Lipiec 2018

Republika Południowej Afryki uruchomiła ogromny radioteleskop

Republika Południowej Afryki właśnie zaprezentowała światu nowy radioteleskop. Square Kilometre Array (SKA) będzie badał powstawanie galaktyk, próbując rozwikłać nieodgadnione tajemnice Wszechświata.

 

Teleskop MeerKAT w Prowincji Przylądkowej Północnej zostanie włączony do projektu Square Kilometre Array. Jest to sieć radioteleskopów o zaplanowanej całkowitej powierzchni jednego kilometra kwadratowego, która zostanie uruchomiona do 2030 roku i będzie eksplorować supernowe, czarne dziury, a także poszukiwać śladów powstania Wszechświata.

 

Jak stwierdził w piątkowym oświadczeniu David Mabuza, zastępca prezydenta RPA, projekt SKA będzie docelowo aż 50 razy silniejszy od teleskopów, którymi dysponujemy dzisiaj, np. od Kosmicznego Teleskopu Hubble’a.

Źródło: SKA Project Development Office/Swinburne Astronomy Productions

Uruchomienie tak zaawansowanego tworu współczesnej technologii jest dla Afryki prawdziwym kamieniem milowym w dążeniu do wniesienia własnego wkładu do światowej cywilizacji. Panorama uchwycona w piątek przez teleskop MeerKAT pokazała najczystszy obraz czarnej dziury w centrum Drogi Mlecznej.

 

Oprócz RPA, która zainwestowała w projekt 240 mln dolarów, w ambitnym przedsięwzięciu biorą udział także Australia, Wielka Brytania, Kanada, Chiny, Indie, Włochy, Nowa Zelandia, Szwecja oraz Holandia. Inne zaangażowane kraje afrykańskie to Botswana, Ghana, Kenia, Madagaskar, Mauritius, Mozambik, Namibia i Zambia.

 


Naukowcy uzyskali efekt „bicia serca” w ciekłym metalu

Na Uniwersytecie w Wollongong w Australii zademonstrowano niezwykłe zjawisko rodem z filmów sci-fi. Zespół badawczy uzyskał efekt „bicia serca” w płynnym metalu, który posłuży między innymi w robotyce. Co ciekawe, naukowcy wcale nie ukrywają, że byli zainspirowani robotem T-1000 z filmu „Terminator 2: Dzień Sądu”.

 

Efekt „bicia serca” uzyskano dzięki stymulacji elektrochemicznej kropli ciekłego galu. Gal jest miękkim srebrzystym metalem, który przechodzi w stan ciekły już przy temperaturze powyżej 29 stopni Celsjusza. Uzyskane zjawisko może znaleźć zastosowanie w płynnych timerach, aktuatorach dla sztucznych mięśni, miękkiej robotyce oraz w układach mikroprzepływowych.

 

Podobny efekt uzyskano wcześniej w ciekłej rtęci, lecz w przypadku tego metalu ruch staje się nieregularny i jest trudny do kontrolowania. Rtęć jest również wysoce toksyczna. Inaczej natomiast jest w przypadku nietoksycznego ciekłego galu, z pomocą którego można było w pewnym sensie naśladować pracę ludzkiego serca. Jedna kropla tego metalu, w zależności od jej wielkości oraz siły grawitacji, może wykonać od 30 do 100 uderzeń na minutę.

 

Profesor Xiaolin Wang, główny autor badania mówi o inspiracji, którą czerpał między innymi od słynnego fikcyjnego robota T-1000. Naukowiec twierdzi, że nie zamierza zbudować zmiennokształtnej maszyny z metalowym sztucznym bijącym sercem - zachowania płynnego metalu mogą znaleźć wiele zastosowań w życiu codziennym, choć wymienia się między innymi miękką robotykę.

 


Dron SkyGuardian wykonał historyczny lot nad Atlantykiem

SkyGuardian to dron średniego pułapu, opracowany przez amerykańskie przedsiębiorstwo General Atomics Aeronautical Systems. Jest to pierwszy taki bezzałogowiec, który zdołał wykonać lot transatlantycki. 

 

10 lipca, SkyGuardian wystartował z bazy lotniczej w Północnej Dakocie w Stanach Zjednoczonych i po bardzo długim locie wylądował w Gloucestershire w Anglii. Lot trwał dokładnie 24 godziny i 2 minuty. W tym czasie, maszyna pokonała niemal 7 tysięcy kilometrów. Dron SkyGuardian stał się pierwszym bezzałogowym pojazdem średniego pułapu, który przeleciał nad Atlantykiem.

