luty 2018

Eksperci alarmują - dzieci mają coraz większe problemy w pisaniu ręcznym!

Kiedyś dzieci bawiły się prostymi zabawkami, lalkami, klockami, małymi samochodzikami, rysowały w zeszycie lub grały w piłkę na podwórku. Jednak dzisiejsze "zabawki" to naszpikowane technologią smartfony i tablety, które zazwyczaj posiadają dostęp do internetu i narażają dzieci na niebezpieczne treści.

 

Jak powszechnie wiadomo, zabawki kształtują rozwój dzieci. Z kategorii zabawek należy wykluczyć urządzenia elektroniczne, które w żaden sposób nie kształtują sprawności - mogą co najwyżej stanowić rozrywkę, a jej nadmiar może prowadzić do rozleniwienia. Jednak rozwój umiejętności i sprawności w tak młodym wieku ma kluczowe znaczenie.

 

Sally Payne, terapeutka zajęciowa z fundacji Heart of England NHS Trust wskazuje, że dzieci mają dziś słabo rozwiniętą siłę i zręczność w rękach, przez co nie potrafią prawidłowo utrzymać i posługiwać się przyrządami do pisania. Lata temu, problem ten był praktycznie niezauważalny. Ma to bezpośredni związek z nadmiernym używaniem urządzeń elektronicznych, takich jak tablety i smartfony.

 

W dobie powszechnego dostępu do elektroniki, rodzice zwykle dają swoim dzieciom smartfony i tablety, zamiast zachęcić je do rysowania, wycinania, układania itp., przez co zaniedbują ich rozwój. Podobnym przykładem jest ciągłe korzystanie z kalkulatora, który wyręcza ludzi w liczeniu nawet tych najprostszych działań. Mózg jest jak mięsień - potrzebuje treningu. Brak ruchu na dłuższą metę prowadzi do zaniku mięśni, natomiast jeśli przy każdej możliwej okazji wyręczamy się technologią - przestajemy liczyć, analizować, kreować, używać wyobraźni - nasz mózg również w pewien sposób zacznie "zanikać". 

 


Chiny przeprowadziły testy hipersonicznego ciężkiego bombowca

Silna rywalizacja między mocarstwami nakręca wyścig zbrojeń i przyspiesza prace nad nowymi technologiami militarnymi. Największym zainteresowaniem cieszą się obecnie pociski i samoloty osiągające prędkość hipersoniczną, które potrafią uderzyć w dowolny cel w niezwykle krótkim czasie i przedrzeć się przez systemy obrony powietrznej.

 

Chiny intensywnie pracują nad technologią hipersoniczną. Tamtejsze media podają, że naukowcy z Chińskiej Akademii Nauk przeprowadzili udany test pomniejszonej wersji samolotu w tunelu aerodynamicznym przy prędkościach rzędu 5-7 Mach, czyli od 6120 km/h do około 8600 km/h. I-plane to koncepcja superszybkiego dwupłatowca, który mógłby pokonać trasę Pekin-Nowy Jork w około dwie godziny.

Źródło: China Science Press

Z przeprowadzonych kalkulacji wynika, że hipersoniczny samolot I-plane wielkości Boeinga 737 mógłby przewozić ładunek o masie 5 ton lub 50 pasażerów. Jak powiedział anonimowo jeden z pracowników projektu, I-plane może służyć jako samolot dostawczy, albo hipersoniczny ciężki bombowiec. Co więcej, ten sam zespół badawczy pracuje obecnie nad zaawansowaną bronią hipersoniczną, a przyszłe testy nowego samolotu mogą odbyć się na zewnątrz.

 

Chiny zamierzają zostać światowym liderem w hipersonicznym wyścigu zbrojeń. Głównym rywalem są tu Stany Zjednoczone, które pracują nad podobnymi projektami, np. SR-72. Superszybkie samoloty wojskowe pozwolą dokonać skutecznej penetracji systemów obrony rakietowej. Przy okazji ponownie przekonujemy się, że zaawansowane technologie w pierwszej kolejności są militaryzowane, a dopiero potem przechodzą do cywila.

