Wrzesień 2017

Chiny wykonały pierwsze szyfrowane kwantowo połączenie wideo

Po przeprowadzeniu licznych testów nad komunikacją kwantową przyszedł czas na zastosowania praktyczne. Chińska Akademia Nauk w Pekinie wykonała pierwsze na świecie szyfrowane kwantowo połączenie wideo z Austriacką Akademią Nauk w Wiedniu.

 

W międzynarodowej wideorozmowie udział wzięli Chunli Bai oraz Anton Zeilinge - naukowcy są przewodniczącymi Akademii Nauk w Chinach i Austrii. Szczegóły rozmowy nie zostały ujawnione, lecz bardziej chodzi tu o sam fakt wykorzystania niemożliwej do podsłuchania komunikacji kwantowej. Rozmówcy byli oddaleni od siebie o około 7 500 kilometrów.

 

Chińscy naukowcy aktywnie pracują nad pierwszą na świecie kwantową siecią satelitarną. Znajdujący się na orbicie satelita Micius dostarczał pary splątanych fotonów do stacji naziemnych na rekordową odległość od 1 600 do 2 400 kilometrów. Mimo długiego dystansu, pary cząstek pozostawały splątane i tym samym udowodniono, że komunikacja kwantowa jest możliwa. W sierpniu Micius wykonał również pierwszą kwantową dystrybucję klucza oraz przetestował możliwości podwodnej komunikacji kwantowej.

 

Zaplanowana próba dokonania międzynarodowej wideorozmowy także zakończyła się powodzeniem. Satelita Micius dostarczał pary splątanych fotonów do stacji naziemnych w Chinach i Europie. Tym samym wykonano kolejny znaczący krok ku globalnej komunikacji kwantowej, wykorzystującej zjawisko splątania kwantowego dla zachowania prywatności.

 


Po raz pierwszy w historii podłączono ludzki mózg do internetu

Na Uniwersytecie Witwatersrand w Johannesburgu zdołano podłączyć ludzki mózg do internetu. Nie oznacza to jednak, że potrafimy już przeglądać sieć z pomocą myśli czy wchłaniać nową wiedzę w mgnieniu oka. W ramach projektu Brainternet udało się odczytywać aktywność ludzkiego mózgu i udostępniać dane w internecie w czasie rzeczywistym.

 

Aby tego dokonać, uczestnik eksperymentu założył na głowę specjalne urządzenie, które odczytuje bioelektryczną aktywność mózgu i posiada dostęp do internetu. Fale mózgowe są rejestrowane i przesyłane do minikomputera Raspberry Pi, a następnie udostępniane są na stronie internetowej.

 

Naukowcy pracujący przy projekcie Brainternet chcą ulepszyć swój wynalazek do tego stopnia, aby ludzie odwiedzający stronę mogli za pośrednictwem internetu dostarczać boźdzce i na żywo oglądać reakcje mózgu. Autorzy badania mają nadzieję, że w przyszłości uda się również stworzyć możliwość wysyłania i odbierania informacji przez mózg.

 

Największym zainteresowaniem cieszy się ewentualna możliwość podłączania mózgów do internetu i szybkiego wchłaniania wiedzy. Choć wydaje się to możliwe do osiągnięcia, powstanie zaawansowanych interfejsów mózg-komputer to kwestia lat. Projekt Brainternet jest pierwszym, lecz z pewnością dobrym krokiem w tym kierunku.

 


Naukowcy dokonali precyzyjnego pomiaru fal grawitacyjnych

Kilka godzin temu w Turynie zwołano konferencję prasową. Dyrektor Narodowej Fundacji Nauki Stanów Zjednoczonych France Córdova powiadomiła o zarejestrowaniu fal grawitacyjnych. Najnowsze odkrycie różni się od poprzednich, ponieważ tym razem fale grawitacyjne zostały zaobserwowane nie przez dwa, lecz przez trzy detektory.

 

Przypomnijmy, że pierwszego w historii pomiaru fal grawitacyjnych dokonano w 2015 roku. Są to tzw. zmarszczki czasoprzestrzeni, które przemieszczają się z prędkością światła. Źródłem tych fal są niezwykle masywne ciała niebieskie poruszające się z dużym przyspieszeniem. Dwa lata temu, fale grawitacyjne zostały zarejestrowane przez obserwatorium LIGO. Zdarzenie otrzymało nazwę GW150914 i powstało w wyniku kolizji dwóch czarnych dziur.

