bakteriami z Marsa. Kto wie, jak wielkie może to nieść ze sobą zagrożenia?

 


Naukowcy proponują wysłać sygnały laserowe w kosmos, aby nawiązać kontakt z obcymi cywilizacjami

Naukowcy z Instytutu Technologii w Massachusetts (MIT) zaproponowali budowę potężnego lasera i wysyłanie sygnałów świetlnych w kierunku odległych egzoplanet. Jeśli gdzieś w kosmosie istnieją obce cywilizacje, być może zauważą emitowane przez nas światło i odnajdą Ziemię. Jednak czy manifestowanie swojej obecności w kosmosie byłoby dla nas bezpieczne?

 

James Clark, absolwent MIT ustalił, że moglibyśmy wybudować 1-2 megawatowy laser podczerwony oraz lustro o średnicy co najmniej 30 metrów. Po skierowaniu wiązki w stronę egzoplanet moglibyśmy zostać zauważeni przez inne inteligentne cywilizacje w zasięgu nawet 20 tysięcy lat świetlnych.

Oczywiście nie jest to takie łatwe. Ludzkość nie jest w stanie opracować na tyle potężnego lasera, aby emitowane wiązki światła były zauważalne na tle jasnych gwiazd. Obce cywilizacje mogłyby co najwyżej przez przypadek dostrzec światełko, które przykułoby ich uwagę, choć nawet co do tego nie można mieć absolutnej pewności.

 

Na drodze do realizacji takiego przedsięwzięcia stoi jeszcze jeden problem. Jak dotąd nie odkryliśmy jeszcze ani jednej cywilizacjami pozaziemskiej, a Wszechświat jest ogromny, zatem w którym kierunku należałoby wysyłać te sygnały? Co więcej, egzoplanety oddalone są od Ziemi o wiele lat świetlnych, dlatego zanim jakakolwiek cywilizacja zwróciłaby uwagę na naszą planetę, ludzkość prawdopodobnie już dawno nie przestałaby istnieć.

 


Elon Musk wprowadza rewolucyjną zmianę. Samochody Tesla będą zdalnie sterowane smartfonem

Informacja w sam raz dla fanów motoryzacji i nowinek technologicznych – Elon Musk zapowiedział aktualizację oprogramowania dla samochodów marki Tesla. Już wkrótce, właściciele tych pojazdów będą mogli je sterować zdalnie oraz przywoływać je do siebie z pomocą smartfona.

 

Musk ogłosił na Twitterze rozszerzenie funkcji zdalnego parkowania „Summon” dla wszystkich samochodów Tesla, które zostały wyprodukowane w przeciągu ostatnich dwóch lat. Rozszerzenie to wprowadza nowe możliwości. Samochody będzie można przywołać z parkingu lub sterować nimi niczym zabawką, ale tylko gdy pojazd znajduje się w zasięgu wzroku. Ponadto, przytrzymując przycisk „Summon” na aplikacji Tesla, samochód będzie podążał za swoim właścicielem.

 

Jest to kolejny krok ku pełnej autonomizacji pojazdów osobowych. Jesteśmy stopniowo przyzwyczajani do samojeżdżących samochodów, zdolnych do wykonywania nawet najbardziej skomplikowanych manewrów na jezdni. Znane na świecie koncerny motoryzacyjne przedstawiają swoje własne koncepcje futurystycznych samochodów, przypominających luksusowe limuzyny, które obsługiwane są przez sztuczną inteligencję i nie posiadają kierownicy.

Źródło: Toyota

Autonomiczne samochody testowane są od lat i minie jeszcze sporo czasu, zanim samojeżdżące maszyny pojawią się na ulicach wielkich miast. Koncerny mają przed sobą wielkie wyzwanie – muszą opracować samochód, który będzie przede wszystkim bezpieczny dla ludzi, zarówno dla kierowcy, jak i otoczenia.

 

Choć dochodziło już do licznych wypadków z udziałem autonomicznych samochodów, koncerny motoryzacyjne przekonują, że przyszłe pojazdy będą na tyle zaawansowane, że zredukują liczbę kolizji drogowych niemal do zera. Elon Musk swego czasu powiedział, że w przyszłości, ludzie powinni dostać zakaz obsługiwania samochodów, aby nie narażać innych. W ten sposób zasugerował, że sztuczna inteligencja stanie się lepszym kierowcą od człowieka.

 


Wielki Zderzacz Hadronów mógł odkryć nową „cząstkę widmo”

W trakcie eksperymentów w Wielkim Zderzaczu Hadronów, fizycy mogli odkryć nową cząstkę o zaskakujących właściwościach. Co więcej, cząstka ta nie pasuje do żadnych modeli teoretycznych.

 

Z pomocą detektora CMS (Compact Muon Solenoid) wykryto sygnał, który może wskazywać na istnienie nieznanej dotychczas cząstki o podwójnej masie atomu węgla. Doniesienia o potencjalnym odkryciu wywołują wśród naukowców zaskoczenie, a zarazem sceptycyzm.