 

MQ-9B SkyGuardian ma rozpiętość skrzydeł 24 metry. Urządzenie wyposażone jest w silnik turbinowy Honeywell TPE331-10 i jest w stanie podnieść ładunek o masie 2,1 tony. Maksymalna prędkość UAV wynosi 389 km/h. SkyGuardian potrafi wykonywać długie, ponad 40-godzinne loty na wysokości do 12,2 tysięcy metrów.

 


Latający samochód BlackFly wkrótce trafi do sprzedaży i nie wymaga licencji pilota

Na świecie powstaje coraz więcej latających samochodów, które wkrótce zaleją rynek. Niestety w większości przypadków, latające samochody są zbyt drogie i/lub wymagają licencji pilota, przez co nie są dostępne dla wszystkich. Nowy pojazd, który został opracowany przez firmę Opener z Doliny Krzemowej rozwiązuje te problemy.

 

Po wielu latach projektowania i testowania, Opener ujawnił światu latający samochód BlackFly. Jest to autonomiczny elektryczny pojazd, przypominający dużego drona. Maszyna jest jednoosobowa, posiada zasięg 40 km i rozwija prędkość do 100 km/h. Twórcy wyposażyli ją w osiem śmigieł oraz baterię, którą można naładować w ciągu 25 minut.

 

BlackFly był opracowywany przez 9 ostatnich lat. W tym czasie w ramach testów pokonał ponad 20 tysięcy kilometrów i wykonał ponad 1400 lotów. Pojazd klasyfikuje się jako ultralekki samolot i nie wymaga licencji pilota, ani pasa startowego.

Latający samochód, choć ten potrafi tylko latać, już w przyszłym roku pojawi się w sklepach. Właściciel firmy Opener, Marcus Leng powiedział, że nowy pojazd będzie dostępny w cenie samochodu typu SUV. Dokładnej kwoty nie znamy, ale wygląda na to, że będzie o wiele tańszy od większości latających samochodów, które, choć faktycznie posiadają lepszą specyfikację, są drogie i potrzebna jest licencja pilota, aby je obsługiwać. Z kolei BlackFly ma przede wszystkim dostarczać rozrywki i nie mógłby zastąpić samochodu, ponieważ jako ultralekki samolot nie można nim latać w nocy, ani nad miastem.

 


Koncern Raytheon pracuje nad działem laserowym o mocy 100 kW

Kiedyś o broni laserowej słyszeliśmy jedynie z filmów traktujących o futurystyce, ale dziś już nikogo nie dziwi, że lasery znajdą się na wyposażeniu najbardziej zaawansowanych technologicznie armii na świecie. Prace nad działami laserowymi prowadzone są przez niektóre mocarstwa, ale systemy tego typu zdobyły największe zainteresowanie właśnie w Stanach Zjednoczonych.

 

Kilka amerykańskich koncernów zbrojeniowych aktywnie rozwija technologię laserową, przeznaczoną do działań bojowych. Broń laserowa posiada interesujące zastosowania w defensywie – można niszczyć nadlatujące pociski rakietowe czy moździerzowe, małe drony, samochody i łodzie. Im większa moc lasera, tym większa jego skuteczność i zasięg. Przykładowo lasery o mocy około 10 kW mogą co najwyżej oślepiać systemy obserwacyjne przeciwnika i nie wyrządzają większych szkód, a przy 50 kW mocy można już mówić o niszczeniu pocisków i bezzałogowców z bliskiej odległości.

 

Amerykańska armia zainteresowana jest pozyskaniem tych słabszych i potężniejszych systemów laserowych. W dalszym ciągu mówimy o wykorzystaniu broni laserowej w obronie. Koncern Raytheon podpisał niedawno kontrakt warty 10 milionów dolarów na prace badawczo-rozwojowe samowystarczalnego systemu laserowego o mocy 100 kW, który będzie można zintegrować z ciężarówkami wojskowymi z rodziny FMTV.

Źródło: United States Army Space and Missile Defense Command

W tym programie bierze również udział koncern zbrojeniowy Lockheed Martin, który w zeszłym roku przeprowadził wstępne testy swojego działa laserowego o mocy 60 kW. Na początku 2019 roku, US Army zdecydują, który koncern uzyska 3-letni kontakt o wartości 130 milionów dolarów na skonstruowanie i demonstrację gotowej broni laserowej.

