Październik 2017

Policja w Dubaju wkrótce otrzyma latające motocykle

Dubaj to prawdopodobnie najbardziej zaawansowane technologicznie miasto na świecie. Również tamtejsza policja korzysta z najnowszych wynalazków - superszybkie samochody typu Ferrari i Lamborghini, drony zwiadowcze a ostatnio otrzymała do swojej dyspozycji pierwsze roboty policyjne. Wkrótce szeregi dubajskiej policji zasilą latające ścigacze.

 

Rosyjska firma Hoversurf opracowała latające pojazdy rodem z Gwiezdnych Wojen. Wynalazek może posiadać wiele ciekawych zastosowań. Dubaj zainteresował się najnowszą technologią i zamówił już całą flotę latających ścigaczy dla służb policyjnych.

 

Na dzień dzisiejszy nie wiadomo kiedy tamtejsza policja wejdzie w posiadanie tych intrygujących pojazdów, ale jak widzimy na poniższym nagraniu latające motocykle spisują się całkiem nieźle i najwyraźniej są już gotowe do działania.

Latające ścigacze Scorpion-3 posiadają napęd elektryczny. Maszyny te z pilotem na pokładzie osiągają prędkość maksymalną około 50 km/h, ale można je również sterować zdalnie. Zaprezentowany prototyp przy w pełni naładowanej baterii może pracować tylko przez około 30 minut a ładowanie zajmuje 3 godziny. Dubaj chce pozyskać latające motocykle dla swojej policji, która będzie korzystać z nich w konkretnych sytuacjach, np. gdy pojawi się konieczność szybkiego przemieszczenia się do innej lokalizacji, oddalonej o kilkanaście kilometrów.

 


Pojedynki mechów nową formą sportu?

Pierwsza międzynarodowa walka wielkich załogowych robotów już za nami. Na wielkie wydarzenie kazano nam czekać aż dwa lata. Rezultatem długich przygotowań jest 26-minutowy film, a w nim dwa pojedynki. Kto zwyciężył?

 

Starcie wielkich maszyn odbyło się w Japonii w opuszczonej stalowni. Wydarzenie zyskało ogromne zainteresowanie na całym świecie, lecz reakcje są bardzo mieszane.

 

Proszę nie sugerować się moim komentarzem, ale oglądając ten pojedynek odczuwam silny niedosyt. Czekając dwa lata na pierwszy w historii pojedynek wielkich robotów spodziewałem się czegoś więcej, niż dwóch krótkich walk, z czego jedna z nich trwała niewiele ponad 20 sekund.

 

Oglądając całość można odnieść wrażenie, że organizatorzy w sztuczny sposób próbowali stworzyć napięcie u widza. Zdecydowanie zabrakło dynamiki i prawdziwych emocji. Wielu komentatorów uważa, że walka była podstawiona a drużyny biorące w niej udział trzymały się opracowanego wcześniej scenariusza.

 

Poniższe nagranie przedstawia starcie maszyn opracowanych przez dwa zespoły z Japonii i USA. Trochę nieuczciwe jest to, że amerykański robot w drugiej rundzie otrzymał piłę łańcuchową, choć walka miała toczyć się "na gołe pięści". Zastosowanie tej broni zdecydowanie przechyliło szalę zwycięstwa na stronę Amerykanów.

 


Wykryto fale grawitacyjne, powstałe w wyniku kolizji gwiazd neutronowych

Kilka dni temu naukowcy zapowiadali konferencję prasową, na której mieli podzielić się z nami wielkim odkryciem. Jak się dziś dowiedzieliśmy, międzynarodowy zespół badawczy znów odkrył fale grawitacyjne. Jednak najnowsze odkrycie jest inne od poprzednich - tym razem dokonano detekcji fal powstałych w wyniku zderzenia się dwóch gwiazd neutronowych.

 

Najnowsze piąte wykrycie fal grawitacyjnych miało miejsce 17 sierpnia. Zdarzenie zostało oznaczone jako GW170817. Po raz pierwszy udało się namierzyć sygnał, który został wyemitowany podczas kolizji dwóch gwiazd neutronowych, podczas gdy wcześniejsze sygnały miały związek z kolizją dwóch masywnych czarnych dziur.

 

Jednak to jeszcze nie wszystko. Gdy detektory LIGO i Virgo zarejestrowały fale grawitacyjne, liczne obserwatoria rozmieszczone na całej planecie oraz w kosmosie wykryły fale elektromagnetyczne w różnych zakresach długości fal, które najprawdopodobniej pochodzą z tego samego źródła. To oznacza, że w wyniku kolizji dwóch gwiazd neutronowych zaobserwowaliśmy fale grawitacyjne i elektromagnetyczne jednocześnie.