 

Od tego czasu kilkakrotnie informowano o wykryciu kolejnych fal grawitacyjnych a jak dowiedzieliśmy się podczas dzisiejszej konferencji prasowej, naukowcy znów dokonali odkrycia. Obserwacja miała miejsce dokładnie 14 sierpnia o godzinie 10:30:43 czasu UTC.

Fale grawitacyjne powstały w wyniku zderzenia się dwóch czarnych dziur o masach 31 i 25 mas Słońca około 1,8 miliarda lat świetlnych od Ziemi, które oznaczono jako GW170814. Obiekty te połączyły się, tworząc jedną czarną dziurę o masie około 53 mas Słońca. Najnowsze odkrycie ma szczególne znaczenie, ponieważ fale grawitacyjne po raz pierwszy zarejestrowano z pomocą trzech detektorów położonych na dwóch różnych kontynentach - dwa z ich należą do obserwatorium LIGO z USA, zaś trzeci wchodzi w skład obserwatorium Virgo we Włoszech. Jest to również pierwsze odkrycie dokonane przez Virgo, a także pierwsza wspólna obserwacja dwóch oddalonych o tysiące kilometrów obserwatoriów, co pozwoliło zlokalizować źródło fal grawitacyjnych ze znacznie większą precyzją niż dotychczas.

Zatem naukowcy po raz czwarty dokonali pomiaru fal grawitacyjnych, a jak zapowiedział rzecznik prasowy LIGO David Shoemaker, na jesień 2018 roku zaplanowano kolejną sesję obserwacyjną, która prawdopodobnie przyniesie kolejne odkrycia. Jest to dopiero początek badań prowadzonych wspólnie przez obserwatoria LIGO i Virgo. Wraz z powstaniem kolejnych detektorów fal grawitacyjnych będzie można utworzyć globalną sieć obserwatoriów, dzięki której źródło fal zostanie zlokalizowane z niebywałą precyzją, zaś naukowcy otrzymają więcej informacji o orientacji orbitujących obiektów i będą mogli przetestować teorię Alberta Einsteina.

 


Kałasznikow zaprezentował prototyp latającego motocykla

Rosyjski koncern zbrojeniowy Kałasznikow, znany z produkcji między innymi karabinków automatycznych, karabinów snajperskich, maszyn bezzałogowych oraz robotów wojskowych ujawnił prototyp latającego motocykla. Wynalazek z dużym prawdopodobieństwem znajdzie zastosowanie w wojsku.

 

Korporacja ujawniła prototyp jednoosobowego pojazdu latającego, który przypomina dużego drona. Podczas demonstracji, użytkownik wzbił się w powietrze i wykonał kilka manewrów. Rosyjskie media sugerują, że ten latający motocykl może znaleźć zastosowanie np. w transporcie ludzi.

 

Kałasznikow planuje w najbliższej przyszłości zaprezentować możliwości tego urządzenia. Niestety nie poznaliśmy danych technicznych tego wynalazku. Koncern ujawnił jedynie, że konstrukcja posiada osiem śmigieł i jest napędzana elektrycznie. Latający motocykl może przewozić tylko jedną osobę i prawdopodobnie będzie przystosowany do transportu sprzętu wojskowego.

Technologie tego typu znajdują zainteresowanie nie tylko wśród rosyjskiej armii. Siły zbrojne Stanów Zjednoczonych również pracują nad tego typu pojazdami latającymi o identycznym przeznaczeniu. Polskim odpowiednikiem dla powyższej maszyny jest Hoverbike Raptor.

 


Pierwszy giętki smartfon Samsunga już w 2018 roku!

Po długich latach oczekiwań najwyraźniej nadszedł czas na pierwsze giętkie smartfony. Samsung od dawna zapowiadał wypuszczenie na rynek giętkiej elektroniki, którą moglibyśmy swobodnie wyginać nie obawiając się uszkodzeń. Z najnowszych doniesień wynika, że pierwsze takie urządzenie ma pojawić się już w 2018 roku.

 

Wyginane ekrany to przede wszystkim nowy i ciekawy bajer, za który konsumenci prawdopodobnie zechcą oddać ostatnie pieniądze. Dzięki giętkości, przyszłe urządzenia otrzymają również zupełnie nowe możliwości, których dziś nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Mówiąc krótko - technologia ma duży potencjał.