 


Co by było, gdybyśmy spróbowali wylądować na Jowiszu?

Planety skaliste to doskonałe obiekty dla misji lądowych, czego niestety nie można powiedzieć o planetach gazowych. Jowisz, Saturn, Uran i Neptun to ciała niebieskie, które nie posiadają stałej powierzchni. Jednak co by było, gdybyśmy mimo wszystko spróbowali tam wylądować?

 

Jowisz składa się głównie z wodoru i helu. Wylądowanie na tej planecie byłoby niczym lądowanie na chmurach na Ziemi, czyli po prostu niewykonalne. Jednak czy możliwe jest, aby statek kosmiczny wszedł w atmosferę Jowisza i wyleciał z drugiej strony tej planety? Niestety nie.

 

Zacznijmy od początku. Atmosfera gazowego giganta nie zawiera tlenu, więc załoga musiałaby się w niego zaopatrzyć, a także przygotować na drastycznie wysokie temperatury. Już na samym wejściu, pojazd kosmiczny osiągnąłby prędkość około 177000 km/h ze względu na potężne przyciąganie grawitacyjne i po chwili napotkałby na gęściejszą warstwę atmosfery, w którą uderzyłby niczym w ścianę.

 

Po około trzech minutach lotu, załoga pojazdu znalazłaby się na głębokości 250 km. Tam napotkałaby na potężne wiatry wiejące z prędkością ponad 480 km/h. Nieco niżej, na głębokości 370 km ciśnienie jest niemal 100 razy wyższe niż na powierzchni Ziemi. Właśnie na tym poziomie, w 1995 roku uległa zniszczeniu sonda Galileo, która w ten sposób zakończyła swoją misję badawczą.

 

Na głębokości około 700 km ciśnienie jest około 1150 razy wyższe niż na powierzchni Ziemi. Astronauci mogliby przetrwać takie warunki, gdyby ich statek kosmiczny przypominał legendarny batyskaf Trieste. Był to pojazd załogowy, który w 1960 roku jako pierwszy dotarł do najgłębszego punktu na Ziemi - Głębi Challengera, osiągając głębokość niemal 11 km. Jednak na tym poziomie, ze względu na gęstość jowiszowej atmosfery, kosmonauci utraciliby kontakt z Ziemią.

Źródło: NASA

Na głębokości około 4000 km, temperatura wzrasta do ponad 3300 stopni Celsjusza, gdzie nawet wolfram - metal o najwyższej temperaturze topnienia, zacząłby się topić. Astronauci mieliby za sobą przynajmniej 12-godzinny lot, choć nie byliby nawet w połowie swojej podróży.

 

Dopiero na głębokości 21000 km, statek kosmiczny dotarłby do najgłębszej warstwy atmosfery Jowisza, gdzie ciśnienie jest 2 miliony razy wyższe niż na powierzchni Ziemi, a temperatury wyższe niż na powierzchni Słońca. Warunki na tym poziomie powodują powstawanie metalicznego wodoru o gęstości skały. Zatem gdyby statek kosmiczny zanurzał się głębiej to napotykałby na coraz większą siłę wyporu. Ostatecznie siła grawitacji i siła wyporu wyrównałaby się, a astronauci i ich pojazd utknęliby w piekielnych warunkach we wnętrzu Jowisza.

 

Żadna sonda kosmiczna, a co dopiero załoga kosmonautów nie będzie w stanie przetrwać takiego lotu. Dlatego jedynym rozwiązaniem, aby zbadać wnętrze Jowisza, są sondy orbitujące wokół planety.

 


Naukowcy odkryli dlaczego młoda krew odmładza mózg

Dzięki najnowszym eksperymentom udało się wyjaśnić dlaczego transfuzja młodej krwi może odwrócić proces starzenia się mózgu. Naukowcy wskazali na konkretny gen, którego poziom aktywności wpływa na pamięć i funkcje poznawcze.