Zderzenie nastąpiło około 130 milionów lat świetlnych od Ziemi w galaktyce NGC 4993 w gwiazdozbiorze Hydry, czyli znacznie bliżej niż podczas poprzednich detekcji fal grawitacyjnych. Co więcej, sygnał był słabszy i trwał przez 100 sekund, w porównaniu do około jednej sekundy podczas poprzednich tego typu zdarzeń. Omawiane gwiazdy neutronowe posiadały masy 1,1 i 1,6 masy Słońca.

 

Kolizja tych ciał niebieskich doprowadziła do wybuchu tzw. kilonowej - jest to wybuch tysiąc razy jaśniejszy od wybuchu gwiazdy nowej. Kilonowe mogą być odpowiedzialne za rozprzestrzenianie w kosmosie ciężkich pierwiastków chemicznych, takich jak złoto i platyna. Naukowcy twierdzą, że mamy do czynienia z początkiem nowej ery tzw. astronomii wieloaspektowej, która polega na zbieraniu danych w różnych formach, czyli łączy astronomię fal grawitacyjnych oraz astronomię fal elektromagnetycznych. 

 


Nowy silnik jonowy agencji NASA pobił rekord wydajności

Naukowcy z Uniwersytetu Michigan we współpracy z agencją NASA i Siłami Powietrznymi Stanów Zjednoczonych stworzyli nowy silnik jonowy X3, który podczas testów pobił dotychczasowe rekordy wydajności. Technologia może mieć istotne znaczenie dla przyszłych załogowych misji kosmicznych na Marsa.

 

Silniki jonowe posiadają duży potencjał i postrzegane są jako przyszłość astronautyki. Co prawda silniki rakietowe odgrywają ogromną rolę przy wynoszeniu ładunku w przestrzeń kosmiczną ze względu na dużą siłę ciągu, ale silniki jonowe są bardzo przydatne podczas lotów długodystansowych, które trwają miesiącami i latami.

 

Z ich pomocą można np. korygować położenie satelitów. Napęd ten posiada większą wydajność od silników chemicznych - przy większych odległościach wymaga znacznie mniej gazu pędnego do przetransportowania takiej samej ilości sprzętu oraz załogi.

 

Opracowany przez amerykańskich naukowców nowy silnik jonowy typu Halla X3 pobił poprzednie rekordy wydajności dla tego typu urządzeń. Podczas testów wygenerował ciąg równy 5,4 newtona przy ponad 100 kW mocy. Obecnym wyzwaniem dla naukowców jest stworzenie silnika, który będzie wystarczająco potężny i stosunkowo niewielki - silnik X3 przenoszony jest przy pomocy dźwigu. W 2018 roku naukowcy przeprowadzą kolejny test, w którym nowy silnik jonowy będzie pracował nieprzerwanie przez 100 godzin.

 


Międzynarodowy pojedynek robotów zobaczymy 17 października!

Już za kilka dni będziemy mogli zobaczyć pierwszy w historii pojedynek wielkich załogowych robotów. Jednak ze smutkiem musimy dodać, że walka już się odbyła a my najwyraźniej będziemy mogli zobaczyć zmontowane nagranie.

 

Ciężkie załogowe maszyny zespołów z Japonii i Stanów Zjednoczonych miały wyjść na ring we wrześniu. W przeszłości data pojedynku była cały czas przekłada, więc podejrzewaliśmy, że również i tym razem wydarzenie zostało nieco przełożone. Jednak amerykański zespół, który jest właścicielem robota Eagle Prime powiadomił, że walka odbyła się i wkrótce będziemy mogli ją obejrzeć.

 

Dowiadujemy się, że pojedynek został zorganizowany w Japonii w opuszczonej stalowni. Amerykański Eagle Prime i japoński Kuratas walczyli bez udziału widowni. Całe zdarzenie było jednak nagrywane. Walka składała się z kilku rund a przerwy między nimi trwały po kilka dni. W tym czasie zespoły zajmowały się naprawą uszkodzeń. Drużyny musiały również stosować się do pewnych reguł. Jedna z nich zakazuje korzystania z narzędzi tnących metal. Inna zasada mówi, że zwycięzcą będzie ten, kto powali drugiego robota lub trwale go unieruchomi.

Nagranie dokumentujące przebieg walki zostanie zamieszczone na serwisie internetowym Twitch 17 października. Wkrótce przekonamy się, czy mamy do czynienia z narodzinami nowego sportu, czy też będzie to tylko zdarzenie jednorazowe.