Jeśli chodzi o markę Samsung, powinniśmy spodziewać się dosłownie wszystkiego - tak na wszelki wypadek. Może się okazać, że smartfon nie będzie jeszcze gotowy na 2018 rok i trzeba będzie jeszcze poczekać. Istnieje możliwość, że giętki telefon będzie szałowy, albo będzie dosłownie odgrzewanym kotletem biorąc pod uwagę opatentowany w 2016 roku smartfon, który prawdopodobnie będzie zawierał dwa wyświetlacze. "Nowy" telefon może przypominać dawną Motorolę Razr w nowej odświeżonej odsłonie, a wiemy przecież, że konsumenci oczekują czegoś naprawdę nowego.

Samsung zapewnia, że w chwili obecnej nieustannie dopracowuje technologię giętkiej elektroniki, a gdy wszystkie problemy zostaną rozwiązane, nowy smartfon z pewnością pojawi się na rynku. Zamiarem korporacji z Korei Południowej jest ujawnienie światu nowego urządzenia pod nazwą Galaxy Note X w 2018 roku, dlatego musimy jeszcze trochę poczekać. Miejmy nadzieję, że będzie warto.

 


Przełom w metalurgii - inżynierowie wydrukowali w drukarce 3D superwytrzymałe aluminium

Po raz kolejny przekonujemy się, że drukarki 3D mogą odmienić nasz świat na lepszy. Naukowcy z HRL Laboratories, ośrodka badawczego należącego do Boeinga i General Motors, opracowali bardzo wytrzymałe stopy aluminium dzięki technice wytwarzania addytywnego. Nowa metoda sprawiła również, że niespawalne dotąd materiały stały się spawalne.

 

Korzystając z drukarki 3D można stworzyć dowolny aluminiowy przedmiot. W tym celu potrzebne jest sproszkowane aluminium, które drukarka potrzebuje jako "tuszu" i przetapia np. z pomocą laseru. Jednak stosując stopy z serii AL7075 lub AL6061, które charakteryzują się brakiem spawalności, otrzymujemy słabe i kruche aluminiowe części, które nie posiadają żadnego zastosowania.

 

W HRL Laboratories rozwiązano ten problem dodając do sproszkowanego stopu aluminium nanoproszek cyrkonu. Dzięki temu, drukarka 3D wykonała aluminiowy obiekt, który zachował swoją wysoką wytrzymałość. Co więcej, wspomniane wcześniej niespawalne stopy z powodzeniem można wykorzystać w spawalnictwie.

Źródło: HRL Laboratories

Charakteryzujące się wysoką wytrzymałością stopy, np. aluminium z serii AL7075 i AL6061, stosowane są w przemyśle lotniczym oraz samochodowym. Metoda opracowana przez specjalistów z HRL Laboratories sprawia, że drukowanie przedmiotów o dowolnym kształcie i wielkości z wytrzymałych stopów stało się łatwiejsze, szybsze i tańsze i pojawiła się również możliwość zespawania części, których dotychczas nie można było spawać.

 


Naukowcy stworzyli potężne sztuczne mięśnie dla robotów

Trzeba przyznać, że naukowcy skupiają się głównie na rozwoju sztucznej inteligencji - mózgu robotów i zdecydowanie mniej czasu poświęcają na badania nad sztucznym mięśniami. Maszyna potrzebuje ich, aby podnosić masywne przedmioty, podobnie jak człowiek. Naukowcy z Columbia Engineering postanowili stworzyć sztuczne mięśnie czerpiąc inspirację z natury.

 

Wynalazek specjalistów funkcjonuje podobnie do ludzkich mięśni. Nowe syntetyczne, miękkie i lekkie mięśnie potrafią unieść przedmiot o masie ponad tysiąca razy większej od nich samych. Zatem roboty miałyby w tej kwestii ogromną przewagę nad ludźmi. Naukowcy wykonali właśnie wielki krok w kierunku maszyn przyszłości, które będą wykonywać subtelne i precyzyjne ruchy oraz będą praktycznie nie do odróżnienia od człowieka.

 

Wydrukowany w drukarce 3D materiał rozciąga się i kurczy niczym prawdziwy mięsień. Do jego pracy wymagany jest niewielki ładunek elektryczny, który podgrzewa mięsień i prowadzi do jego rozciągnęcia, zaś kurczenie się następuje po jego ochłodzeniu. Materiał został wykonany z gumy silikonowej i etanolu, który umieszczono w mikropęcherzykach. Sztuczny mięsień jest łatwy i tani w produkcji.

