Grudzień 2017

Firma Zanco stworzyła najmniejszy telefon komórkowy świata

Producenci dzisiejszych telefonów i smartfonów skupiają się na tym, aby ich urządzenia były coraz szybsze, posiadały jak najwięcej funkcji, wyświetlacze dużych rozmiarów oraz zaawansowane aparaty fotograficzne. Tymczasem firma Zanco poszła dokładnie w odwrotnym kierunku i zaprezentowała niezwykle mały telefonik, który zyskał sporą popularność.

 

Tiny t1 to najmniejszy funkcjonalny telefon komórkowy świata. Jest wielkości kciuka i lżejszy od monety. Co prawda nie posiada aparatu fotograficznego, odtwarzacza MP3, dostępu do internetu, gniazda na kartę pamięci ani nawet kolorowego wyświetlacza, ale za to spełnia najważniejszą funkcję - pozwala wykonywać połączenia telefoniczne i wysyłać SMSy. Jego pamięć wewnętrzna umożliwia nam zapisanie do 300 kontaktów.

Firma Zanco ujawniła swój minitelefon za pośrednictwem platformy crowdfundingowej Kickstarter, gdzie miała nadzieję uzbierać w ciągu miesiąca 25 tysięcy funtów. Okazało się jednak, że Tiny t1 zyskał wielu fanów - już w ciągu pierwszych 10 dni uzbierano ponad 100 tysięcy funtów. Najmniejszy telefon komórkowy świata okazał się być strzałem w dziesiątkę.

Urządzenie nie jest tak wypasione jak dzisiejsze smartfony, ale nie jest drogie - za 35 funtów otrzymamy telefon, ładowarkę USB, instrukcję i kartę gwarancyjną. Tiny t1 posiada bardzo mały wyświetlacz, klawiaturę alfanumeryczną, baterię o pojemności 200 mAh i pracuje w sieci 2G, czyli ma w sobie chyba wszystkie niezbędne funkcje.

 


Paleontolodzy odkryli w Chinach szczątki pradawnego smoka

W północno-wschodnich Chinach zespół paleontologów wydobył nietypowe skamieniałości pradawnego zwierzęcia. Badania wykazały, że są to szczątki latającego gada. Odkrycie bezpośrednio nawiązuje do smoków z chińskiej mitologii.

Skamieliny należą do latającego stwora sprzed 120 milionów lat. Naukowcy nadali nowemu gatunkowi nazwę Guidraco venator, która dosłownie oznacza latającego ducha smoka. Zwierzę należało do grupy pterozaurów, czyli latających gadów, które żyły mniej więcej od 210 do 65 milionów lat temu i mogły być pierwszymi latającymi kręgowcami.

Źródło: Xialin Wang et al./Naturwissenschaften/Springer

Paleontolodzy odkryli szczątki czaszki smoka, która posiada dość nietypowy kształt i bardzo długą paszczę. Przypuszcza się, że latający gad mógł żywić się rybami. Szacowana długość skrzydeł Guidraco venator mogła wynosić od 4 do 5 metrów.

 

Bardzo podobne szczątki pterozaurów odkrywano dotychczas w Brazylii. Tymczasem szczątki tego zwierzęcia zostały znalezione w północno-wschodnich Chinach. Zaintrygowało to naukowców, ponieważ znalezisko z Azji sugeruje, że pozostałości po pterozaurach mogą być odnajdywane również w innych częściach świata.

 


25 najczęściej hakowanych haseł w 2017 roku - unikaj ich!

Korzystając z internetu należy przede wszystkim mieć na uwadze swoje bezpieczeństwo. Można to rozumieć na różne sposoby - przede wszystkim nie wolno udostępniać swoich prywatnych danych osobowych ani ujawniać haseł do swoich kont. Te dwie kwestie wydają się dość oczywiste, jednak wielu ludzi wciąż zapomina o jeszcze jednej równie ważnej sprawie, którą niestety trzeba przypominać każdego roku.

