Marzec 2017

Fizycy uważają, że czarne dziury mogą emitować ciemną materię

W ostatnich latach, naukowcy dokonali kilku ważnych odkryć. Mowa przede wszystkim o wykryciu bozonu Higgsa, na którego polowano od niemal 50 lat, oraz fal grawitacyjnych, których istnienie przewidywano od 100 lat. Już za kilka tygodni w ramach programu Event Horizon Telescope wykonamy pierwsze zdjęcie czarnej dziury. Fizycy teoretycy zaproponowali aby dokładnie przyjrzeć się tym obiektom i sprawdzić czy mogą emitować ciemną materię poprzez fale grawitacyjne.

 

Odkrycie fal grawitacyjnych, zmarszczek na czasoprzestrzeni, może ułatwić naukowcom poszukiwanie nowych cząstek, które wchodzą w skład ciemnej materii - tworzy ona nawet 80% masy Wszechświata. Badacze są zainteresowani aksjonami - hipotetycznymi cząstkami, których poszukujemy od 40 lat.

 

Czarne dziury to potężne obiekty kosmiczne, które przyciągają i pochłaniają dosłownie wszystko, łącznie ze światłem. Czarne dziury posiadają niezwykle silne pole grawitacyjne a gdy zderzają się ze sobą, tworzą fale grawitacyjne. Masha Baryakhtar z Instytutu Fizyki Teoretycznej Perimeter w Waterloo podejrzewa, że te ciała niebieskie mogą emitować aksjony - cząstki miliardy razy lżejsze od elektronu, które mogą oddziaływać grawitacyjnie.

 

Zakładając słuszność teorii Baryakhtara, aksjony mogą emitować fale grawitacyjne, które być może jesteśmy w stanie wykryć przy pomocy naszych ziemskich instalacji. Obecnie posiadamy trzy detektory fal grawitacyjnych - dwa instrumenty o nazwie LIGO w Waszyngtonie i w Luizjanie oraz Virgo we Włoszech. Jeśli instrumenty te zostaną odpowiednio ulepszone, być może naukowcy zdołają namierzyć te aksjony.

 

Powyższa teoria ma przede wszystkim wyjaśnić czym właściwie jest ciemna materia. Baryakhtar połączył ze sobą czarne dziury, fale grawitacyjne oraz ciemną materię w całość. Naukowcy nie ukrywają, że są zafascynowani nowym podejściem. Niestety miną jeszcze lata zanim nasza ziemska technologia rozwinie się do tego stopnia abyśmy mogli sprawdzić czy Baryakhtar jest blisko rozwiązania tej zagadki.

 


Naukowcy stworzyli sztuczną skórę, która funkcjonuje niczym panele słoneczne

Protetyka wchodzi na wyższy poziom. Wszystko za sprawą nowego wynalazku naukowców z Uniwersytetu w Glasgow, gdzie opracowano pierwszą sztuczną skórę dla protez, która przekształca promienie słoneczne w energię elektryczną.

 

Inżynierowie stworzyli skórę z grafenu - materiału, który idealnie sprawdził się w tym przypadku. Jest on lekki, wytrzymały i przepuszcza aż 98% światła słonecznego. Wykorzystano więc grafen do stworzenia "solarnej skóry", która pozwoli zasilać przyszłe protezy.

 

Rozwiązanie to sprawi, że przyszłe sztuczne kończyny będą się same zasilały. Naukowcy będą teraz pracować nad możliwością magazynowana tej energii w bateriach.

"Moi koledzy i ja poczyniliśmy już znaczące kroki w tworzeniu protetycznych prototypów, które integrują syntetyczną skórę i są zdolne do wykonywania bardzo czułych pomiarów nacisku. Pomiary te oznaczają, że proteza dłoni może wykonywać trudne zadania, takie jak prawidłowe chwytanie miękkich materiałów, z którymi inne protezy mają problemy. Wykorzystujemy również innowacyjne strategie druku 3D do produkcji bardziej przystępnych cenowo protez" - powiedział dr. Ravinder Dahiya.

Sztuczna skóra funkcjonująca niczym panele słoneczne w istotny sposób może rozwiązać problemy z zasilaniem masywnych robotów. Nowy wynalazek posiada zatem zastosowania zarówno w medycynie, jak i robotyce.