 

Marynarka wojenna Stanów Zjednoczonych już od dłuższego czasu posiada do swojej dyspozycji działa laserowe. System LaWS (Laser Weapons System) zainstalowano na pokładzie okrętu USS Ponce. Urządzenie posiada moc 30 kW, co oznacza, że potrafi unieszkodliwić małe drony i łodzie z bliskiej odległości, ale szału nie robi. Sytuacja ulegnie zmianie w kolejnych latach, a „Gwiezdne Wojny” już w pewnym sensie staną się rzeczywistością.

 


Bolid polskich studentów zajął 4. miejsce w zawodach Shell Eco-marathon

W dniach 5-8 lipca, w Londynie odbyła się coroczna rywalizacja Shell Eco-marathon. W zawodach bierze udział tysiące studentów z całej Europy. Zespoły prezentują tam możliwości swoich małych bolidów. Podczas tej rywalizacji nie liczy się jednak szybkość, lecz jak najmniejsze zużycie paliwa.

 

W tym roku, w 34. edycji Shell Eco-marathon wzięło udział około 200 zespołów z całej Europy, w tym 7 drużyn z Polski. Studenci demonstrowali na torze swoje konstrukcje i ich niskie zużycie paliwa.

 

Rywalizacja dzieli się na dwie kategorie. W UrbanConcept, bolidy muszą spełniać wymogi pojazdu miejskiego. Z kolei w kategorii Prototype biorą udział bolidy, które cechują się najniższym zużyciem paliwa. Pojazdy muszą pokonać jak największy dystans na jednym litrze paliwa. Maszyny zostają podzielone również ze względu na rodzaj napędu – spalinowy, wodorowy i elektryczny.

 

Studenci z Polski mają się czym pochwalić. W kategorii UrbanConcept, zespół z Politechniki Śląskiej zajął 4 miejsce z bolidem Smart Power Urban. Pojazd napędzany wodorem uzyskał wynik 117 km/m3 wodoru. Dla porównania, pierwsze miejsce zajęła drużyna DTU Roadrunners z Duńskiego Uniwersytetu Technicznego – jej bolid pokonał 374 km na litrze bioetanolu.

Źródło: Smart Power Politechnika Śląska/Facebook

W kategorii Prototype, na 4 miejscu znaleźli się studenci z Politechniki Gdańskiej – Hydrogen CarPG pokonał 400 km/m3 wodoru. Tuż za nimi, na 5 miejscu pojawił się zespół z Politechniki Lubelskiej z nieco gorszym wynikiem 350 km/m3 wodoru. 15 miejsce zajęli studenci z Politechniki Łódzkiej z bolidem Auto Iron Warriors, który uzyskał rezultat 620 km/l benzyny, natomiast 19 miejsce zdobyła ekipa z Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Krośnie – jej bolid Rotor uzyskał wynik 498 km/l etanolu.

 

Warto nadmienić, że zdecydowanym liderem w kategorii Prototype po raz kolejny był francuski zespół Microjoule-La Joliverie z Lycee Saint-Joseph La Joliverie. W tej edycji Shell Eco-marathon, pojazd Microjoule pokonał 2324 km na litrze benzyny. To nic, w porównaniu do ustanowionego przez francuskich studentów rekordu z 2010 roku, kiedy ich bolid pokonał na jednym litrze benzyny aż 3771 km.!

 


Po raz pierwszy opracowano sztuczną inteligencję z DNA

Naukowcy z Kalifornijskiego Instytutu Technicznego stworzyli sztuczną sieć neuronową, wykonaną z DNA, która potrafi identyfikować liczby napisane odręcznie. Nowa technologia rozwiązuje klasyczny problem uczenia maszynowego i demonstruje zdolność do programowania sztucznej inteligencji w syntetycznych obwodach biomolekularnych.

 

Sztuczne sieci neuronowe to modele matematyczne, inspirowane ludzkim mózgiem. W dalszym ciągu są dość ograniczone, ale posiadają zdolność do przetwarzania złożonych informacji. Tymczasem Lulu Qian, adiunkt bioinżynierii w Kalifornijskim Instytucie Technicznym, stworzyła sztuczną sieć neuronową z DNA i próbuje zaprogramować w niej inteligentne zachowania.