 


Naukowcy wkrótce powiadomią o kolejnym odkryciu dotyczącym fal grawitacyjnych

Całkiem niedawno naukowcy powiadomili o czwartej detekcji fal grawitacyjnych, które powstały w wyniku kolizji dwóch czarnych dziur. Lecz to jeszcze nie koniec, bowiem już za kilka dni podczas specjalnej konferencji prasowej badacze ogłoszą kolejne ważne odkrycie.

 

14 sierpnia, detektory LIGO i Virgo wspólnie wykryły fale grawitacyjne, które zostały wygenerowane około 1,8 miliarda lat świetlnych od Ziemi gdzie nastąpiła kolizja dwóch czarnych dziur - zdarzenie zostało oznaczone jako GW170814. Okazuje się, że naukowcy najwyraźniej dokonali jeszcze jednego odkrycia a szczegółami podzielą się z nami już za kilka dni. Konferencja prasowa odbędzie się 16 października w Waszyngtonie.

Najrozsądniej byłoby oczywiście poczekać do poniedziałku. Jednak niektórzy spekulują, że naukowcy mogą ogłosić wykrycie fal grawitacyjnych, powstałych w wyniku kolizji obiektów innych niż czarne dziury - np. gwiazd neutronowych. Jak mawiają: poczekamy, zobaczymy.

 


Jak wyglądałoby niebo, gdyby planety Układu Słonecznego znalazły się w miejscu Księżyca?

Księżyc to ciało niebieskie położone najbliżej Ziemi i możemy zobaczyć jego powierzchnię gołym okiem. Pozostałe planety - Wenus, Mars, Jowisz i Saturn zobaczymy na nocnym niebie jedynie jako świecący punkt. Wyobraźmy sobie co by było, gdyby planety Układu Słonecznego znalazły się w miejscu Księżyca.

 

W internecie można znaleźć liczne wizualizacje ukazujące niebo z planetami w miejscu Księżyca. Oczywiście nasz jedyny naturalny satelita jest fascynujący sam w sobie, ale widok wielkiego ciała niebieskiego takiego jak Saturn w tak bliskim sąsiedztwie byłby niesamowity.

 

Odległość między Ziemią a Księżycem wynosi 384 400 kilometrów. Tymczasem promień Saturna wynosi ponad 58 000 kilometrów - to wielokrotnie więcej od promienia Księżyca, który szacowany jest na ponad 1 700 kilometrów.

Istnieją również symulacje, w których w miejscu Słońca umieszczane są inne znane nam gwiazdy. W wielu przypadkach nie da się opracować takiej wizualizacji, ponieważ wiele gwiazd jest tak ogromnych, że z powodzeniem wypełniłyby przestrzeń między Słońcem a Ziemią. Przykładowo gdybyśmy zastąpili Słońce gwiazdą VY Canis Majoris to Merkury, Wenus, Ziemia, Mars, Jowisz i Saturn przestałyby istnieć.

 


US Navy pracuje nad inteligentnymi protezami

Biuro Badawcze Marynarki Wojennej USA nawiązało współpracę z różnymi instytucjami i uniwersytetami, aby opracować nowy rodzaj protezy. Naukowcy chcą zbudować inteligentne kończyny zastępcze, które będą monitorować stan pacjenta i pozwolą uniknąć infekcji. W połączeniu z najnowocześniejszymi technologiami, przyszłe protezy mogą również zapewniać użytkownikowi zmysł dotyku.

 

Projekt prowadzony przez biuro badawcze amerykańskiej marynarki wojennej skupia się na opracowaniu protezy nogi wyposażonej w czujniki. Dzięki nim można będzie na bieżąco monitorować temperaturę ciała i równowagę pH oraz określać ryzyko wystąpienia infekcji. Na podstawie chodu użytkownika urządzenie będzie mogło również ocenić czy proteza jest prawidłowo umieszczona na kości udowej.

 

Powstałe przez specjalistów protezy nogi mają być także bardziej komfortowe w przeciwieństwie do stosowanych obecnie rozwiązań. Użytkownicy kończyn zastępczych będą mogli poruszać się w sposób bardziej naturalny. Zespół opracował już prototypy czujników, które zostały pomyślnie przetestowane w laboratorium, zaś pierwsze badania kliniczne mogą odbyć się już w 2018 roku.

 

Korzystając z najnowszych technologii można sprawić, aby protezy funkcjonowały niemal tak samo jak prawdziwe kończyny. W ostatnich latach naukowcy prezentowali protezy zapewniające właścicielowi zmysł dotyku oraz inteligentną skórę - powłokę, która nie tylko potrafi wyczuć temperaturę danego obiektu, ale także funkcjonuje niczym panele słoneczne i produkuje energię niezbędną dla pracy urządzenia. Zaawansowane protezy znajdą zastosowanie w medycynie oraz w robotyce.

