Maj 2018

Odkryto nową planetę karłowatą, której orbita potwierdza istnienie Dziewiątej Planety

Od kilku lat trwają aktywne poszukiwania kolejnej planety Układu Słonecznego, którą nazwano po prostu Dziewiątą Planetą (lub Planetą X). Dotychczas nie udało się jej namierzyć, ale astronomowie odkrywają kolejne ciała niebieskie poza orbitą Neptuna. Obiekty te posiadają dziwne orbity, które wskazują na obecność masywnej planety.

 

David Gerdes wraz z zespołem badawczym z Uniwersytetu Michigan powiadomił o wykryciu ciała niebieskiego, które otrzymało nazwę 2015 BP519. Jest to prawdopodobnie planeta karłowata, ale nie w tym rzecz. Naukowcy zwrócili uwagę na jej nietypową orbitę, która jest nachylona pod kątem 54 stopni względem płaszczyzny Układu Słonecznego. Jak podaje IFLScience, 2015 BP519 potrzebuje ponad 8.900 lat, aby wykonać jeden pełny obieg orbitalny.

Źródło: Lucy Reading-Ikkanda/Quanta Magazine

Dla odkrywców, sprawa jest jednoznaczna. Dziwna orbita tego ciała niebieskiego, podobnie jak wielu innych obiektów potwierdza, że na krańcach Układu Słonecznego musi znajdować się jakaś masywna planeta. Przypuszcza się, że tzw. Dziewiąta Planeta może posiadać masę do 10 razy większą od Ziemi i swoją grawitacją wpływa na orbity innych ciał niebieskich. Zatem orbita 2015 BP519 stanowi dowód pośredni na istnienie Planety X.

 

Niestety ta tajemnicza planeta wciąż ukrywa się przed naszym wzrokiem. Mimo zaawansowanych instrumentów do obserwacji, nie jesteśmy w stanie jej namierzyć i nie wiemy nawet gdzie zacząć szukać. Jednak im więcej odkryjemy ciał niebieskich z nietypową orbitą, taką jak 2015 BP519, tym bliżej będziemy odnalezienia Dziewiątej Planety. Jest to tylko kwestia czasu.

 


Naukowcy twierdzą, że ośmiornice mogą pochodzić z kosmosu

Ośmiornice to niesamowite istoty morskie. Są inteligentne, posiadają trzy serca, płynie w nich błękitna krew i potrafią zmieniać kolor oraz kształt. Z tych i wielu innych powodów, ośmiornice są często nazywane podwodnymi kosmitami. Zdaniem niektórych naukowców, zwierzęta te naprawdę mogą pochodzić z kosmosu.

 

W czasopiśmie Progress in Biophysics and Molecular Biology opublikowana została praca, w której zawarto opinie 33 różnych naukowców. Wśród nich pojawił się Chander Wickramasinghe, brytyjski matematyk, fizyk, astronom i astrobiolog. Jest on także zwolennikiem teorii panspermii, która zakłada, że życie przybyło na Ziemię z kosmosu.

 

Zespół naukowców twierdzi, że tzw. eksplozję kambryjską - nagłe pojawienie się ogromnej liczby różnych form makroskamieniałości i złożonych form organizmów wielokomórkowych w warstwach geologicznych około 541 milionów lat temu, mógł zainicjować „deszcz” mikroorganizmów z kosmosu. Ich zdaniem, obce retrowirusy odgrywały kluczową rolę w dywersyfikacji życia w ziemskich oceanach. Autorzy uważają również, że nie można wykluczyć ewentualności, w której zamrożona kałamarnica lub jaja ośmiornicy przybyły na Ziemię kilkaset milionów lat temu wraz z kometami.

Powyższa teoria o ośmiornicach-kosmitach spotkała się z odrzuceniem. Wielu naukowców uznało pracę Chandera Wickramasinghe'a i innych badaczy, wśród których nie ma ani jednego zoologa, jako czystą spekulację. Jednak patrząc na ośmiornice i jej zachowania trzeba przyznać, że w tej spekulacji może być ziarnko prawdy.