Źródło: Aslan Miriyev/Columbia Engineering

Naukowcy przeprowadzili prosty eksperyment, przywiązując sztuczny mięsień do ramienia szkieleta, aby zademonstrować jego działanie. Wynalazek posiada ogromny potencjał i najprawdopodobniej znajdzie zastosowanie w przyszłych robotach. Główny autor badania Aslan Miriyev powiedział, że jego urządzenie jest obecnie najbliższym odpowiednikiem prawdziwych mięśni.

 


Autobus elektryczny firmy Proterra pokonał 1772 kilometry na jednym naładowaniu

Autobus Catalyst E2 Max firmy Proterra pobił światowy rekord w odległości, jaką pokonał na jednym naładowaniu akumulatora. 19 września, pojazd elektryczny przejechał dokładnie 1772 kilometry i nie zatrzymał się ani razu!

 

Osiągnięcie to zostało dokonane na torze testowym w amerykańskim stanie Indiana. Sekretem tego znaczącego sukcesu jest akumulator o pojemności 660 kWh. Gdy weźmiemy pod uwagę, że poprzedni rekord wynosił 1631 kilometrów i należał do niewielkiego eksperymentalnego pojazdu elektrycznego o nazwie Schluckspecht zrozumiemy, że mamy do czynienia z wielkim przełomem.

 

Pokonanie 1772 kilometrów przez autobus elektryczny to jedno - pojawia się oczywiście pytanie ile czasu może zajmować naładowanie akumulatora o takiej pojemności. Warto mieć jednak na uwadze, że przykładowo autobusy pasażerskie kursujące między miastami nie zużyłyby całej baterii w ciągu całego dnia, więc ładowanie akumulatorów mogłoby odbywać się nocą.

 

Co ciekawe, firma Proterra opracowała także system szybiego ładowania dla autobusów, dzięki czemu akumulator o pojemności 660 kWh zostanie naładowany do pełna w ponad godzinę. Kolejne osiągnięcia w tej dziedzinie sprawiają, że na ulicach miast będzie pojawiać się coraz więcej pojazdów elektrycznych, zaś pojazdów spalinowych będzie stopniowo ubywać.

 


Ile wart jest Księżyc?

Ziemia posiada tylko jednego naturalnego satelitę - jest nim Księżyc. Ciężko byłoby wyobrazić sobie jego utratę, gdyż wywiera on wpływy nie tylko na naszą planetę, ale także na nas samych. To dzięki niemu możemy obserwować takie zjawiska jak np. zaćmienie Słońca. To Księżyc sprawia, że noc nie jest czarna jak kawa. Lecz w dzisiejszym świecie niestety wszystko można spieniężyć - nawet Księżyc.

 

Większość z nas spogląda na Srebrny Glob z bardzo różnych przyczyn, ale na pewno nie z powodów finansowych. Na Ziemi istnieje jednak garstka ludzi, która coraz szybciej się powiększa i liczy, że pewnego dnia będzie mogła okraść Księżyc z jego zasobów. Rabunek ten przybrał definicję górnictwa kosmicznego.

 

Ponieważ zasoby Ziemi kurczą się w zastraszającym tempie ze względu na ich wzmożone wydobycie i wykorzystanie przyszedł czas, aby nasza cywilizacja zaczęła spoglądać w kierunku ciał niebieskich jeśli chce przetrwać kolejne dekady i stulecia. Cele dla przyszłych potencjalnych misji kosmicznych już zostały wyznaczone - teraz należy jedynie stworzyć możliwość wykonania lotu na asteroidę lub Księżyc, aby rozpocząć wydobycie surowców i zacząć transportować je na Ziemię.

 

W przypadku asteroidy pojawiały się propozycje, aby z pomocą najnowszych technologii odpowiednio zmodyfikować trajektorię lotu, tak aby orbitowała wokół Ziemi. Oczywiście jest to ryzykowne podejście, ponieważ ciało niebieskie może ewentualnie uderzyć w Ziemię. Dlatego pojawiają się sugestie, aby górnictwo kosmiczne rozpocząć na Księżycu, który jest wielki i znajduje się cały czas w pobliżu naszej planety.