 

Człowiek posiada w swoim mózgu ponad 80 miliardów neuronów, dzięki czemu może podejmować wysoce wyrafinowane decyzje. Jednak mniejsze zwierzęta, np. glisty, mogą podejmować prostsze decyzje z pomocą zaledwie kilkuset neuronów. Lulu Qian postanowiła opracować obwody biochemiczne, które działają niczym mała sieć neuronowa, zdolna do klasyfikowania znacznie bardziej złożonych informacji, niż było to dotychczas możliwe.

 

Aby zademonstrować możliwości sztucznej inteligencji opartej o DNA, wykorzystano ją do rozpoznawania pisma ręcznego. Jest to duże wyzwanie dla dzisiejszych elektronicznych sztucznych sieci neuronowych. Tymczasem Lulu Qian i jej uczeń, Kevin Cherry wykazali, że sieć neuronowa, zbudowana ze starannie zaprojektowanych sekwencji DNA, może przeprowadzać reakcje chemiczne w celu dokładnego zidentyfikowania tzw. pisma molekularnego.

W przeciwieństwie do wizualnego pisma ręcznego, które różni się kształtem geometrycznym, każdy przykład pisma molekularnego nie przybiera kształtu liczby. Zamiast tego, każda liczba cząsteczkowa składa się z 20 unikalnych nici DNA, wybranych spośród 100 cząsteczek, z których każda jest przypisana do reprezentowania pojedynczego piksela w dowolnym wzorze 10 na 10. Te nici DNA mieszane są razem w probówce.

 

Na tym przykładzie, wykonana z DNA sieć neuronowa może przyporządkować molekularne pismo ręczne maksymalnie do dziewięciu kategorii, z których każda reprezentuje jedną z dziewięciu możliwych cyfr odręcznych od 1 do 9. Qian i Cherry zbudowali sieć neuronową DNA, aby prawidłowo rozróżniała szóstki i siódemki. W przeprowadzonych 36 testach, sztuczna inteligencja prawidłowo zidentyfikowała wszystkie cyfry.

Qian i Cherry docelowo chcą opracować sztuczne sieci neuronowe, które potrafiłyby się uczyć i tworzyć „wspomnienia” z przykładów dodanych do probówki. Dzięki temu można byłoby przygotowywać sztuczną inteligencję do wykonywania różnych zadań. Naukowcy chcieliby zastosować swoje obwody biomolekularne w medycynie, między innymi do przeprowadzania testów diagnostycznych bezpośrednio w środowisku molekularnym. Nowa technologia z pewnością ma o wiele więcej zastosowań, z których na dzień dzisiejszy nie zdajemy sobie jeszcze sprawy.

 


NASA wyśle drona na planetę Wenus

W ostatnich latach, NASA bardzo zainteresowała się Marsem, ale wygląda na to, że agencja wkrótce zorganizuje misję na Wenus. W tym celu nawiązała współpracę z firmą Black Swift Technologies, która wyprodukuje specjalnego drona.

 

W przeciwieństwie do Marsa, Wenus jest bardzo niespokojną planetą. Wysłanie lądowych łazików mija się z sensem, gdyż nasze ziemskie urządzenia nie będą w stanie przetrwać tak skrajnych warunków. W grę wchodzą kilkusetstopniowe temperatury i ogromne ciśnienia, które zniszczą naszą elektronikę w mgnieniu oka.

 

Dlatego NASA chce wysłać na Wenus bezzałogowy aparat latający, który zostanie umieszczony w górnej warstwie atmosfery. Przynajmniej tam, ciśnienie i temperatury są zbliżone do tych, jakie panują na Ziemi, jednak mimo tego, misja wciąż pozostanie sporym wyzwaniem.

Źródło: NASA

Firma Black Swift Technologies będzie musiała zbudować solidną maszynę, odporną na bardzo silne wiatry. NASA chce również, aby dron mógł wykorzystywać te wiatry i pozostawać wysoko nad powierzchnią Wenus przy jednoczesnym oszczędzaniu energii elektrycznej. Dlatego firma zamierza zaprojektować specjalnego bezzałogowca, który mógłby produkować energię, wykorzystując warunki panujące w wenusjańskiej atmosferze i nie wymagałby żadnego dodatkowego źródła zasilania.