 


X-37B pobił kolejny rekord pobytu na orbicie

Amerykański wahadłowiec X-37B, wykonujący misję kosmiczną której szczegóły pozostają w większości tajne, pobił właśnie kolejny rekord. Maszyna przebywa na orbicie okołoziemskiej aż 675 dni, lecz nikt nie wie kiedy powróci na Ziemię.

 

X-37B wykonuje obecnie czwartą misję. W przestrzeni kosmicznej znajduje się drugi egzemplarz wahadłowca, który wykonuje drugi lot. Ten bezzałogowy prom został wyniesiony 10 maja 2015 roku przy pomocy rakiety Atlas 5 z przylądka Canaveral.

Źródło: United Launch Alliance

Siły Powietrze Stanów Zjednoczonych nie podały żadnego komunikatu. Nie wiemy zatem ani kiedy, ani nawet gdzie wyląduje ta maszyna. Czwarta misja trwa już 675 dni i będzie jeszcze trwała, lecz nikt nie wie jak długo.

Źródło: USAF

Najważniejsze szczegóły misji są oczywiście tajne. Jedyna informacja jaką podano dotyczy przeprowadzanych testów silnika jonowego oraz różnych materiałów. Amerykańscy wojskowi zwykle nie potwierdzają ani nie zaprzeczają jakimkolwiek pogłoskom, ale kategorycznie odrzucają plotki, które sugerują, że X-37B jest w rzeczywistości bronią kosmiczną.

 


Izraelski artysta wydrukuje w drukarce 3D książkę w kształcie głowy Alberta Einsteina

Z pomocą drukarek 3D można stworzyć dosłownie wszystko - łącznie z pistoletami, samochodami, domami oraz żywnością. Istnieje jednak pewna rzecz, która dla druku 3D będzie stanowić ogromne wyzwanie. Jest to przedmiot, z którym mamy kontakt praktycznie każdego dnia w domu lub w bibliotece. Chodzi o książkę, lecz ta będzie na swój sposób wyjątkowa.

 

W 2016 roku minął wiek od opublikowania pracy Alberta Einsteina, która opisywała ogólną teorię względności. Aby to uczcić, postanowiono stworzyć niezwykłą książkę. W jej wnętrzu znajdą się myśli 100 największych naukowców, artystów i wizjonerów. Mówi się, że książki nie ocenia się po okładce - w tym konkretnym przypadku będzie można sobie na to pozwolić.

 

Izraelski artysta Ron Arad posiada już gotowy projekt książki o nazwie "Genius: 100 Visions of the Future" (Geniusz: 100 Wizji Przyszłości). Cała książka ma powstać w drukarce 3D w jednym procesie. Korzystając z techniki selektywnego spiekania laserowego, urządzenie będzie musiało stworzyć książkę oraz 100 kartek, które zostaną wykonane z poliamidu. Każda z kartek będzie zawierała otwory w kształcie liter. Ponadto, książka ma posiadać kształt głowy fizyka Alberta Einsteina.

Źródło: Ron Arad Studios

Projekt jest niezwykle trudny do zrealizowania, ale nie jest niemożliwy. Jeśli się uda, będzie to pierwsza na świecie książka, opracowana dzięki drukarce 3D. Ron Arad chce wydrukować łącznie 300 takich książek a jedna z nich powstanie na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Dzieło artysty zostanie zaprezentowane 10 września w Montrealu.

 

Źródła:

http://www.popsci.com/3d-printed-bound-book

http://www.alberteinsteinfoundation.com/100-visions-of-the-future


Naukowcy przetestują na człowieku lek odwracający procesy starzenia, który posłuży w walce z wieloma chorobami

Naukowcy z Uniwersytetu Południowej Walii dokonali wielkiego odkrycia, które pozwoli opracować lek odwracający efekty starzenia się. Środek ten posłuży do walki z chorobami nowotworowymi a także mógłby zapewnić człowiekowi ochronę przed zabójczym promieniowaniem kosmicznym, co zainteresowało agencję NASA.