Pamiętajmy, że zgodnie z traktatem o przestrzeni kosmicznej, który został przyjęty w 1967 roku, Księżyc nie może stać się własnością żadnego państwa, korporacji ani osoby prywatnej, zaś każde państwo na Ziemi posiada takie samo prawo do prowadzenia badań naukowych na Srebrnym Globie dla dobra wszystkich krajów. Nie wolno zatem tak po prostu polecieć na Księżyc i zająć sobie fragment terenu - chyba, że prawo dotyczące przestrzeni kosmicznej ulegnie zmianie. Jednak traktat nie reguluje kwestii wydobycia cennych minerałów, metali szlachetnych i surowców energetycznych.

 

Ciekawostką jest, że Amerykanin Dennis Hope założył w 1980 roku przedsiębiorstwo pod nazwą Ambasada Księżycowa. Jak sam stwierdził, odnalazł lukę we wspomnianym wcześniej traktacie i zaczął tak po prostu sprzedawać działki na Księżycu. Hope najwyraźniej trafił na bardzo dochodowy biznes, gdyż sprzedał ponad 2,5 miliona jednoakrowych działek w cenie 19,99 dolara za każdą (+ 1,51 dolara jako "podatek księżycowy" i 12,50 dolara za dostarczenie umowy do rąk właściciela), choć nie włożył w ten interes ani grosza. Ambasada Księżycowa utrzymuje, że posiada wyłączne prawo do sprzedaży terenów na Księżycu, a także na innych planetach Układu Słonecznego i w ogóle w całym kosmosie.

 

Brzmi to oczywiście niedorzecznie i tak też jest to traktowane. Jednak na tej podstawie moglibyśmy oszacować wartość powierzchni Srebrnego Globu. Biorąc pod uwagę, że Księżyc posiada powierzchnię 9,37 miliarda akrów, zaś jeden akr kosztowałby 20 dolarów możemy powiedzieć, że całkowita powierzchnia Srebrnego Globu jest warta około 187 miliardów dolarów. Kwestia ta nie ma zbyt wielkiego znaczenia, ponieważ dotyczy zakupu terytorium w kosmosie, czego traktat z 1967 roku wyraźnie zakazuje. Spróbujmy zatem ustalić, jak w tytule, ile wart jest Księżyc.

 

Nasz jedyny naturalny satelita zawiera wiele cennych pierwiastków, które w kosmosie będą posiadać zupełnie inną wartość niż na Ziemi. Zdaniem prawnika Jima Dunstana, jednym z nich jest woda, ponieważ można ją rozbić na tlen do oddychania dla ludzi oraz wodór, który może znaleźć zastosowanie w paliwie rakietowym. Dostarczanie wody z Ziemi na Księżyc wiązałoby się z ogromnymi kosztami - od 200 do nawet 800 tysięcy dolarów za kilogram. Niektóre szacunki wskazują, że Srebrny Glob może posiadać przynajmniej 600 milionów ton wody. Biorąc pod uwagę koszty transportu z Ziemi, Dunstan podsumowuje, że cała woda na Księżycu może posiadać wartość od 120 do 480 kwadrylionów dolarów.

 

Kolejny ważny pierwiastek to hel-3, który posiada ogromną wartość ze względu na jego niedobory na Ziemi. Izotop ten można wykorzystać jako paliwo w reaktorach fuzji jądrowej, dzięki czemu posiadalibyśmy praktycznie nieograniczone źródło energii. Na Księżycu jest go wystarczająco dużo, abyśmy mogli rozwiązać nasze problemy energetyczne. Mówiąc konkretniej, według szacunków, na Srebrnym Globie może znajdować się nawet 5 milionów ton helu-3, choć nie będziemy w stanie wydobyć wszystkiego, zaś jedyne 100 ton zapewniłoby energii dla mieszkańców planety na cały rok. Zatem ile może być wart cały hel-3 na Księżycu? Prawdopodobnie od kilkunastu do kilkudziesięciu kwadrylionów dolarów.

Źródło: Dassault Systèmes

Księżyc posiada również duże ilości metali z grupy platynowców - szacunkowo około 20 razy więcej niż na Ziemi, a także złoto, kobalt i żelazo warte tryliony dolarów. Wszystko to razem wzięte daje nam ogromną sumę pieniędzy rzędu setek kwadrylionów dolarów. Dokładnej kwoty nie da się ustalić, ponieważ wciąż zbyt mało wiemy na temat Księżyca i zawartych w nim pierwiastków. Obliczenia te opierają się niestety wyłącznie na prostych szacunkach. Pamiętajmy również, że na wartość całkowitą księżycowych metali i minerałów wpływa koszt zbudowania i dostarczenia maszyn specjalnie zaprojektowanych do pracy w kosmicznych warunkach, koszt wydobycia surowców i przetransportowania ich na Ziemię. Sprawa miałaby się inaczej, gdyby surowce księżycowe były wykorzystywane w przestrzeni kosmicznej.