 

Projekt znajduje się dopiero w pierwszej fazie rozwoju. Jest to faza projektowania maszyny dla przyszłej misji kosmicznej. Jeśli agencja NASA będzie zadowolona z projektu, Black Swift Technologies otrzyma finanse na budowę pierwszych prototypów. Misja na Wenus z użyciem drona badawczego może rozpocząć się w nadchodzących latach.

 


Naukowcy z MIT chwalą się umiejętnościami nowego „ślepego” robota Cheetah 3

Inżynierowie z Instytutu Technologicznego Massachusetts (MIT) zaprezentowali nową wersję rozwojową robota Cheetah. Maszyna inspirowana gepardem potrafi zachować doskonałą równowagę, przemieszczać się po dowolnym terenie i wchodzić po schodach. Jest to niebywałe jak na robota, który jest „ślepy”.

 

Cheetah 3 stanowi poważną konkurencję dla maszyn, które rozwijane są przez firmę Boston Dynamics. Ten zrobotyzowany gepard bardzo płynnie porusza się po otoczeniu i posiada ciekawe zdolności – między innymi potrafi przeskakiwać lub wskakiwać na obiekty wyższe od niego, zamieniać tył na przód oraz biegać na trzech nogach.

 

Osiągnięcia tego robota są tym bardziej interesujące, gdy weźmiemy pod uwagę, że jest on „ślepy”. Cheetah 3 nie posiada kamer i korzysta wyłącznie z czujników i algorytmów. Jest to prawdopodobnie pierwszy zaawansowany robot, który nic nie widzi. Naukowcy z MIT uważają, że jest to korzystne rozwiązanie w sytuacjach, gdy maszyna musi operować w całkowitej ciemności.

Cheetah 3 waży 40 kg i osiąga prędkość maksymalną 20 km/h. Co prawda pod względem szybkości nie dorówna prawdziwemu gepardowi, ale roboty tego typu znajdą wiele ciekawych zastosowań. Dzisiaj liczy się bowiem nie tylko prędkość, ale też umiejętności oraz zachowanie równowagi, co robot Cheetah 3 opanował niemal do perfekcji.

 


Chińska korporacja Baidu rozpoczyna masową produkcję w pełni autonomicznych minibusów

Chiny zamierzają wyprzedzić swoich konkurentów z Zachodu w pracach nad różnymi zaawansowanymi technologiami. Jedna z nich to samojeżdżące pojazdy. Chiński gigant internetowy Baidu ogłosił rozpoczęcie masowej produkcji autonomicznych minibusów.

 

Korporacja wydała powyższe oświadczenie z okazji wyprodukowania setnej sztuki autonomicznego pojazdu Apolong, który powstał w fabryce w prowincji Fujian. Te zaawansowane minibusy pojawią się wkrótce na ulicach Chin i będą również eksportowane do innych państw.

 

Apolong to elektryczny samojeżdżący minibus, który nie posiada ani kierownicy, ani hamulców. Pojazd został jednak wyposażony w system kamer i czujników oraz komputer pokładowy – specjalne algorytmy na bieżąco analizują sytuację na jezdni i wokół pojazdu oraz samodzielnie podejmują decyzje. Apolong pomieści do 14 pasażerów, potrafi samodzielnie poruszać się po jezdni, wykonywać różne manewry i zatrzymywać się, gdy natrafi na przeszkodzę, np. człowieka.

Źródło: Baidu

Zaawansowany technologicznie minibus potrafi rozpędzić się nawet do 70 km/h i posiada zasięg 100 km. Naładowanie baterii zajmuje dwie godziny. Według korporacji Baidu, która stworzyła minibusy we współpracy z chińskim producentem autobusów King Long, samojeżdżące pojazdy przeznaczone do komunikacji miejskiej posiadają 4 poziom autonomii. Oznacza to, że minibus może jeździć samodzielnie i radzi sobie nawet w trudnych sytuacjach na jezdni.

 

Już wkrótce, autonomiczne minibusy pojawią się w większych miastach, takich jak Pekin, Shenzhen czy Wuhan. Nową technologią już zainteresowała się korporacja SoftBank Group, która chce ją sprowadzić do Japonii w przyszłym roku. Autonomiczne minibusy stały się bardzo popularne na całym świecie – również w Polsce i niewykluczone, że wykażą się większym zainteresowaniem niż autonomiczne samochody, które w ostatnim czasie brały udział w śmiertelnych wypadkach.