Kwiecień 2018

Uzbrojone drony będą wkrótce decydować o tym, kogo zabić

Stany Zjednoczone w dużej mierze posługują się bezzałogowymi statkami latającymi – podczas gdy uzbrojone drony latają sobie w dowolnej części świata, piloci mogą przesiadywać w bazie i sterują maszynami śmierci z bezpiecznej odległości. Dla armii jest to duża wygoda, gdyż wróg może strącić jedynie samego bezzałogowca, zaś piloci nie ryzykują życiem. Co najwyżej zdrowiem – psychicznym.

 

Sztuczna inteligencja jest rozwijana w szybkim tempie. Nikogo nie powinno dziwić, że SI znajduje ogromne zainteresowanie w wojsku. Inteligentne bezzałogowe maszyny mogą samodzielnie podejmować wiele decyzji, natomiast piloci decydują przede wszystkim o namierzeniu celu i odpaleniu rakiet. Przynajmniej na dzień dzisiejszy.

Dron General Atomics MQ-1 Predator

Czasy się zmieniają, a wraz z nimi sposób prowadzenia wojen. Siły Zbrojne Stanów Zjednoczonych niedawno powiadomiły o rozpoczęciu prac nad pierwszym dronem bojowym, który będzie mógł samodzielnie wyszukiwać, celować i atakować pojazdy naziemne oraz żołnierzy wroga. Jest to ostateczny krok w kierunku pełnej autonomizacji uzbrojonych bezzałogowców. Jeśli projekt zakończy się sukcesem, amerykańskie drony staną się praktycznie niezależne od człowieka.

 

Armia Stanów Zjednoczonych wskazuje, że w chwili obecnej sterowanie latającymi robotami i decydowanie o czyjejś śmierci wywołuje poważny uraz psychiczny u żołnierzy. Kogo to dziwi, skoro wojsko i wszystkie te „zabawki” służą przecież do zabijania, a nie zrzucania kwiatków! Co więcej, taka technologia daje nowe możliwości – drony będą miały przede wszystkim krótszy czas reakcji, dlatego armia USA jest zainteresowana takim rozwiązaniem. Naturalnie pojawi się także pole do poważnych nadużyć.

Uzbrojone w bomby bezzałogowce, gdy staną się w pełni samodzielne, będą musiały otrzymać dokładne wytyczne dotyczące różnych celów, w tym także budynków, które będą mogły zrównać z ziemią. Należy zaznaczyć, że drony będą mogły bombardować nie tylko wojska lądowe, ale także infrastrukturę, która nie bierze bezpośredniego udziału w wojnie, ale ma strategiczne znaczenie dla państwa. Jako przykład – gdyby w pełni autonomiczne drony bojowe dowolnego kraju wkroczyły w przestrzeń powietrzną Stanów Zjednoczonych, maszyna mogłaby zniszczyć budynek korporacji Google, gdyby amerykańska armia korzystała z jej technologii. Dron mógłby także zabić pracowników cywilnych, którzy pracują nad konkretnym projektem z przeznaczeniem dla sił zbrojnych.

 

Co więcej, samodzielne drony wyposażone w samouczące się algorytmy będą stawały się coraz lepsze w zabijaniu. Pojawi się więc konieczność ustalenia jak wiele błędów, czy jak wiele bezbronnych i zupełnie przypadkowych cywilów taka maszyna będzie mogła zabić, aby oficjalnie uznano, że dron bojowy zawiera błędy i należy wycofać go ze służby. Jest mnóstwo kwestii, które należy uregulować zanim w pełni autonomiczne bezzałogowce zaczną decydować o wszystkich swoich działaniach. Taką technologię oczywiście należałoby przetestować. Stany Zjednoczone idą dokładnie tą ścieżką, aby zwiększyć wydajność swoich maszyn bojowych. Ale co z tego: przypadkowe ofiary cywilne to nic – ważne, że amerykańscy piloci nie będą doświadczać traumy w przyszłości...

 


We Francji zaprezentowano dom wydrukowany w drukarce 3D

Francuskie miasto Nantes stawia na domy budowane z pomocą wielkich drukarek 3D. Uniwersytet w Nantes zaprezentował niedawno budynek, który jest już gotowy do zamieszkania.