 

Nie trzeba być profesjonalnym hakerem, aby przejąć kontrolę nad czyimś kontem założonym na portalu internetowym. Jeśli jego właściciel stworzy banalnie proste hasło to tak naprawdę każdy może je złamać. Wystarczy po prostu wypróbować kombinacji różnych znaków - takich, które w pierwszej kolejności przychodzą do naszej głowy, ponieważ wielu użytkowników internetu ma najwyraźniej bardzo słabą wyobraźnię lub zwyczajnie nie chce im się zapamiętywać długich i trudnych haseł.

 

Firma SplashData jak co roku przypomina nam jakich haseł nie wolno tworzyć, aby zachować bezpieczeństwo w sieci. Utworzono listę haseł, które najczęściej udawało się złamać w 2017 roku. Podsumowanie zaczyna się od tych najbardziej prymitywnych, które w przeciągu ostatnich kilku lat, mimo swojej prostoty, pozostają najpopularniejsze. Oto 25 z nich:

1. 123456 - zajmuje pierwsze miejsce nieprzerwanie od czterech lat
2. Password
3. 12345678
4. qwerty
5. 12345
6. 123456789
7. letmein
8. 1234567
9. football
10. iloveyou
11. admin
12. welcome
13. monkey
14. login
15. abc123
16. starwars
17. 123123
18. dragon
19. passw0rd
20. master
21. hello
22. freedom
23. whatever
24. qazwsx
25. trustno1

Firma SplashData stworzyła tę listę na podstawie ponad 5 milionów złamanych haseł. "123456" i "Password" to najpopularniejsze i jednocześnie najczęściej hakowane hasła. Pojawiają się różne odmiany, które wciąż pozostają łatwe do odgadnięcia. Jednak silne hasło wcale nie musi być długie i skomplikowane. Wystarczy odpowiedni dobór znaków - kilka małych i dużych liter oraz przynajmniej jedna cyfra i znak, np. wykrzyknik. Można w ten sposób stworzyć słowo, którego znaczenie tylko my będziemy rozumieć. Najprostsze przykłady to "[email protected]łPa" lub "hAsł0".

 

Jeśli decydujemy się utworzyć długie i bardzo skomplikowane hasło, nie musimy uczyć się go na pamięć. Możemy zapisać sobie w notatniku lub w komputerze. Nas to nic nie kosztuje, a w grę wchodzi nasze bezpieczeństwo w sieci, które jak sami widzimy pozostaje kwestią bagatelizowaną.

 


Rosja chce zbudować luksusowy hotel na stacji ISS

Już wkrótce turystyka kosmiczna stanie się rzeczywistością. Korporacje takie jak SpaceX, Virgin Galactic czy Blue Origin chcą zaoferować niezwykłe loty w kosmos, które początkowo będą oczywiście zarezerwowane wyłącznie dla najbogatszych. Również sam lot nie będzie przypominał podróży luksusowym samolotem - przynajmniej nie na początku.

 

Wśród licznych projektów na turystykę kosmiczną pojawił się właśnie nowy - rosyjska agencja kosmiczna Roskosmos proponuje zbudować luksusowy hotel na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Bogacze decydujący się na lot w kosmos będą mogli wynająć na stacji bardzo drogi pokój z nieziemskimi widokami.

 

Hotel ten miałby oferować prywatne kabiny z wielkimi oknami, łazienki, dostęp do siłowni i internetu. Dwutygodniowy pobyt ma kosztować 40 milionów dolarów za osobę, lecz za odpowiednią dopłatą można uzyskać dostęp do wyjątkowej atrakcji - za dodatkowe 20 milionów dolarów można wydłużyć pobyt w kosmicznym hotelu o dwa tygodnie z opcją wykonania spaceru kosmicznego.

Źródło: Anatoly Zak/Russianspaceweb.com

W tym celu planuje się zbudować dodatkowy 20-tonowy moduł o długości 15,5 metra, który mógłby zostać podłączony do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Zawierałby łącznie cztery pomieszczenia sypialniane oraz dwie stacje medyczne i higieniczne. Z wyglądu ma przypominać moduł NEM-1, który powstaje obecnie do celów naukowych.