 

Coraz więcej badań sugeruje, że krew może być poszukiwanym od dawna eliksirem młodości. Oczywiście chodzi o młodą krew, która potrafi ożywić mózg i poprawić umiejętności umysłowe. Dla porównania przetaczanie krwi starych osobników ma efekt dokładnie odwrotny - między innymi przyspiesza proces starzenia się.

 

Naukowcy próbują zrozumieć dlaczego wstrzykiwanie młodej krwi odmładza mózg. Podczas najnowszych badań odkryto jeden gen, który chroni mózg przed pogorszeniem funkcji poznawczych związanym z wiekiem. Testy skupiały się jednak wyłącznie na myszach, jednak jeśli podobną zasadę uda się potwierdzić u ludzi to medycyna będzie mogła opracować zupełnie nowe terapie odmładzające.

Eksperyment, który został przeprowadzony przez neurobiologów z Kalifornijskiego Uniwersytetu w San Francisco w 2014 roku wykazał, że krew pobrana od młodych myszy i wstrzyknięta starszym osobnikom wspomaga ich pamięć oraz umiejętność uczenia się poprzez poprawienie połączeń w hipokampie. Na tej samej zasadzie, podanie młodym myszom krwi od starych gryzoni pogorszyło funkcje poznawcze tych pierwszych. W najnowszych badaniach ten sam zespół naukowy chirurgicznie połączył układy krążenia par myszy w różnym wieku. Następnie sprawdzano w mózgach tych zwierząt poziomy konkretnego genu, który przypuszczalnie może mieć związek z chorobami związanymi z zaawansowanym wiekiem.

 

Gen Tet2 odgrywa rolę w regulacji epigenetycznej wielu genów. Niektóre z nich odpowiedzialne są za regenerację komórek mózgowych. Wraz z wiekiem Tet2 staje się coraz mniej aktywny, co może wyjaśniać spadek zdolności poznawczych u starszych ludzi.

 

Podczas eksperymentów zablokowano aktywność Tet2 u 3-miesięcznych myszy, co wiązało się ze spadkiem pamięci i zdolności do nauki, a następnie zwiększono aktywność tego genu u 6-miesięcznych gryzoni, co z kolei przyczyniło się do zwiększenia produkcji nowych komórek mózgowych i poprawy pamięci.

 

Badania potwierdziły, że Tet2 ma ścisły związek ze zdolnościami poznawczymi. Naukowcy zaznaczają, że odkrycia dokonano tylko na myszach, lecz są oni przekonani, iż przetaczanie młodej ludzkiej krwi starszym osobom może przynieść podobne, korzystne efekty, a nawet zwalczyć choroby psychiczne takie jak Alzheimer. Oczywiście aby to wykazać, należałoby przeprowadzić taki eksperyment na człowieku.

 


Boston Dynamics uczy swoje roboty przeciwstawiać się człowiekowi

Z roku na rok widać coraz większe postępy w robotyce. Jeszcze kilka lat temu, roboty humanoidalne i czteronożne były mocno ograniczone, powolne i często przewracały się. Z tego powodu nie posiadały zbyt wielu zastosowań i dlatego cały czas skupiano się na ich rozwoju. Dziś widać efekty tych wieloletnich prac - najnowsze roboty potrafią płynnie wykonywać różne czynności a nawet postawić się człowiekowi.

 

W temacie robotyki, w ostatnich dniach oczy całego świata były zwrócone na firmę Boston Dynamics i jej czteronożnego pupila SpotMini. Pracownicy zaprezentowali bowiem najnowsze umiejętności swojej maszyny - wyposażony w zrobotyzowane ramię SpotMini bardzo precyzyjnie chwycił za klamkę, pociągnął ją i uchylił drzwi. Nastęnie podłożył nogę i otworzył je, umożliwiając drugiej maszynie przejście do drugiego pomieszczenia.

Na tym przykładzie widać nie tylko wyjątkową zwinność tych robotów, ale także możliwość pracy w zespole. Jest to ważna umiejętność, która z pewnością przyda się podczas wykonywania bardziej złożonych zadań. Jednak to jeszcze nie wszystko. Pracownicy Boston Dynamics postanowili sprawdzić jak zareaguje ten czteronożny robot, gdy ktoś stanie na jego drodze i będzie próbował mu przeszkodzić.