 

W ramach projektu Yhnova, naukowcy z wspomnianej uczelni we współpracy z różnymi firmami planowali postawienie domu. Dzięki technologii druku przestrzennego, obiekt powstał znacznie szybciej niż przy zastosowaniu typowych metod.

Wielka drukarka o nazwie BatiPrint3D zbudowała dom jednorodzinny o powierzchni 95 metrów kwadratowych w ciągu 18 dni. Z pomocą zrobotyzowanego ramienia i systemu laserowego nałożyła dwie warstwy ekspansywnej pianki i trzecią warstwę z betonu. Następnie wystarczyło jedynie wstawić drzwi i okna oraz urządzić wnętrze.

 

Dom socjalny z pięcioma pokojami zostanie zamieszkany w najbliższych tygodniach. Tymczasem autorzy projektu planują już wybudować całe osiedle takich domów z przeznaczeniem dla rodzin ubogich, które mogą być przydzielane również dla napływających imigrantów.

 


112-letni mieszkaniec Japonii jest najstarszym człowiekiem na Ziemi

112-letni Japończyk Masazo Nonaka został uznany za najstarszego człowieka na Ziemi. Jego przypadek został zgłoszony oficjalnie do słynnej Księgi Rekordów Guinnessa. 

 

Mieszkaniec wyspy Hokkaido urodził się 25 lipca 1905 roku. Ma on siedmiu braci i jedną siostrę mieszkających w pobliżu. Nobliwy staruszek doczekał się pięciorga dzieci. Pan Nonaka od dawna jest na emeryturze i najczęściej spędza czas oglądając telewizję, czytając gazety i jedząc słodycze. Oczywiście jak sam mówi lubi też spędzać czas ze swoją rodziną. 

 

Przed panem Masazo Nonaka posiadaczem tytułu najstarszego człowieka na świecie był 113-letni Francisco Núñez Olivera z hiszpańskiej miejscowości Benvenida. Jednak zmarł on 29 stycznia 2018 r.

Najstarszym człowiekiem w historii Księgi Rekordów Guinnessa została uznana francuska Jeanne Calment, która żyła 122 lat i 164 dni. Urodziła się 21 lutego 1875 roku a zmarła 4 sierpnia 1997 r.

 


Superinteligencja może zapoczątkować powstanie nieśmiertelnego dyktatora

W ostatnich latach wiele mówi się o zagrożeniach wynikających z prac nad sztuczną inteligencją. Powszechnie uważa się, że jeśli SI osiągnie odpowiedni poziom rozwoju i przewyższy ludzi intelektualnie, nasza rola na tym świecie stanie się drugorzędna. W najgorszym przypadku ludzkość może zostać uznana jako niepotrzebna lub nawet niebezpieczna dla istnienia sztucznej inteligencji, a wtedy część ludzi zostanie wyeliminowana. Zdaniem Elona Muska, taka superinteligencja może zapoczątkować istnienie nieśmiertelnego dyktatora.

 

W nowym filmie dokumentalnym pt.: „Czy ufasz temu komputerowi?”, popularny miliarder i wizjoner powiedział, że ludzcy dyktatorzy mimo wszystko są śmiertelni, lecz „nieśmiertelny dyktator” mógłby rządzić wiecznie i nigdy byśmy nie odzyskali wolności.

 

Zdaniem Elona Muska, gdy SI stanie się bardziej inteligentna i mądrzejsza od ludzi, możemy utracić nad nią kontrolę i nie będziemy w stanie jej powstrzymać przed realizacją wyznaczonych przez nią celów. Wystarczy wyobrazić sobie scenariusz, w którym superinteligencja uznaje ludzi za zagrożenie dla swojego istnienia lub po prostu jako przeszkodę i posiada do swojej dyspozycji własną armię robotów.

„Sztuczna inteligencja nie musi być zła, aby zechciała zniszczyć ludzkość - jeśli SI ma cel, a ludzie staną na jej drodze, ona z pewnością zniszczy ją i nawet nie pomyśli o tym. To tak jakbyśmy budowali ulicę a na jej drodze pojawiłoby się mrowisko – to nie jest tak, że nienawidzimy mrówki, tylko po prostu budujemy ulicę” - powiedział Elon Musk.