Źródło: Anatoly Zak/Russianspaceweb.com

Moduł NEM-2 ma zostać zbudowany przez rosyjskie przedsiębiorstwo kosmiczne RKK Energia i może pochłonąć od 279 do 446 milionów dolarów. Aby łatwiej było sfinansować jego budowę, RKK Energia planuje pobierać wstępne opłaty od pierwszych klientów. Projekt jest jednak na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Przedsiębiorstwo szacuje, że kosmiczny hotel może powstać najwcześniej za 5 lat. Zatem moduł zostanie podłączony do stacji ISS w 2022 roku lub później. Największym problemem dla tego projektu jest poważne ograniczenie czasowe, ponieważ Międzynarodowa Stacja Kosmiczna prawdopodobnie będzie finansowana tylko do 2028 roku. Kosmiczny hotel musi zatem powstać jak najszybciej, jeśli ma przynieść jakiekolwiek zyski.

 


SpaceX zademonstrował potężną rakietę Falcon Heavy

Firma SpaceX pokazała swoje nowe dzieło, największą ze zbudowanych dotychczas przez nią rakiet, nazywana megarakietą - Falcon Heavy. Pierwsze jej wystrzelenie planowane jest na styczeń przyszłego roku. 

 

Zdjęcia nowej rakiety zostały opublikowane przez założyciela SpaceX, Elona Muska. Wykonano je w hangarze firmy znajdującym się na Florydzie. Kilka dni temu poinformowano, że pierwszym ładunkiem, który podniesie Falcon Heavy będzie elektryczny samochód sportowy Tesla Roadster.

Do końca tego roku spółka planuje testowe uruchomienia silników rakietowych jeszcze na Ziemi. Dwustopniowa rakieta Falcon Heavy posiada dwa boczne akceleratory. Falcon Heavy dzięki wielkiej nośności jest przeznaczony do wynoszenia większych satelitów. Ponadto planuje się wykorzystanie tej rakiety do wysłania pierwszej prywatnej misji na Marsa. 

Według przedstawicieli SpaceX, rakieta Falcon Heavy będzie mogła wynieść na niską orbitę okołoziemską aż 63 tony ładunku. Do tej pory rakietą o największej nośności, jaka została stworzona w historii ludzkości jest konstrukcja Saturn V, która była używana od 1967 do 1973 roku. Ta megarakieta była w stanie wynieść na niską orbitę aż 141 ton ładunku. 

Równolegle do SpaceX swoją potężną rakietę opracowuje agencja kosmiczna NASA. Ich nowe dzieło to Space Launch System (SLS). Według specyfikacji, będzie w stanie wynosić na orbitę do 70 ton ładunku.

 


Potężne lasery przybliżają nas do fuzji jądrowej

Dzięki przeprowadzonym badaniom ustalono, że teoretycznie jesteśmy w stanie zbudować laserowy reaktor fuzyjny, który nie wytwarza żadnych odpadów radioaktywnych. Nowa technika została opisana w artykule na łamach czasopisma Laser and Particle Beams.

 

Fuzja jądrowa to nic innego jak proces łączenia lżejszych jąder w cięższe. Jest to niezwykle wydajna metoda produkcji czystej energii. Jednak wewnątrz reaktorów termojądrowych powstają ekstremalnie wysokie ciśnienia oraz temperatury rzędu nawet 100 milionów stopni Celsjusza. Jest to w pewnym sensie symulowanie procesów zachodzących w gwiazdach.

Źródło: NASA/SDO

Podtrzymanie takiego procesu przy dzisiejszych możliwościach technologicznych jest niezwykle trudne, ale robimy w tej kwestii coraz większe postępy i jesteśmy właśnie o kolejny krok bliżej fuzji termojądrowej dzięki najnowszym badaniom. Naukowcy z australijskiego Uniwersytetu Nowej Południowej Walii przeprowadzili symulacje i eksperymenty, które wykazały, że teoretycznie możliwe jest skonstruowanie laserowego reaktora fuzyjnego.