 


Boston Dynamics rozpocznie sprzedaż robotów Spot Mini

Zaawansowany mechaniczny pies o nazwie Spot Mini będzie wkrótce dostępny w sprzedaży. Firma Boston Dynamics wyprodukuje ograniczoną liczbę takich robotów i sprzeda je w niewygórowanej cenie.

 

Spot Mini to jeden z najbardziej zaawansowanych robotów, jaki kiedykolwiek powstał. Maszyna wyróżnia się przede wszystkim tym, że potrafi szybko i sprawnie poruszać się nawet po trudnym terenie, wchodzić po schodach i unikać przeszkód. Gdy zostanie wyposażony w mechaniczne ramię, może wykonywać dodatkowe czynności, np. otwierać drzwi.

Spot Mini jest obsługiwany przez operatora, ale można również włączyć tryb autonomiczny. Wtedy robot po prostu otrzymuje polecenie i stara się je wykonać. Twórcy z Boston Dynamics wielokrotnie prezentowali możliwości tej maszyny, która może pracować do 90 minut przy w pełni naładowanej baterii.

 

Firma zamierza wyprodukować 100 egzemplarzy robota Spot Mini i będzie je sprzedawać w 2019 roku. Każdy z nas zastanawia się nad ceną takiej zabawki. Niestety Boston Dynamics nie podał konkretnej kwoty, ale podobno nie będzie ona zbyt wygórowana.

 


Naukowcy opracowali drukarkę 3D, która drukuje ludzką skórę

Naukowcy z Uniwersytetu w Toronto stworzyli poręczną drukarkę 3D, która wytwarza ludzką skórę „in situ”. Wynalazek może zrewolucjonizować leczenie oparzeń.

 

Opracowane urządzenie jest bardzo proste w użyciu i waży mniej niż kilogram. Drukarka 3D tworzy płaty skóry wykonane z biomateriału zawierającego białka, takie jak kolagen, który naturalnie występuje w ludzkiej skórze, oraz fibryna, która przyspiesza gojenie ran. W przeciwieństwie do dzisiejszych biodrukarek, technologia opracowana na Uniwersytecie w Toronto jest poręczna, tania i drukuje skórę w krótkim czasie.

 

Najpopularniejszą metodą leczenia głębokich oparzeń, w których dochodzi do uszkodzenia naskórka, skóry właściwej i tkanki podskórnej, jest przeszczep skóry. Niestety wymaga to pobrania trzech warstw zdrowej skóry od dawcy, która jest rzadko dostępna.

Biodrukarki 3D drukujące skórę idealnie sprawdzają się w roli substytutu – można produkować dowolne ilości skóry, która wspomaga leczenie i nakładać ją bezpośrednio na rany. Naukowcy zamierzają udoskonalić swój wynalazek, aby można było tworzyć większe płaty skóry i pokrywać większe powierzchnie ran z nadzieją na przyszłe wykorzystanie nowej technologii w badaniach klinicznych.

 


Inżynierowie odkryli, dlaczego Krzywa Wieża w Pizie jest odporna na trzęsienia ziemi

Grupa geologów i inżynierów z WŁoch i Wielkiej Brytanii, postanowiła ustalić, jak to możliwe, że krzywa wieża w Pizie była w stanie przetrwać bez większych problemów kilka dużych trzęsień ziemi w jej okolicy. Nie widać jednak ich wpływu na konstrukcję słynnej architektonicznej porażki. 

 

Eksperci z Uniwersytetu w Bristolu twierdzą, że zagadka nietypowego oporu wieży na tak niszczące przecież zjawiska, prowadzi do zrozumienia dynamicznej interakcji między sztywną konstrukcją wieży i miękkim podłożem na którym ją wzniesiono. 