Wizja Muska wydaje się nieprawdopodobna. Jednak musimy zrozumieć, że sztuczna inteligencja nie posługuje się emocjami. Jeśli wgra się jej jakieś polecenie, lub jeśli sama postawi przed sobą jakieś zadanie to będzie skupiała się przede wszystkim na jego wykonaniu. Oczywiście jeśli SI uzna, że człowiek jest jej potrzebny np. do przetrwania to nie zostanie zniszczony. Ostatecznie gdy superinteligencja stanie się w pełni samowystarczalna to albo wyeliminuje ludzkość, albo zafunduje nam totalną robotyczną dyktaturę.

 


Demonstracja pierwszego rosyjskiego drona dostawczego mogła skończyć się tragedią

Drony dostawcze zyskały ogromne zainteresowanie na całym świecie. Technologia może znacznie usprawnić transport przesyłek do klientów, lecz zanim zostanie wprowadzona w życie należy upewnić się, że będzie bezpieczna dla otoczenia. W Rosji odbyło się niedawno uroczyste uruchomienie bezzałogowca dostawczego, który właściwie mógł wyrządzić więcej szkody niż pożytku.

 

Demonstracja drona odbyła się 2 kwietnia w mieście Ułan Ude na Syberii. Urządzenie wyprodukowane przez firmę Rudron/Expeditor 3M potrafi unieść pączki o masie do 300 kg. W ramach pokazu, bezzałogowiec miał dostarczyć przesyłkę do pobliskiej wioski. Wynalazek warty około 20 tysięcy dolarów prawidłowo rozpoczął pracę i wzniósł się w powietrze, lecz chwilę później operatorzy najwyraźniej utracili nad nim kontrolę.

 

Dron wykonywał niekontrolowane manewry, tracił wysokość i zaczął spadać. Niewiele brakowało, aby bezzałogowiec dostawczy spadł na ludzi. Ostatecznie maszyna uderzyła w budynek i nikt nie został ranny. Nie odnotowano również żadnych zniszczeń, choć rozpędzony dron walnął o ścianę – dosłownie tuż obok okien.

Mimo tej wpadki, rosyjska poczta nie ma zamiaru rezygnować z projektu. Bezzałogowce dostawcze z pewnością zrewolucjonizują logistykę i nie powinniśmy mieć co do tego żadnych wątpliwości.

 


Lockheed Martin zademonstruje przełomowy miniaturowy reaktor fuzyjny

Amerykański koncern zbrojeniowy Lockheed Martin bardzo aktywnie pracuje nad swoim reaktorem fuzyjnym. W przeciwieństwie do innych tego typu projektów, ten reaktor będzie mógł generować ogromną moc i będzie wystarczająco mały, aby można go było umieścić np. na ciężarówce. Firma właśnie uzyskała patent na swój wynalazek.

 

Miniaturowy reaktor fuzyjny Lockheed Martin posiada ogromny potencjał. Wystarczy około 11 kg paliwa składającego się z trytu i deuteru, aby mógł pracować nieprzerwanie przez cały rok i generować moc 100 megawatów. Jeden taki reaktor fuzyjny mógłby z powodzeniem zasilać lotniskowiec, ciężki samolot taki jak Lockheed C-5 Galaxy lub około 80 tysięcy domów. Gdyby udało się go odpowiednio zminiaturyzować, nowa technologia mogłaby znaleźć się również na pokładzie myśliwców, dronów i mniejszych pojazdów lądowych.

Źródło: Lockheed Martin

W 2014 roku Lockheed Martin dokonał przełomu w pracach nad urządzeniem. Już wtedy szacowano, że w 2019 roku uda się zbudować prototyp reaktora fuzji jądrowej, zaś najwcześniej w 2024 roku będzie można rozpocząć jego masową produkcję. Obecnie wiele wskazuje na to, że koncern zbrojeniowy zdoła zrealizować swój cel na czas i już w przyszłym roku zademonstruje funkcjonalny prototyp.

 

Małe reaktory fuzji jądrowej mogłyby odmienić nasz świat, lecz w pierwszej kolejności z dużym prawdopodobieństwem zostaną wykorzystane do celów militarnych. Jednak gdy staną się one dostępne również dla „zwykłych ludzi”, wyobraźmy sobie tylko samochody napędzane takimi reaktorami, które mogłyby jeździć nieprzerwanie przez wiele lat bez konieczności tankowania...