 

Potrzebowalibyśmy w tym celu niezwykle potężnego lasera, który w ciągu jednej bilionej części sekundy dostarczyłby 10 biliardów watów mocy. Dzięki temu moglibyśmy dokonać czystej fuzji wodoru z izotopem boru, aby otrzymać wyłącznie energię bez odpadów radioaktywnych. Naukowcy szacują, że jeśli nie napotkają żadnych poważniejszych problemów natury technicznej to prototyp laserowego reaktora termojądrowego może powstać w ciągu 10 lat.

 


Przeprowadzono eksperyment, w którym udało się odwrócić termodynamiczną strzałkę czasu

Międzynarodowy zespół naukowców przeprowadził ciekawy eksperyment, który wydaje się łamać zasady termodynamiki. Udało się dokonać spontanicznego przepływu ciepła z zimnego systemu do gorącego. Badacze zrobili to nie naruszając praw fizyki.

 

Ciepło zawsze przechodzi z gorącego systemu do zimnego. Mówi o tym druga zasada termodynamiki i każdy z nas przekonuje się o tym każdego dnia. Gdy wrzucimy lód do szklanki z wodą sprawimy, że woda ochłodzi się, a nie nagrzeje. Podczas tej wymiany ciepła następuje wzrost entropii systemu. Jest to najprostszy przykład, który wyjaśnia tę zasadę.

 

Aby ciepło mogło przepływać z gorącego systemu do zimnego, muszą one być nieskorelowane. Nie może być żadnych specjalnych połączeń między tymi dwoma konfiguracjami. Jednak w świecie kwantowym nie jest to tak oczywiste - można stworzyć skorelowane stany kwantowe, w których nagle można odwrócić kierunek termodynamicznej strzałki czasu. Naukowcy twierdzili dotychczas, że coś takiego jest teoretycznie możliwe, lecz w najnowszym badaniu wykazano, iż można to udowodnić eksperymentalnie.

 

Międzynarodowy zespół naukowców stworzył dwa skorelowane systemy termiczne, w których obserwowano przejście ciepła z zimnego systemu do gorącego. Badacze twierdzą, że istnieje kompromis między korelacją kwantową a entropią systemu, który pozwala odwrócić przepływ ciepła. Termodynamiczna strzałka czasu jest silnie uzależniona od początkowego stanu układu.

 

Zdaniem naukowców, odwrócenie przepływu ciepła nie jest ograniczone tylko do mikroskopijnych systemów. Zespół ma zamiar eksperymentować z większymi układami, aby potwierdzić swoją teorię. Szczegóły eksperymentu zostały udostępnione w archiwum elektronicznym arXiv.

 


Sztuczna inteligencja odkrywa pierwsze planety

Podczas telekonferencji zaplanowanej na 14 grudnia, agencja kosmiczna NASA podała nam ważną informację. Naukowcy postanowili wykorzystać sztuczną inteligencję do analizy danych, które zostały pozyskane przez Kosmiczny Teleskop Keplera i osiągnięto sukces. SI z powodzeniem namierzyła pierwsze planety!

 

Agencja kosmiczna ze Stanów Zjednoczonych postanowiła skorzystać z pomocy inteligentnego programu komputerowego, który należy do korporacji Google. W pierwszej kolejności system został wyćwiczony do wykrywania bardzo słabych sygnałów przedstawiających przejścia egzoplanet na tle gwiazd. SI analizowała ogromne ilości danych, które zostały już wcześniej sprawdzone przez naukowców. Ustalono, że skuteczność programu w wykrywaniu tych sygnałów wynosi aż 96%.

 

Następnie sztuczna inteligencja otrzymała dane pozyskane przez Kosmiczny Teleskop Keplera, które były przechowywane w archiwum. Dzięki automatycznej analizie potwierdzono istnienie dwóch nowych planet. Pierwsza z nich to Kepler-90i - planeta skalista wchodząca w skład systemu gwiezdnego, który znajduje się około 2 545 lat świetlnych od Słońca. Egzoplaneta jest większa od Ziemi o 30%, zaś temperaturę powierzchni oszacowano na około 426 stopni Celsjusza. Jeden rok na planecie Kepler-90i trwa ponad 14 dni ziemskich.