 


NASA chce modyfikować DNA astronautów

Największym zagrożeniem jakie czyha na astronautów w przestrzeni kosmicznej jest zabójcze promieniowanie kosmiczne, które przede wszystkim zwiększa ryzyko wystąpienia nowotworów. Jest to tak naprawdę tylko jeden z wielu problemów, ponieważ człowiek przebywając przez dłuższy czas poza Ziemią zaczyna doświadczać osłabienia kości, zaniku mięśni, zaburzeń wzroku a także problemów psychicznych. Jednak rozwiązanie kwestii ekspozycji astronautów na promieniowanie kosmiczne wydaje się sprawą priorytetową. Proponowanym przez NASA rozwiązaniem jest modyfikacja genetyczna.

 

Agencja ze Stanów Zjednoczonych planuje zorganizować załogową misję na Marsa w latach 30. Lecz w pierwszej kolejności musi zadbać o bezpieczeństwo astronautów. Główny technolog Douglas Terrier ujawnił, że NASA badała możliwość zastosowania leków naprawiających DNA i pozostaje otwarta na inne rozwiązania, np. na zmianę aktywności genów.

 

Dr Terrier twierdzi, że terapia lekowa wydaje się obiecująca - NASA testowała już jedną z terapii na myszach laboratoryjnych i w przyszłym roku rozpocznie badania kliniczne. Lecz agencja rozważa również nad bardziej "ekstremalnymi" rozwiązaniami, w tym nad modyfikacją epigenetyczną. Opcja ta zakłada wyciszanie lub wzmacnianie aktywności konkretnych genów oraz ich modyfikację celem zwiększenia odporności komórkowej astronautów. Dr Terrier zaznaczył, że rozwiązanie to wciąż znajduje się w fazie eksperymentalnej.

Źródło: NASA

Jak sami widzimy, kolonizacja Marsa stała się priorytetem dla różnych agencji kosmicznych oraz prywatnych firm z całego świata. Jesteśmy świadkami wyścigu kosmicznego, w którym najwyraźniej wszystkie chwyty są dozwolone - łącznie z modyfikowaniem genów człowieka.

 


Fizycy mogli wyjaśnić zasadę działania napędu EM Drive

Napęd EM Drive od samego początku wywołuje spore kontrowersje. Silnik ten korzysta wyłącznie z energii elektrycznej i nie emituje żadnego gazu pędnego ani promieniowania poza statek, dlatego większość naukowców utrzymuje, że EM Drive narusza zasadę zachowania pędu i tym samym po prostu nie może działać. Więc albo relatywistyczny napęd elektromagnetyczny nie może działać, choć potwierdzono, że jest inaczej, albo to my zwyczajnie czegoś nie rozumiemy.

 

Zespół fizyków z Uniwersytetu Lizbońskiego skłania się ku tej drugiej tezie. Badacze uważają, że napęd EM Drive działa i co więcej, wcale nie narusza zasad fizyki. Naukowcy twierdzą, że po zastosowaniu często pomijanej teorii w fizyce kwantowej całość zaczyna nabierać sensu.

 

Główni autorzy pracy opublikowanej na łamach czasopisma The Journal of Applied Physical Science International, José Croca i Paulo Castro wskazują na teorię fali pilotującej, która może ostatecznie rozwiązać problemy dotyczące naszego postrzegania funkcjonowania napędu EM Drive. Według niej, obiekt emituje pole falowe i jest przyciągane do obszarów tego pola o większej intensywności lub gęstości energii. W ten sposób pole falowe pilotuje danym obiektem.

 

Fizycy wykazali, że wystarczająco silne i asymetryczne pole elektromagnetyczne może funkcjonować niczym pole falowe. Ponieważ napęd EM Drive w kształcie stożka, opracowany przez NASA Eagleworks Laboratories jest asymetryczny, ściany urządzenia przemieszczają się w kierunku obszarów pola o większej intensywności i w ten sposób powstaje ciąg.

Źródło: NASA

Co prawda fizycy z Uniwersytetu Lizbońskiego nie przeprowadzili (jeszcze) eksperymentów z udziałem napędu EM Drive, lecz ich wyjaśnienia z pewnością przybliżają nas do lepszego zrozumienia zasady działania tego urządzenia. Zaś sami naukowcy twierdzą, że jeśli teoria fali pilotującej faktycznie pozwoli nam rozwiązać tę zagadkę, to dzięki niej będzie można również zwiększyć potencjał tego napędu. Zespół badawczy rozważa przeprowadzenie własnych eksperymentów. Wiele innych zespołów na świecie również interesuje się tematyką i ma zamiar dokładniej przetestować urządzenie. To oznacza, że prawdopodobnie jesteśmy coraz bliżej wyjaśnienia jak działa EM Drive.