Jak widzimy na udostępnionym nagraniu, SpotMini uparcie próbuje otworzyć te drzwi i wejść do pomieszczenia obok a nawet przeciwstawia się osobie, która chce go powstrzymać. Aby lepiej zrozumieć na czym polega sukces Boston Dynamics należy wyjaśnić, że robot tylko na samym początku jest sterowany zdalnie przez jednego z pracowników, którego nie widać na filmie. Gdy SpotMini jest już ustawiony przy drzwiach z wyciągniętym ramieniem, pracownik uruchamia tryb autonomiczny. To oznacza, że maszyna samodzielnie stara się wykonać zadanie i stawia opór człowiekowi, który chce mu w tym przeszkodzić.

 

Za zachowanie czteronożnego robota odpowiadają zaawansowane algorytmy. Boston Dynamics skupia się nie tylko na wyglądzie i mechanice, ale także na jego umiejętnościach i "charakterze". Jeśli roboty mają w przyszłości zastąpić ludzi na wielu różnych stanowiskach to muszą być czasem uparte i zdeterminowane, aby osiągnąć wyznaczony cel. Maszyny pod tym względem coraz bardziej przypominają nas samych.

 


Powstała pierwsza laserowa ładowarka do smartfonów

Inżynierowie z Uniwersytetu Waszyngtońskiego skonstruowali pierwszą na świecie laserową ładowarkę do smartfonów. Nietypowy wynalazek pozwala naładować telefon tak szybko, jak z pomocą typowego kabla USB.

 

Nowa technologia korzysta z lasera bliskiej podczerwieni, niewidocznego dla ludzkiego oka. Badacze umieścili z tyłu smartfona niewielkie ogniwo. Ze względów bezpieczeństwa dodano również metalową płytkę, która rozprasza nadmiar ciepła z lasera, a także mechanizm wyłączający. Laser, który ładuje baterię w telefonie jest otoczony czterema dodatkowymi wiązkami o małej mocy - jeśli na linii którejś z nich pojawi się człowiek (lub cokolwiek innego) to system natychmiast wyłączy się.

Źródło: University of Washington

Laser dostarcza 2 waty mocy na odległość do 4,3 metra, lecz zasięg można zwiększyć nawet do 12 metrów. Daje to ciekawą alternatywę dla typowych metod ładowania - nowa technologia naładuje telefon równie szybko i robi to na dużą odległość. Obecna wersja tego urządzenia wymaga, aby telefon był umieszczany w konkretnej lokalizacji, np. na stole i emitował dźwięki o wysokiej częstotliwości niesłyszalne dla ludzkiego ucha, które informują emiter o możliwości naładowania baterii. W chwili obecnej nie jest to gotowy produkt, lecz gdyby został poddany odpowiednim ulepszeniom to z całą pewnością zyskałby dużą popularność.

 


Ultracienkie elastyczne ekrany mogą zrewolucjonizować elektronikę

Japońscy naukowcy opracowali "elektroniczną skórę" - bardzo cienki, wytrzymały i wyginany ekran, który z łatwością można przymocować do skóry. Urządzenie posiada zastosowanie głównie w medycynie, ale na jego podstawie można byłoby stworzyć zupełnie nową kategorię smartfonów i tabletów.

 

"Elektroniczna skóra" jest dziełem zespołu składającego się z naukowców z Uniwersytetu Tokijskiego oraz inżynierów japońskiej spółki Dai Nippon Printing. Ekran zawiera diody LED i elastyczne przewody, które umieszczono na gumowym arkuszu.

Źródło: Takao Someya Research Group

Wynalazek charakteryzuje się niezwykłą odpornością na rozciąganie i można nosić go przez tydzień bez obaw o wystąpienie stanu zapalnego skóry. Urządzenie jest podłączone do elektrokardiogramu i wyświetla częstotliwość rytmu serca w czasie rzeczywistym. Uzyskiwane informacje można udostępniać lekarzowi na jego urządzeniu.