 

Krzywa Wieża była budowana przez prawie dwa stulecia, od 1173 w 1360 roku. Już w trakcie jej budowy, z powodu błędów w projektowaniu i właśnie przez zbyt miękki grunt, który od początku powodował jej przechył. Jednak budowa została doprowadzona do końca, a wieża nadal przechylała się powoli.

Wiadomo o tym, że w Toskanii, gdzie znajduje się ta wieża, od 1280 roku, były co najmniej 4 duże trzęsienia ziemi, w tym wielkie trzęsienie ziemi z sierpnia 1846 roku. Jednak słynny i unikalny budynek, przetrwał to wszystko bez upadku i jakichkolwiek szkód.

Geolodzy i inżynierowie z Włoch i Wielkiej Brytanii zbadali właściwości konstrukcji wieży i gruntu na którym stoi i doszli do wniosku, że odporność wieży na trzęsienia ziemi jest związana z dynamiczną interakcję pomiędzy jej strukturą i glebą. Miękkie gleby, który początkowo spowodowały jej przechył, poprzez interakcję ze sztywną strukturą całej wieży, powodują, że amplituda i częstotliwość wibracji zmienia strukturę i nie wchodzi w rezonans z wibracjami naziemnymi.

 


Boston Dynamics nauczył robota Atlas uprawiać jogging

Na przestrzeni ostatnich lat, humanoid Atlas przeszedł przez wielką transformację. Maszyna zyskała wiele nowych umiejętności, takich jak np. posługiwanie się różnymi narzędziami, otwieranie i zamykanie drzwi czy nawet jeżdżenie samochodem. Robot stał się szybszy i bardziej zwinny, a teraz opuścił laboratorium.

 

Firma Boston Dynamics, która zajmuje się rozwijaniem robota Atlas, udostępniła właśnie nowe nagranie. Na filmie możemy zobaczyć, jak maszyna biega sobie na świeżym powietrzu, a na końcu przeskakuje przez przeszkodę. Co istotne, robot wykonuje te czynności bez zabezpieczeń.

 

Trzeba przyznać, że Atlas staje się coraz lepszy. Gdy roboty humanoidalne tego typu będą w pełni bezawaryjne, będziemy mogli je wykorzystać do różnych celów. Przykładowo, maszyny takie jak Atlas mogłyby posprzątać Fukushimę, pomagać w operacjach poszukiwawczo-ratunkowych lub wykonywać czynności, które stwarzałyby zagrożenie dla człowieka.

 

Nietrudno wyobrazić sobie takiego robota na polu bitwy z przymocowanym karabinem. Najnowsze technologie zwykle są w pierwszej kolejności militaryzowane. Skoro istnieją już zrobotyzowane czołgi, okręty i samoloty (drony), to dlaczego armie świata nie miałyby wprowadzić robo-żołnierzy?

 


Latająca taksówka SureFly wykonała swój pierwszy lot

Amerykańska firma z Ohio przeprowadziła test swojej latającej taksówki SureFly. Jest to dwuosobowy pojazd pionowego startu i lądowania, który wygląda jak miniaturowa wersja śmigłowca.

 

Załogowy dron firmy Workhorse posiada napęd elektryczny i benzynowy. Maszyna może unieść do 180 kg ciężaru i posiada zasięg maksymalny około 120 km. Podczas niedawnego testu wzniósł się wraz z pilotem kilka metrów nad ziemią. To dość niewiele, lecz liczy się fakt, że latająca taksówka w ogóle tego dokonała.

Źródło: Workhorse

Prywatny śmigłowiec, gdy pojawi się na rynku, powinien kosztować około 200 tysięcy dolarów. SureFly posiada szerokie zastosowanie i może przydać się służbom ratowniczym, policji, wojsku lub dowolnej osobie, która nie lub stać w korkach.