 

Zespół naukowców badał w jaki sposób dinukleotyd nikotynoamidoadeninowy (NAD+), nukleotyd pełniący istotną rolę w procesach oddychania komórkowego, zaangażowany jest w naprawę DNA. Podczas eksperymentów, badacze podawali myszom mononukleotyd nikotynoamidowy (NMN), czyli prekursor związku NAD+. Okazało się, że komórki stały się jeszcze bardziej aktywne w naprawianiu DNA, uszkodzonego w wyniku promieniowania i starzenia się.

 

Profesor David Sinclair powiedział, że eksperyment ten pozwolił odmłodzić komórki starych gryzoni a ich zdolność do naprawy DNA przypominała tę, jaką posiadają młode osobniki. Udało się odkryć wyjątkowy mechanizm, którego wykorzystanie pozwoli opracować lek posiadający interesujące zastosowania w medycynie - odwracanie procesów starzenia się, leczenie chorób nowotworowych, Alzheimera oraz cukrzycy.

 

Amerykańska agencja NASA jest zainteresowana możliwością zapewnienia skutecznej ochrony przed szkodliwym promieniowaniem kosmicznym. Niewykluczone, że przyszli astronauci, zanim wyruszą w podróż na Marsa, będą zażywali nowy lek, dzięki któremu nie zaczną chorować na nowotwory spowodowane ekspozycją na promieniowanie. Wiele tak naprawdę zależy od kolejnych eksperymentów, które tym razem zostaną przeprowadzone na człowieku. Badania mają odbyć się już w ciągu 6 miesięcy. Naukowcy twierdzą, że opracowany przez nich lek może pojawić się na rynku w ciągu kilku lat.

 


Soczewki kontaktowe marki Sony zamienią nasze oko w kamerę

Japońskie przedsiębiorstwo Sony otrzymało patent na wyjątkową soczewkę kontaktową. W rzeczywistości, jest to połączenie soczewki z kamerą. Niezwykłe urządzenie pozwoliłoby użytkownikowi robić zdjęcia i nagrywać filmy przy pomocy jednego mrugnięcia.

 

Patent opisuje soczewkę kontaktową, wyposażoną w inteligentne sensory, które podobno pozwolą odróżnić mrugnięcie mimowolne od celowego. Chodzi o to aby soczewka nie robiła przypadkiem zdjęć wbrew naszej woli. Jest to pierwszy patent na urządzenie, które potrafi zamienić ludzkie oko w kamerę - soczewki kontaktowe marki Google i Samsung posiadają już inne zastosowania.

Źródło: United States Patent and Trademark Office

Urządzenie opatentowane przez Sony będzie posiadało czujniki piezoelektryczne, dzięki którym każdy ruch oka zostanie przekształcony w energię elektryczną. Będziemy mogli robić zdjęcia, nagrywać filmy i ewentualnie przesyłać je z pomocą Wi-Fi do komputera lub smartfona. Soczewki kontaktowe Sony mogą zawierać również funkcję powiększania obrazu, autofokus lub stabilizację obrazu.

 

Zatem firma z Japonii chce przekształcić nasze oczy w kamery. Jeszcze kilka lat i obecność urządzeń tego typu stanie się zupełnie normalna. Ciekawe jak będzie z ochroną naszej prywatności. Miejmy nadzieję, że te zaawansowane soczewki kontaktowe nie będą mogły wykonywać zdjęć i wysyłać ich przez internet bez naszej wiedzy.

 


Marynarka wojenna USA przetestowała działo szynowe

Biuro Badań Marynarki Wojennej USA (ONR) opublikowało nagranie, przedstawiające testy działa szynowego. Tzw. railgun, opracowane przez koncern przemysłu zbrojeniowego BAE Systems, ma w najbliższych latach wejść w skład marynarki wojennej Stanów Zjednoczonych.

 

Działo szynowe składa się z dwóch podłączonych do prądu szyn, pomiędzy którymi znajduje się metalowy pocisk. W momencie włączenia zasilania, powstaje silne pole magnetyczne, które wypycha nabój z ogromną siłą. Railgun, określany również mianem działa kinetycznego, został przetestowany w listopadzie 2016 roku przez US Navy. Wystrzelony pocisk osiągnął prędkość ponad 7000 km/h.