Nowa technologia ułatwi opiekę nad starszymi ludźmi. Jest to przydatny wynalazek zwłaszcza w kraju szybko starzejącego się społeczeństwa. Elastyczny ekran ma pojawić się na rynku najwcześniej za 3 lata. Wykorzystane w tym urządzeniu rozwiązania mogą być inspiracją dla przyszłych smartfonów i tabletów - zamiast chować je do kieszeni, moglibyśmy je po prostu przymocować do ręki.

 


Naukowcy stworzyli nową formę światła

Fotony to cząstki elementarne, które nie posiadają masy i nie dochodzi między nimi do interakcji. Tymczasem naukowcy zaprezentowali możliwość łączenia cząstek światła w trójfotonowe molekuły.

 

W swoim najnowszym eksperymencie, fizycy z Instytutu Technologicznego w Massachusetts i Uniwersytetu Harvarda stworzyli nową formę światła, które oddziałuje między sobą i nabiera masy. W trakcie tego doświadczenia, które jest kontynuacją poprzednich badań w tej sferze, udało się stworzyć fotoniczne molekuły z pojedynczych cząstek światła.

 

W pierwszej kolejności naukowcy stworzyli ultrazimną chmurę z atomów rubidu schłodzonych do temperatury zbliżonej do zera absolutnego. Następnie z pomocą słabego lasera wysłano fotony w kierunku tej chmury. Cząstki światła zaczęły łączyć się w grupy składające się z dwóch i trzech fotonów. Molekuły te nabrały masy, która wynosiła zaledwie ułamek masy elektronu. Spadła również ich prędkość - fotoniczne cząsteczki stały się wolniejsze około 100 tysięcy razy względem normalnej prędkości światła. Badacze ustalili, że molekuły trójfotonowe miały trzy razy większe przesunięcie fazowe niż w przypadku złączonej pary fotonów.

 

Eksperymentatorzy przypuszczają, że fotony zderzając się z atomami rubidu tworzą tzw. polarytony - cząstki kwantowe, które są na wpół światłem i na wpół materią. Polarytony posiadają masę, dzięki czemu mogą wiązać się z innymi polarytonami i powodować "sklejanie się" fotonów.

 

Zdaniem naukowców, "splątane" w ten sposób fotony można byłoby wykorzystać w informatyce kwantowej, np. przy dostarczaniu zakodowanej informacji na długie dystanse. Dlatego zespół planuje przeprowadzać kolejne badania, aby przetestować inne rodzaje interakcji między cząstkami światła. Wyniki pracy zostały opublikowane w czasopiśmie Science.

 


W Krakowie uruchomiono największą na świecie wieżę antysmogową

Dziś w Krakowie o godzinie 18:00 oficjalnie uruchomiono największą na świecie wieżę antysmogową. Urządzenie skutecznie oczyszcza powietrze w promieniu kilkunastu metrów. Smog Free Tower ma przede wszystkim zwrócić uwagę na problem zanieczyszczonego powietrza.

 

7-metrowa wieża została zaprojektowana przez Daana Roosegaarde'a. Technologia miała swój debiut w 2015 roku w mieście Rotterdam w Holandii, gdzie zasysała powietrze niczym wielki odkurzacz. Rok później identyczna instalacja powstała w Chinach.

Smog Free Tower to największa na świecie wieża antysmogowa, która w ciągu jednej godziny potrafi oczyścić około 30 tysięcy metrów sześciennych powietrza. Konstrukcja jest energooszczędna - pobiera tylko 1400 wat mocy. Co więcej, zawarty w zanieczyszczonym powietrzu węgiel jest poddawany wysokiemu ciśnieniu i wykorzystywany do produkcji biżuterii. Pieniądze uzbierane ze sprzedaży pierścionków są przeznaczane na budowę kolejnych wież.

Źródło: Smog Free Project

Wynalazek holenderskiego projektanta zyskał dużą popularność na całym świecie. Smog Free Tower będzie instalowana w kolejnych państwach. Teraz przyszedł czas na Polskę. Wieża antysmogowa powstała właśnie w Krakowie w parku Jordana i będzie oczyszczać powietrze przez dwa miesiące. Koszty budowy zostały pokryte przez ING Bank Śląski.