 

Trzeba jednak przyznać, że ten załogowiec nie może równać się z innymi projektami latających samochodów, choć SureFly nie jest nawet przeznaczony do jeżdżenia, tylko wyłącznie do latania. Maszyna ma dość słabe osiągi, ale cena jest raczej adekwatna do jej możliwości. Dla porównania, prawdziwy latający samochód Aeromobil, który już jest gotowy do masowej produkcji, będzie kosztować od 1,2 do 1,5 miliona euro, tj. od 5 do ponad 6,3 miliona złotych.

 


US Navy może zastąpić niektóre systemy uzbrojenia potężnymi działami laserowymi

Stany Zjednoczone od wielu lat rozwijają laserowe systemy uzbrojenia, które wkrótce znajdą się między innymi na wyposażeniu marynarki wojennej. Jak podają amerykańskie media, US Navy będzie posiadała do swojej dyspozycji zaawansowane działa laserowe, które w niedalekiej przyszłości zastąpią dotychczas stosowaną broń.

 

Departament Obrony podpisał kontrakt warty 150 milionów dolarów z koncernem zbrojeniowym Lockheed Martin na wyprodukowanie dwóch laserów HELIOS (High Energy Laser and Integrated Optical-dazzler with Surveillance). Działa o mocy do 150 kilowatów zostaną wyprodukowane i przygotowane do testów do 2020 roku. Jeden system zostanie zainstalowany na pokładzie niszczyciela rakietowego typu Arleigh Burke, a drugi zostanie wypróbowany na lądzie na poligonie White Sands Missile Range w Nowym Meksyku.

 

Warto zaznaczyć, że HELIOS będzie najpotężniejszym jak dotąd działem laserowym, które zostanie zamontowane na pokładzie okrętu. Dla porównania, w 2014 roku marynarka wojenna USA testowała laser LaWS na pokładzie USS Ponce, którego moc wynosiła zaledwie 30 kilowatów. Technologia ta jest skuteczna w zwalczaniu dronów, pocisków moździerzowych i małych łodzi.

Laser LaWS

Amerykańskie media wskazują, że HELIOS może zastąpić system artyleryjski MK-15 Phalanx (karabin Gatlinga) i/lub rakietowy system bliskiego zasięgu RIM-116. MK-15 Phalanx posiada krótki zasięg rażenia, zaś wyrzutnie RIM-116 mogą zawierać 11 lub 21 rakiet. Tymczasem zasięg rażenia lasera HELIOS jest zbliżony do RIM-116 (nieco ponad 9 km) i posiada praktycznie nieograniczoną liczbę „amunicji”.

 

Prace nad nowym futurystycznym uzbrojeniem podyktowane są tym, że jeden „strzał” z broni laserowej kosztuje przysłowiowe grosze, zaś odpalenie jednej rakiety to koszt kilkuset tysięcy dolarów. Ponadto, stosowane dziś rakietowe systemy uzbrojenia wymagają przechowywania pocisków na pokładzie okrętów wojennych. W przypadku broni laserowej, która potrafi zestrzeliwać nadlatujące rakiety, pociski moździerzowe i drony, należy zadbać o zasilenie tego systemu. Stany Zjednoczone są zainteresowane laserami do tego stopnia, że chcą je wprowadzić na wyposażenie sił morskich, powietrznych i lądowych.

 


NASA zakończyła testy nad rewolucyjnym reaktorem jądrowym, przeznaczonym dla kolonizacji Marsa

Agencja NASA pochwaliła się zakończeniem testów nad nowym reaktorem jądrowym, który będzie mógł zasilać przyszłe kolonie na Czerwonej Planecie. System Kilopower zapewni przyszłym kolonizatorom obcych światów energię elektryczną, która będzie niezbędna dla ich przetrwania.

 

Kilopower to dość niewielki reaktor (docelowo będzie posiadał wysokość około 2 metrów), który wytwarza energię poprzez reakcje rozszczepiania jąder atomowych. Naukowcy testowali go od listopada zeszłego roku aż do marca na pustyni w Newadzie. Prototyp tego urządzenia operował z pełną mocą przy temperaturze 800 stopni Celsjusza i potwierdzono, że pracuje jak należy i jest bezpieczny.