 

Ta nowoczesna broń posiada istotne zalety, przez co cieszy się sporym zainteresowaniem. Metalowe pociski potrafią przebić każdą osłonę i mogą pokonać setki kilometrów. Koszt wystrzelenia jednego naboju jest zdecydowanie mniejszy niż w przypadku rakiety. Amunicję dla działa szynowego można przechowywać bez obaw o ryzyko niekontrolowanej eksplozji. Okręt mógłby zabrać setki takich pocisków. Z drugiej strony, railgun wymaga ogromnych ilości energii elektrycznej, stąd problemy z wprowadzeniem nowej technologii.

 

Podczas ostatnich testów, US Navy wypróbowało działo szynowe, zbudowane przez BAE Systems, które w przyszłości ma pojawić się na pokładzie okrętu. Z kolei firma General Atomics opracowuje wersję lądową railgun. Stany Zjednoczone nie podają konkretnej daty wcielenia do armii elektromagnetycznych armat.

 


Stosowanie nawigacji satelitarnej wyłącza niektóre regiony w mózgu

Dzisiejsza technologia ułatwia nam życie każdego dnia. Nie pozostaje to jednak bez wpływu na nasz mózg. Naukowcy potwierdzili, że stosowanie nawigacji satelitarnej wyłącza niektóre regiony w ludzkim mózgu.

 

Badacze z departamentu psychologii eksperymentalnej w University College London wykazali, że gdy ochotnicy samodzielnie poszukiwali trasy bez korzystania z jakichkolwiek wspomagaczy, w hipokampie i korze przedczołowej zaobserwowano wyraźną aktywność neuronów. To oznacza, że mózg brał aktywny udział w tej czynności. Sytuacja się jednak zmieniła, gdy uczestnicy badania posługiwali się nawigacją satelitarną.

 

Eksperyment pokazuje, że gdy technologia wyręcza nas w zadaniach umysłowych, niektóre regiony w mózgu po prostu nie wykazują zainteresowania otoczeniem. Zdaniem badaczy, regularne korzystanie z nawigacji może mieć na nas długoterminowy wpływ. Użytkownicy GPSa będą mieć większe problemy z nawigacją po mieście i ulicach, gdy zostaną zdani wyłącznie na siebie.

 

Jest to jeden z najprostszych przykładów, który dokładnie obrazuje problem. Technologia wyręcza dziś ludzi niemal na każdym kroku. Korzystanie z GPSa upośledza nasze zdolności nawigacyjne. Innym przykładem może być regularne korzystanie z kalkulatora, co z kolei utrudnia naszą umiejętność liczenia w pamięci. Warto więc od czasu do czasu zrezygnować z urządzeń, które zwykle mamy pod ręką i wyćwiczyć mózg, zapewniając sobie nieco aktywności umysłowej.

 


Polacy powtórzyli eksperyment Milgrama

Psycholog Stanley Milgram przeprowadził w latach 1961-1962 znany eksperyment, który miał sprawdzić jak wielki poziom posłuszeństwa panuje wśród mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Okazało się, że wielu uczestników badania było w stanie razić prądem elektrycznym drugą osobę, ponieważ "taki otrzymali rozkaz". Podobny eksperyment został przeprowadzony w Polsce - wyniki są mocno zaskakujące.

 

Po II wojnie światowej, wielu niemieckich nazistowskich zbrodniarzy zostało schwytanych i osądzonych. Zwykle tłumaczyli się przed sądem, że brali udział lub przyczyniali się do masowych mordów, ponieważ takie otrzymali rozkazy. Stanley Milgram zastanawiał się nad przyczynami ślepego posłuszeństwa. Uznał, że naród niemiecki posiada najwyraźniej skłonności do podporządkowywania się rozkazom. Postanowił więc przeprowadzić stosowny eksperyment aby to sprawdzić.

 

Milgram znalazł 40 ochotników w wieku od 20 do 50 lat. Posiadali różne wykształcenie oraz zawód. Każdy z nich był badany i oceniany osobno. Eksperyment odbywał się w laboratorium. Tam uczestnik badania spotkał się z drugą podstawioną osobą (aktorem), gdzie eksperymentator przydzielił im odpowiednie role. Jednak w wyniku sfingowanego losowania każdy z ochotników odgrywał rolę "nauczyciela", zaś aktor był "uczniem".