Źródło: ESO/NASA

Odkryte ciało niebieskie orbituje wokół gwiazdy Kepler-90 i jest ósmą planetą wchodzącą w skład tego systemu. Jest on wyjątkowo ciasny - wszystkie osiem planet krąży bliżej swojej gwiazdy niż robi to Ziemia względem Słońca. Układ gwiezdny Kepler-90 jest na swój sposób wyjątkowy, gdyż jest to pierwszy znany nam system z ośmioma plantemi, nie wliczając w to oczywiście naszego Układu Słonecznego.

 

Tymczasem druga egzoplaneta, którą odkryła sztuczna inteligencja to Kepler-80g. Obiekt należy do układu gwiezdnego Kepler-80 i rozmiarami przypomina Ziemię. Ten układ z kolei składa się z sześciu planet.

 

Kosmiczny Teleskop Keplera został wyniesiony na orbitę wokółsłoneczną w marcu 2009 roku. Z jego pomocą odkryliśmy dotychczas ponad 2 300 egzoplanet. W 2013 roku nastąpiła awaria dwóch kół zamachowych, które są odpowiedzialne za sterowanie. Teleskop Keplera posiada cztery takie koła. Inżynierowie co prawda nie zdołali ich naprawić, ale teleskop nie zakończył pracy. Agencja NASA rozpoczęła wtedy nową misję o nazwie K2 - postanowiono wykorzystać światło słoneczne jako trzecie koło zamachowe, dzięki czemu teleskop wciąż może pracować i odkrywa kolejne egzoplanety.

Źródło: NASA

Dzięki temu instrumentowi, naukowcy zgromadzili gigantyczne ilości danych, które przechowywane są w archiwum i tylko czekają aż zostaną sprawdzone. Ponieważ możliwości człowieka są dosyć ograniczone, NASA posłużyła się sztuczną inteligencją, która potrafi analizować dane wielokrotnie szybciej i robi to z imponującą dokładnością. Kepler-90i i Kepler-80g to pierwsze egzoplanety, które namierzyliśmy z pomocą programu komputerowego. Teraz badacze zamierzają użyć SI, aby przeanalizowała całą bazę danych Keplera, która zawiera informacje o ponad 150 tysiącach gwiazd. To oznacza, że będziemy jeszcze częściej dowiadywać się o nowych odkryciach.

 


Jak Facebook potrafi zrujnować życie i niszczyć społeczeństwa

Facebook to prawdopodobnie najpopularniejszy serwis społecznościowy na świecie. Założony został na początku 2004 roku a jego społeczność szybko rozrosła się do niebotycznych rozmiarów. Facebook nazywany jest platformą społecznościową, która łączy ludzi. W rzeczywistości, portal niezwykle mocno oddziałuje na poszczególne jednostki i w najgorszym przypadku prowadzi nawet do uzależnienia, co z kolei wywołuje całą masę kolejnych problemów.

 

Serwis Facebook można określić jako legalny i łatwo dostępny kryptonarkotyk. Doskonale wiemy, że człowiek musi zachować umiar we wszystkim co robi. W erze internetu i smartfonów, Facebook stał się dla wielu ludzi chlebem powszednim. Dotyczy to szczególnie większości nastolatków - gdy odetnie się im dostęp do serwisów społecznościowych, lub ogólnie do internetu, zaczną zachowywać się jak wygłodzone narkomany.

 

Serwisy typu Facebook mają w sobie coś, co przyciąga i zachęca, abyśmy stali się jego częścią. Poznajemy tam wielu ludzi - mamy ich w "znajomych", choć wielu z nich nie widzieliśmy nawet na oczy. Wydaje nam się, że to są nasi dobrzy znajomi, lecz poznaliśmy ich tylko przez internet, a przecież nie wszystko co widzimy dziś w internecie musi być prawdą. Im więcej mamy wirtualnych znajomych, tym więcej pojawia się treści, które "musimy" zobaczyć. "Musimy", bo bycie na czasie jest dziś trendy. Sypiemy "polubieniami" pod każdym postem i w zamian również otrzymujemy "polubienia". To nas nakręca, wręcz programuje nasz mózg i zachęca do zamieszczania kolejnych treści. Im bardziej kontrowersyjne, tym lepiej, bo dostaniemy więcej "lajków" od innych.