Źródło: NASA

Prace nad tym projektem, który był realizowany wspólnie przez naukowców z Los Alamos National Laboratory i agencję kosmiczną NASA, pochłonęły 20 milionów dolarów. Reaktor Kilopower posiada niewielki rdzeń zawierający uran-235 i wykorzystuje technikę silnika cieplnego Stirlinga. Urządzenie może posiadać moc od 1 do 10 kilowatów i pracować nieprzerwanie przez co najmniej 10 lat. Wystarczy więc połączyć kilka takich reaktorów, aby zasilić kolonię na Marsie lub na Księżycu.

Źródło: NASA

Kolejne testy na Ziemi nie będą już potrzebne. Naukowcy zamierzają teraz wypróbować kompaktowy reaktor jądrowy w kosmosie. Eksperymenty poza naszą planetą odbędą się w ciągu 18 miesięcy, a gdy wszystko pójdzie zgodnie z planem, reaktor Kilopower znajdzie się na wyposażeniu przyszłych astronautów, którzy polecą na Księżyc lub na Marsa.

 


Powstała nowa technologia, która pozwala „wszczepiać” fałszywe doznania do mózgu

Na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley opracowano nowe narzędzie, które posiada ogromny potencjał. Technologia pozwala manipulować ludzkim mózgiem i umieszczać w nim fałszywe doznania, a gdy zostanie odpowiednio dopracowana, pozwoli również edytować naszą pamięć.

 

Naukowcy stworzyli tzw. holograficzny modulator mózgu. Tworzy on projekcje, które pozwalają aktywować lub wyłączać konkretne neurony. Przypomina to wynalazek rodem z powieści science fiction – z pomocą tego urządzenia można wpływać na aktywność mózgu poprzez „edycję” jego doznań. Twórcy wskazują, że nowa technologia ułatwi pacjentom kontrolować protezy kończyn dolnych lub górnych.

„To posiada wielki potencjał dla protez neuronowych, ponieważ posiada precyzję, która jest wymagana, aby mózg mógł interpretować wzór aktywności. Jeśli potrafisz czytać i pisać w języku mózgu, możesz mówić do niego w jego własnym języku, a on lepiej zinterpretuje przekaz. To jeden z pierwszych kroków na długiej drodze do opracowania technologii, która może stać się wirtualnym implantem mózgu z dodatkowymi lub wzmocnionymi zmysłami” - powiedział Alan Mardinly z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley.

W trakcie prowadzonych eksperymentów, naukowcy skorzystali z mózgu myszy i skupili się na grupie od 2 do 3 tysięcy neuronów. Z pomocą optogenetyki dodano do tych komórek mózgowych specjalnie zaprojektowaną proteinę, aby uzyskać nad nimi kontrolę. Następnie uczeni posłużyli się wygenerowanym komputerowo holografem, dzięki któremu udało się skupić światło tylko na wybranej grupie neuronów, dzięki czemu pozostałe komórki pozostały nietknięte.

Prace nad holograficznym modulatorem mózgu są jeszcze w bardzo wczesnej fazie, lecz naukowcy już teraz wskazują na ogromne możliwości tego narzędzia. Kolejnym krokiem będzie usprawnienie tej technologii, która w chwili obecnej jest bardzo nieporęczna i potrafi wpływać jedynie na neurony w zewnętrznej warstwie mózgu. Przyszła ulepszona wersja tego wynalazku będzie mogła oddziaływać również na neurony znajdujące się głęboko wewnątrz mózgu i będzie mogła „wszczepiać” nie tylko fałszywe doznania, ale także edytować pamięć oraz wyłączać odczuwanie bólu – to tylko niektóre z wielu przykładów zastosowania.