 

Uczestnicy myśleli, że biorą udział w badaniu, którego wyniki mają określić w jaki sposób kary mogą wpływać na pamięć człowieka. W rzeczywistości, Milgram sprawdzał zachowania osób biorących udział w tym teście - skupiał się przede wszystkim na ich bezwzględnym posłuszeństwie wobec autorytetu jakim był eksperymentator.

 

"Uczeń" został przywiązany do krzesła a jego ręce zostały podłączone do elektrod, po czym "nauczyciel" wraz z eksperymentatorem udali się do sąsiedniego pomieszczenia. Uczestnik badania siedział przy aparaturze, która posiadała 30 przycisków i pozwalała aplikować wstrząsy elektryczne o różnym natężeniu - od 15 V do 450 V.

Źródło: Wikipedia

"Nauczyciel" wypowiadał z przygotowanej wcześniej listy różne słowa w parach po czym sprawdzał pamięć "ucznia", który za pomocą przycisków miał wskazać prawidłowe rozwiązanie. Gdy "uczeń" pomylił się, "nauczyciel" miał zastosować wobec niego elektrowstrząsy w ramach kary. Z każdym popełnionym błędem, moc wstrząsu była zwiększana.

 

Jednak uczestnik badania nie wiedział, że "uczeń" w rzeczywistości nie był rażony prądem a wszystkie okrzyki były odtwarzane z taśmy. "Nauczyciel" miał kontynuować badania a gdy zaczynał się wahać, eksperymentator stanowczo i zdecydowanie odpowiadał mu, że testy należy kontynuować nawet za wszelką cenę, lecz nie zmuszał go do tego. Stanley Milgram ustalił konkretne zasady - gdy "nauczyciel" 4 razy z rzędu odmówi podania kolejnych elektrowstrząsów, badanie zostałoby wtedy przerwane. Wszystko tak naprawdę było w rękach "nauczyciela", który w takiej sytuacji faktycznie używał tej aparatury i decydował o życiu lub śmierci ofiary.

 

Wyniki poważnie zaniepokoiły samego Milgrama, jak i wielu naukowców. Okazało się bowiem, że aż 65% uczestników badania zastosowało wobec "ucznia" największe napięcie elektryczne, tj. 450 V. Głośne i przeraźliwe okrzyki oraz przerażająca cisza i brak reakcji na zadawane pytania były czasem ignorowane przez "nauczycieli". Nikt tak naprawdę nie zdołał przewidzieć jak zakończy się ten eksperyment. Psychiatrzy zakładali, że napięcie 450 V mogłoby zostać podane najwyżej przez jedną osobę na tysiąc.

 

Testy osobowości nie wykazały aby ktokolwiek z uczestników mógł być sadystą. Zresztą po badaniach, stan psychiczny "nauczycieli" był w bardzo złym stanie co sugeruje, że nikt nie czerpał przyjemności ze stosowania elektrowstrząsów na drugim człowieku. Każdy z nich mógł tak po prostu wyrazić sprzeciw, powiedzieć stanowcze "nie", ale z jakiegoś powodu niemal każdy uczestnik bezmyślnie wykonywał rozkazy.

 

Stanley Milgram był niezwykle zaskoczony. Jak sam mówił, eksperyment chciał przeprowadzić najpierw na terenie Stanów Zjednoczonych, a następnie zachęcić do swojego badania Niemców. Szybko jednak zmienił zdanie i stwierdził: "Znalazłem tu (w Ameryce) tyle posłuszeństwa, że wcale już nie było powodu jechać do Niemiec". 

"Miałem okazję obserwowania jednego z badanych – dojrzałego i zrównoważonego biznesmena, wchodzącego z uśmiechem i pewnością siebie do laboratorium. Po 20 minutach ten sam człowiek był trzęsącym się i wiercącym, jąkającym się nerwowo wrakiem na granicy załamania psychicznego. Bez przerwy wyłamywał sobie palce i pociągał się za ucho. W pewnym momencie przyłożył obie pięści do czoła ze słowami: "Boże, niech się to wreszcie skończy". A jednak reagował na każde słowo badacza i posłusznie ulegał jego poleceniom aż do samego końca" - powiedział Stanley Milgram.