Wtedy pojawiają się problemy, które na pierwszy rzut oka są niezauważalne. Platforma anty-społecznościowa odbiera nam cenny czas, rozleniwia i powoduje, że kierujemy swoją uwagę na zupełnie nieistotne sprawy. Użytkownicy stale porównują siebie i swoje życie do innych, rywalizują między sobą o to, kto z nich ma więcej znajomych, dostaje więcej "polubień" i jest bardziej popularny. Zamiast spotykać się ze znajomymi tak jak dawniej, ludzie angażują się w głupie i bezsensowne gierki w świecie wirtualnym. Konsekwencją tego jest brak fizycznego kontaktu z ludźmi oraz pogarszające się relacje z innymi. Z biegiem czasu dochodzi poczucie odizolowania od społeczeństwa, pojawiają się pierwsze symptomy depresji. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się od założenia konta na portalu internetowym.

Z wielu przeprowadzonych dotychczas badań wiemy, że częstsze korzystanie z Facebooka może pogarszać samopoczucie, wzmagać samotność i zmniejszać zadowolenie z życia. Są to tylko niektóre efekty uboczne, ponieważ lista jest podobno znacznie dłuższa. W jeszcze gorszym tonie wypowiadają się... sami założyciele Facebooka.

 

Jeden z nich, Sean Parker, który w przeszłości pracował nad Facebookiem stwierdził, że każde "polubienia" i komentarze powodują wytworzenie się niewielkiej dawki dopaminy, która zachęca do zamieszczania kolejnych wpisów i zdjęć. Powstaje więc błędne koło, które prowadzi do uzależnienia od serwisu. Parker powiedział również, że Facebook może wpływać w różny sposób na ludzi np. ograniczając ich produktywność. Może także wykorzystywać słabość ludzkiej psychiki i wywoływać nieznane efekty na mózgach dzieci.

 

Podobnego zdania jest Chamath Palihapitiya, kolejna osoba, która zajmowała się rozwojem portalu Facebook. Były dyrektor wykonawczy korporacji powiedział, że on i jego zespół stworzył narzędzie, które niszczy społeczeństwo. Ludzie szukają w nim poczucia doskonałości, które otrzymują w postaci "polubień" i widzą w tym wartości, które w rzeczywistości są tylko kłamstwem.

 

Sean Parker, Chamath Palihapitiya, a także wielu znanych ludzi oraz naukowcy ostrzegają przed korzystaniem z serwisów społecznościowych, gdyż mogą wywierać zgubne efekty. Oczywiście wszystko jest w naszych rękach - to tylko i wyłącznie od nas zależy, czy będziemy przesiadywać na potalach społecznościowych i jak długo będziemy to robić.

 


Naukowcy przypuszczają, że Oumuamua może być obcym statkiem kosmicznym

Coraz więcej naukowców zaczyna uznawać gościa z kosmosu, 1I/2017 U1 Oumuamua, za obcy pojazd kosmiczny. Jest to słynny cylindryczny obiekt, który wszedł do Układu Słonecznego w trajektorii wskazującej na to, że pochodzi z przestrzeni międzygwiezdnej. Był to zatem pierwszy w historii obserwacji astronomicznych obiekt z innego systemu planetarnego, który zachował się tak jak sonda badawcza.

 

Gdy pracujący na Hawajach astronomowie zaobserwowali obiekt znany jako 1I/2017 U1 Oumuamua, początkowo wydawał się im być zwykłą kometą. Szybko jednak okazało się, że jego trajektoria jest na tyle dziwna, iż trudno porownać go z którymkolwiek ze znanych nam obiektów kosmicznych. Stworzył po prostu nową kategorię obiektów. Szybko pojawiła się teoria, wedle której uznano go za przybysza z obcego systemu planetarnego. Biorąc pod uwagę wagę tego znaleziska naukowcy wymyślili dla niego specjalną hawajską nazwę, Oumuamua, co oznacza Posłaniec.