 

Pozyskane dane wskazują na gromadzenie się mionów (bardzo ciężkich elektronów) w detektorze CMS. Masę tych cząstek szacuje się na 28 GeV (gigaelektronowoltów). Dla porównania, masa bozonu Higgsa wynosi 125 GeV. Co ciekawe, ślady nowej cząstki były bardziej widoczne przy niskoenergetycznych kolizjach w LHC.

Detektor CMS - źródło: CERN

Naukowcy zaznaczają, że tylko dzięki dokładnej analizie danych będzie można potwierdzić, czy faktycznie dokonano nowego odkrycia. Na rezultaty trzeba będzie poczekać być może nawet rok czasu.

 


Pierwszy na świecie wyginany smartfon trafi na sprzedaż!

Mało znana firma prześcignęła Samsunga i inne znane korporacje. Przedmiotem wyścigu były giętkie smartfony, które dotychczas istniały jedynie w formie projektów. Sytuacja właśnie uległa zmianie, ponieważ firma Royole z Kalifornii zapowiedziała sprzedaż pierwszego wyginanego smartfona.

 

Firma Royole, specjalizująca się w tworzeniu elastycznych ekranów, zaprezentowała swój wynalazek o nazwie FlexPai podczas targów elektroniki w Pekinie. Składane urządzenie, będące w pewnym sensie połączeniem smartfona i tableta, ma trafić do sprzedaży już w grudniu.

 

Główną zaletą modelu jest duży i elastyczny wyświetlacz, który po złożeniu może zmieścić się w kieszeni. Ekrany urządzeń mobilnych w ostatnich latach stawały się coraz większe i użytkownicy nierzadko musieli wybierać między poręcznością a rozmiarem. Jednak FlexPai skutecznie rozwiązuje ten problem.

Źródło: Royole

Przekątna w pełni rozłożonego ekranu wynosi aż 7,8 cala. Producent zaznacza, że po złożeniu urządzenia na pół, oprogramowanie idealnie dostosowuje się do wyświetlania wszystkich zawartości na połowie ekranu. Royole szacuje, że wyświetlacz może być złożony ponad 200 000 razy, zanim ulegnie uszkodzeniu.

 

FlexPai, wyposażony w system Android dostosowany specjalnie do składanych ekranów, będzie kosztował od 1000 do 1450 funtów, w zależności od specyfikacji technicznych, czyli od 4900 do 7100 zł. To dość wysoka kwota, ale z pewnością znajdzie się wielu chętnych. Tymczasem Samsung, LG, Apple i inne korporacje również zamierzają ujawnić swoje składane smartfony, aby nie pozostać w tyle.

 


Naukowcy dokonali wielkiego przełomu w pracach nad wielkoskalowymi komputerami kwantowymi

Zespół badawczy, kierowany przez profesora Winfrieda Hensingera z Uniwersytetu Sussex, dokonał wielkiego przełomu w technologii komputerów kwantowych. Naukowcy zdołali zredukować negatywne skutki „szumu” środowiskowego na wysoce czułe działanie wielkoskalowego komputera kwantowego.

 

Współczesne technologie muszą być uodpornione na różne czynniki środowiskowe. Urządzenia, które będą prawidłowo działać w laboratorium, mogą zawieść w warunkach naturalnych, gdy zostaną wystawione np. na wahania napięcia lub pole elektromagnetyczne, które emitowane są przez urządzenia elektroniczne codziennego użytku.

 

Innymi słowy, współczesne komputery mogą pracować poza laboratorium i nie muszą znajdować się w ściśle kontrolowanych warunkach. Jednak komputery kwantowe to niezwykle wrażliwe maszyny, które działają prawidłowo tylko w laboratorium.

Dzisiejsze małoskalowe komputery kwantowe posiadają bardzo niewielką ilość kubitów. Mogą pracować jedynie w ściśle kontrolowanych warunkach w laboratorium, ale ich moc obliczeniowa, wymagana do rozwiązywania złożonych problemów obliczeniowych, jest zbyt niska.

 

Uważa się, że wielkoskalowe komputery kwantowe mogłyby szybko rozwiązać problemy, na które współczesne najpotężniejsze superkomputery potrzebowałyby miliardów lat. Aby stworzyć taką maszynę, naukowcy musieliby zwiększyć liczbę kubitów, lecz im większa liczba kubitów, tym trudniej odizolować komputer kwantowy od „szumu”, który zakłócałby procesy obliczeniowe.

Przełomu w tej kwestii dokonali naukowcy z Uniwersytetu Sussex, którzy współpracowali z dr Florianem Mintertem i jego zespołem z Imperial College London. Badacze przeprowadzili eksperyment, w którym zastosowali skomplikowane sygnały radiowe i mikrofalowe, posiadające zdolność manipulowania efektami kwantowymi w jonach. Po miesiącach intensywnej pracy, w laboratorium zademonstrowano możliwość znaczącego zredukowania efektu „szumu” w pułapce jonowej w komputerze kwantowym.

 

Sukces ten ma istotne znaczenie dla komercyjnych wielkoskalowych komputerów kwantowych, które potrafiłyby funkcjonować w warunkach naturalnych. Naukowcy zamierzają wykorzystać tę technikę w pracach nad potężnym komputerem kwantowym, który aktualnie powstaje na Uniwersytecie Sussex.