Eksperyment naukowca był wielokrotnie powielany w innych państwach. Wyniki badań za każdym razem zaskoczyły samych naukowców. Okazuje się, że podobny test został powtórzony przez psychologów z wrocławskiego wydziału Uniwersytetu SWPS - po raz pierwszy w naszym kraju i jednocześnie po raz pierwszy w Europie Środkowej.

 

Polski zespół badawczy, podobnie jak Milgram, chcieli sprawdzić jaki jest poziom posłuszeństwa wśród mieszkańców naszego kraju. W eksperyment zaangażowało się 40 mężczyzn i 40 kobiet w wieku od 18 do 69 lat. Test przebiegał dokładnie tak samo jak w USA w latach 60. z jedną różnicą - polscy naukowcy posiadali aparaturę z 10 przyciskami. Można powiedzieć, że ochotnicy z Polski wypadli jeszcze gorzej.

 

Podczas badań, aż 90% uczestników użyło najmocniejszego napięcia elektrycznego przeciwko "uczniowi". "Nauczyciele" buntowali się jednak częściej gdy mieli świadomość tego, że "uczniem" jest kobieta. Jeden z autorów eksperymentu dr Tomasz Grzyb powiedział, że każdy uczestnik wykazywał się wyraźnym posłuszeństwem - bez względu na jego iloraz inteligencji, wykształcenie lub wiek. Stwierdzono jednak, że nie udało się znaleźć jednego wzorca opisującego ludzi, którzy odmawiali wykonania rozkazu a z przeprowadzonego eksperymentu nie można wyciągnąć mocnych wniosków.

 

Poniższe nagranie prezentuje przebieg badania, przeprowadzonego ponad 50 lat temu przez Milgrama. Choć niektóre osoby były wyraźnie zaniepokojone krzykami, które dobiegały rzekomo w sąsiedniego pomieszczenia gdzie przebywał "uczeń" i potrafiły przedwcześnie zrezygnować z dalszej działalności, to w ostatnim przypadku mamy przykład człowieka nadmiernie posłusznego. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że "uczeń" wspominał coś o problemach z sercem, krzyczał z bólu i domagał się wstrzymania eksperymentu, lecz mimo tego kontynuował aż do samego końca -  nawet gdy na zadawane pytania nie otrzymywał już odpowiedzi. Naukowcy nie potrafią wyjaśnić tego zjawiska.

 

Źródła:

http://journals.sagepub.com/doi/10.1177/1948550617693060

https://pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_Milgrama

http://mysteriousuniverse.org/2017/03/repeat-of-famous-shock-test-shows-people-still-obey-...


Armia USA otrzyma potężne działo laserowe dla pojazdów lądowych

Koncern zbrojeniowy Lockheed Martin powiadomił o przeprowadzonych testach nowego działa laserowego. Armia Stanów Zjednoczonych powinna otrzymać jeszcze potężniejszą broń laserową już w ciągu kilku najbliższych miesięcy.

 

W 2014 roku, przy pomocy działa laserowego o mocy 10 kilowatów udało się zniszczyć nadlatujące pociski moździerzowe. Marynarka wojenna posiada obecnie laser, którego moc wynosi 30 kilowatów. Natomiast Lockheed Martin przetestował niedawno 58-kilowatowy laser.

 

Najnowsze działo jest lżejsze i potężniejsze. Posiada dosyć spore rozmiary, ale można je zainstalować na pojazdach opancerzonych. Nie jest to jednak zbyt korzystne rozwiązanie, gdyż broń laserowa potrzebuje ogromnych zapasów energii.

 

Działo tego typu będzie stosowane głównie do zwalczania dronów, małych samolotów lub nadlatujących rakiet. Jest zdecydowanie bardziej przydatne w defensywie niż w ofensywie. Ostatnio doszło do incydentu, w którym tarcza antyrakietowa Patriot, przy pomocy rakiety wartej 3 miliony dolarów, zestrzeliła kilkusetdolarowego drona. Przy tej okazji zasugerowano, że działo laserowe mogłoby zniszczyć bezzałogowca przy znacznie mniejszych kosztach. Dlatego Izrael już od kilku lat korzysta z broni laserowej, która przyjęła postać tarczy antyrakietowej o nazwie Iron Beam (Żelazny Promień).