 

Ten dziwny obiekt może być równie dobrze jakimś pojazdem, który odwiedził nasz Układ Słoneczny. Kosmiczny gość znany również pod astronomiczną nazwą 1l/2017 Ul to pierwsze znane nam międzygwiezdne ciało niebieskie. Zdaniem uczonych obiekt ma głęboki czerwony kolor i kształt wydłużonego walca. Sugeruje się też, że składa się z metalu. Oficjalna historia brzmi tak jakby była to normalna asteroida, która leciała samotnie przez Wszechświat przez miliony lat, a potem przypadkowo doleciała do naszego systemu planetarnego i przypadkowo wykorzystała Słońce do tak zwanej asysty grawitacyjnej, czyli metody nadania prędkości, którą stosują również ziemskie statki kosmiczne.

 

Wszelkie dane wskazują na to, że obiekt zawiera metale i absorbuje aż do 96% światła słonecznego. Dlatego zaobserwowano go dopiero po przelocie koło Ziemi. Obiekt ten porusza się z prędkością około 90 tysięcy km/h i ma około 800 metrów długości oraz 100 metrów szerokości. To oznacza, że jest w kształcie cylindrycznym. Na dodatek obraca się co 7,3 godziny tak jakby symulowano w ten sposób sztuczną grawitację. Obiekt 1l/2017 Ul wpadł też do Układu Słonecznego prawie prostopadle do płaszczyzny orbity Ziemi i innych planet. 

Te czynniki wskazują na to, że obiekt może nie być tworem naturalnym i powinien być brany pod uwagę nawet jako zwiastun hipotetycznego pierwszego kontaktu z obcą cywilizacją. Zamiast tego uznano, że to po prostu cylindryczna metalowa planetoida spoza naszego systemu i nie ma w tym nic dziwnego, mimo, że była to pierwsza w historii obserwacja obiektu tego typu.

 

Sprawą dziwnej planetoidy zainteresowali się już naukowcy z Instytutu SETI, zajmującego się poszukiwaniem pozaziemskich cywilizacji. Obiekt wyraźnie ich zainteresował i pojawiają się już publikacje na ten temat. Sugerowano, że ta niezwykła planetoida mogła zostać wyrzucona ze swojego układu planetarnego przez gazowego giganta w stylu Jowisza, ale poddano to w wątpliwość. Zaproponowano, że bardziej prawdopodobne jest takie wyrzucenie obiektu w układzie podwójnym.

 

Warto jednak zaznaczyć, że SETI nie wyklucza hipotezy ze sztucznym pochodzeniem tego niezwykłego obiektu. Dokonano nasłuchu radiowego w ramach programu Breakthrough Listen, który został ufundowany przez rosyjskiego miliardera, Yuri Milnera. Wart 100 mln dolarów program ma za zadanie wykrycie sygnałów obcych cywilizacji. Nasłuch obiektu 1I/2017 U1 przeprowadzono w zakresie od 1 do 12 GHz. Wyniki nie są jeszcze znane. Następna sesja nasłuchu w ramach programu Breakthrough Listen, w zakresie 12 Ghz, odbędzie się 13 grudnia 2017 roku.

 

Zwrócono uwagę na to, że inżynierowie pracujący obecnie nad prototypem pojazdów kosmicznych, które miałyby nas zabrać na Marsa lub dalej sugerowali, iż najlepszym pomysłem na kształt takiego statku kosmicznego jest właśnie cylinder lub igła. Pozwoliłoby to zminimalizować negatywne skutki wpływu, jaki na taki obiekt mógłby wywrzeć gaz i pył międzygwiezdny. Niewykluczone, że Oumuamua jest artefaktem obcych, albo rodzajem sondy kosmicznej pozaziemskiego pochodzenia. Jeśli to pozaziemski obiekt miejmy nadzieję, że odwiedziny nie oznaczają tego, że ktoś gdzieś dowiedział się o naszym istnieniu, bo jeśli doleciała tu sonda, to dolecą też ich inne pojazdy.