 

Tak samo jest w przypadku helu-3. Wydobycie i przesłanie na Ziemię tego izotopu wiąże się z kosztami, tak samo jak zbudowanie sprawnego reaktora fuzyjnego, którego przecież nadal nie posiadamy. Mimo wszystko, górnictwo kosmiczne na dłuższą metę i tak okaże się opłacalne. Dlatego międzynarodowy wyścig w tej kwestii trwa od dawna a korporacja, która jako pierwsza sprowadzi na naszą planetę pierwsze surowce, zostanie zapisana na kartach historii - nie wspominając o obrzydliwych bogactwach z tym związanych.

 


Eksperci twierdzą, że świat może całkowicie przestawić się na energię odnawialną do 2050 roku

Wiele państw świata decyduje się na przejście z nieekologicznych źródeł energii na tzw. zieloną energię. Próbuje się zatem porzucić węgiel, ropę naftową i inne paliwa kopalne na rzecz energii odnawialnej i ekologicznej. Jest to oczywiście zadanie bardzo trudne do realizacji, ale pozostaje możliwe do wykonania. Takiego zdania są eksperci, którzy opracowali raport prezentujący indywidualne rozwiązania dla każdego ze 139 państw świata celem całkowitego przejścia na energię odnawialną najpóźniej w 2050 roku.

 

Specjaliści obliczyli, że w 2012 roku cała ludzkość zużyła 12,1 terawata energii, natomiast zapotrzebowanie na energię do 2050 roku wzrośnie do 20,6 terawata - zakładając, że wszystkie kraje na świecie nie zmieniłyby swojego podejścia w kwestii zaopatrywania się w energię. Jednak gdyby nastąpiła radykalna zmiana i wszyscy zaczęliby korzystać z odnawialnych źródeł energii, globalne zapotrzebowanie spadłoby do 11,8 terawata. Według naukowców, spadek ten wynikałby z tego, że elektryczność jest bardziej wydajna niż spalanie.

 

Jako przykład podano samochód elektryczny, którzy zgodnie z obliczeniami wykorzystuje 80-82% energii dla napędzania pojazdu, zaś reszta marnuje się w postaci ciepła. Z kolei w przypadku samochodu zasilanego benzyną tylko 17-20% energii idzie w napęd pojazdu - reszta marnowana jest jako ciepło. Co więcej, energia jest potrzebna także dla wydobycia, oczyszczenia i transportu paliw kopalnych, wykorzystywanych do jej pozyskiwania.

 

Mark Jacobson, dyrektor programu Atmosfera i Energia prowadzonego przez Uniwersytet Stanforda zajmował się w przeszłości problemami dotyczącymi zanieczyszczenia powietrza i wpływu na klimat poprzez pozyskiwanie nieekologicznych źródeł energii, natomiast od 1999 roku zaczął pracować nad rozwiązaniami. W 2009 roku, wraz z Markiem Delucchi, naukowcem z Instytutu Studiów Transportowych na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley opublikował raport, w którym wyjaśniono w jaki sposób cały świat mógłby przestawić się na energię odnawialną. Od tego czasu Jacobson i Delucchi kontynuowali swoje prace tworząc indywidualne rozwiązania dla 139 państw świata.

 

Przede wszystkim badacze wykazali, że całkowita rezygnacja z paliw kopalnych w poszczególnych krajach na rzecz zielonej energii jest możliwa w wyniku połączenia energetyki słonecznej, wiatrowej, wodnej i geotermalnej. Choć proces ten byłby kosztowny to na dłuższą metę przyniósłby znaczne korzyści. Zdaniem naukowców, powietrze byłoby mniej zanieczyszczone, cofnęlibyśmy globalne ocieplenie radykalnie zmniejszając emisję dwutlenku węgla i zapobieglibyśmy pożarom, zmianom pogodowym, epidemiom i śmierci wielu ludzi wynikającej ze zmian klimatycznych. Do 2050 roku świat uratowałby 4-7 milionów ludzi przed śmiercią wynikającą z zanieczyszczeń powietrza, na świecie powstałoby ponad 24 miliony nowych miejsc pracy a kraje zaoszczędziłyby ponad 20 bilionów dolarów na kosztach opieki zdrowotnej i ochrony klimatu.