 

Oczywiście konstrukcje takie jak Smog Free Tower nie pozwolą rozwiązać problemu smogu. Powietrze będzie faktycznie czyste, ale tylko w najbliższym otoczeniu. Wieża antysmogowa ma przede wszystkim zwrócić uwagę na ten problem i zachęcić do działań na rzecz czystego powietrza w mieście, jak i w całej Polsce.

 


Ludzkie geny pozostają aktywne nawet po śmierci

Wyniki najnowszych badań udowadniają, że nasze postrzeganie śmierci jest błędne. Umieranie to dosyć powolny proces, który zdaniem niektórych naukowców można zatrzymać. Geny człowieka uznanego za zmarłego wciąż pozostają aktywne przez kolejne godziny i prawdopodobnie próbują przywrócić organizm do życia.

 

Wyznaczenie dokładnej granicy między życiem a śmiercią jest bardzo trudne. Badania opublikowane w 2017 roku ujawniły nadaktywność genów w organizmach martwych zwierząt i ludzi. W przypadku myszy i rybek zebrafish (tzw. danio pręgowane) odkryto setki genów, które pozostają hiperaktywne odpowiednio przez 24 godziny i 4 dni po śmierci. Z kolei w przypadku ludzi zaobserwowano nadaktywność genów przez co najmniej 12 godzin od zgonu.

 

Jeśli chodzi jednak o ludzkie zwłoki to sprawa jest dość interesująca - naukowcy z Uniwersytetu w Waszyngtonie odkryli bowiem hiperaktywność genów odpowiedzialnych za system odpornościowy i zwalczanie stresu oraz tych, które są aktywne tylko w stadium rozwoju zarodka, po czym przechodzą w stan uśpienia i w obliczu śmierci próbują przywrócić ciało do życia.

 

Najnowsze badania stanowią kontynuację powyższych. Międzynarodowy zespół naukowców zajmował się badaniem zmian zachodzących w RNA. Cząsteczki te postrzegane są jako słabe i niestabilne. Testy wykazały jednak, że RNA potrafi być wyjątkowo trwałe. Po śmierci wciąż dochodzi do transkrypcji niektórych genów z DNA na RNA. Procesy molekularne mogą trwać tak długo aż wyczerpią się niezbędne dla nich enzymy i związki chemiczne.

Naukowcy badali aktywność oraz degradację genów w 36 różnych rodzajach tkanek ludzkich, między innymi w tkankach mózgowych, skórnych i płucnych. Materiał pobrano od ponad 500 dawców, którzy byli martwi najdłużej do 29 godzin. Okazało się, że pośmiertna aktywność genów była różna w zależności od tkanki.

 

Badacze ustalili wzory tej aktywności i na tej podstawie stworzyli program komputerowy, który w przyszłości może posłużyć lekarzom sądowym w celu precyzyjnego ustalenia czasu zgonu. Eksperymenty zespołu z Uniwersytetu Tennessee w Knoxville skupiały się zatem na wykorzystaniu tej wiedzy w praktyce. Nowa metoda nie jest jeszcze na tyle skuteczna - na aktywność genów po śmierci może wpłynąć wszystko, począwszy od temperatury, w której znaleziono ciało po wiek zmarłego. Potrzebne są dalsze eksperymenty, aby oprogramowanie uwzględniało wszystkie czynniki.

 

Wspomniane badania nad martwymi organizmami pozwoliły nam odkryć, że ponowna aktywacja uśpionych genów ma związek z formowaniem się komórek nowotworowych. To z kolei wyjaśnia dlaczego biorcy narządów od zmarłych dawców mają większą zachorowalność na raka. Ponadto, nadaktywność genów w organizmie ludzkim, która przypomina walkę ze śmiercią i próbę przywrócenia go do życia może wyjaśniać tajemnicze przypadki, w których zmarli niespodziewanie budzą się w kostnicy czy w trumnie i pokonują śmierć.