luty 2017

SpaceX wyśle dwóch turystów w kosmiczną podróż wokół Księżyca

Elon Musk, właściciel firmy SpaceX ogłosił właśnie, że dwie prywatne osoby odbędą niezapomniany lot wokół Księżyca. Nie będzie to żadna misja kosmiczna, tylko zwykła, a raczej niezwykła, podróż statkiem kosmicznym Dragon 2.

 

Musk nie powiedział kim właściwie są ci dwaj szczęśliwcy. Wiadomo tylko tyle, że nie są to astronauci z agencji NASA, ale są zdecydowani wziąć udział w tym locie i podobno wpłacili już sporą sumę pieniędzy. Niestety nie wiemy o jakiej kwocie mowa. Elon Musk powiedział, że lot wokół Księżyca będzie kosztował mniej więcej tyle samo co załogowa misja na Międzynarodową Stację Kosmiczną.

 

Wspomniane dwie osoby będą musiały najpierw przejść przez szereg testów, badań i treningów, które odbędą się jeszcze w tym roku. Skoro nie są to astronauci, muszą być dobrze przygotowani na taką podróż. Lot kosmiczny ma odbyć się w 2018 roku. Kapsuła Dragon 2 zostanie wyniesiona przy pomocy ciężkiej rakiety nośnej Falcon Heavy z Centrum Kosmicznego imienia Johna F. Kennedy’ego na przylądku Canaveral. Statek kosmiczny zabierze dwóch podróżników w pobliże Księżyca, okrąży go i zabierze z powrotem na Ziemię. Cały lot ma trwać około 7 dni. Przez większość lotu, kapsuła będzie wykonywała zadania całkiem samodzielnie.

Kapsuła Dragon 2 - źródło: SpaceX

SpaceX nie może oczywiście zagwarantować, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Wiele zależy nie tylko od tego, czy te dwie tajemnicze osoby będą w stanie przetrwać lot w kosmos - zanim polecą w podróż, firma Elona Muska wyśle kapsułę Dragon 2 bez ludzi na Międzynarodową Stację Kosmiczną w listopadzie bieżącego roku. W maju 2018 roku, statek kosmiczny po raz pierwszy zabierze ze sobą astronautów z NASA. Dopiero po tym wszystkim, Dragon 2 zabierze dwóch turystów w pobliże Księżyca.

 

Elon Musk zaznacza, że turyści muszą być świadomi zagrożenia. SpaceX próbuje zminimalizować ryzyko ewentualnej katastrofy, lecz nie może zagwarantować 100% bezpieczeństwa. Jeśli wszystko pójdzie gładko, firma chciałaby organizować po kilka takich lotów turystycznych każdego roku z nadzieją na dodatkowe zyski.

 


Nokia 3310 powróciła w nowej, ciekawej odsłonie

HMD Global, czyli firma produkująca urządzenia marki Nokia, zaskoczyła nas odświeżoną wersją Nokii 3310. Stary telefon w nowej odsłonie wygląda naprawdę ciekawie - posiada nowe funkcje, ale zachował swoje największe atuty, czyli niemal niezniszczalną obudowę i bardzo długi czas działania.

 

Wszyscy fani Nokii 3310 zastanawiali się co konkretnie zaprezentuje nam firma HMD Global podczas wydarzenia Mobile World Congress w Barcelonie. Niektórzy spodziewali się, że będzie to typowy smartfon, wyposażony w kilka przycisków i "czarno-biały" wyświetlacz.

Dziś już wiemy jak wygląda i co zaoferuje nam nowa Nokia 3310. Będzie to niewielki i lekki telefon z aparatem 2 Mpx i lampą błyskową. Pamięć wewnętrzna tego urządzenia ma wynosić 16 MB - to rzeczywiście niewiele w porównaniu do dzisiejszych smartfonów, ale twórcy zapewnili nam możliwość umieszczania kart MicroSD o pojemności do 32 GB. Nowa Nokia będzie posiadać również Bluetooth, który umożliwi nam przesyłanie danych.

 

Kolejna rzecz to kolorowy wyświetlacz bez funkcji dotyku i zainstalowana przeglądarka Opera Mini. Urządzenie posiada gniazdo MicroUSB. Warto również powiedzieć czego ten telefon nie posiada - brak w nim Wi-Fi, GPSu, sklepów z aplikacjami i "inteligentnych" oprogramowań, które dodatkowo pożerają energię z baterii. Telefon posiada jednak dostęp do internetu. Znajdziemy w nim również grę Snake, która zdobyła ogromną popularność. Wszystko jak za starych czasów.

Firma nie zawiodła nas w pewnej bardzo istotnej kwestii. Odświeżona Nokia 3310 potrafi działać nawet przez miesiąc bez ładowania i zapewnia nam około 22 godziny rozmów. Wbudowany odtwarzacz MP3 potrafi działać do 51 godzin na jednej baterii, zaś radio - do 39 godzin.

 

Telefon pojawi się w Europie w kwietniu lub maju w cenie 59 euro, tj. około 250 złotych. Urządzenie będzie dostępne w kolorze czerwonym, żółtym, matowym granatowym i szarym. Nowa odsłona legendarnej "cegły" wygląda bardzo ciekawie i jestem przekonany, że kupię ją, gdy tylko będzie dostępna w sklepach.

 


Rosyjski programista wydrukował w drukarce 3D Terminatora

Z pomocą drukarki 3D możemy stworzyć praktycznie wszystko. Rosyjski inżynier oprogramowania Aleksandr Osipovich wydrukował sobie własnego Terminatora, który potrafi rozmawiać w języku rosyjskim.

 

Humanoid przypomina robota T-800 z filmu pt.: "Terminator". Dużo rozmawia, rusza głową i być może wygląda trochę groźnie ale podobno nie jest niebezpieczny dla otoczenia. Jak sam mówi, jest organizmem cybernetycznym i ma nadzieję, że będzie mógł żyć i współpracować z ludźmi.

 

Robot o imieniu John Henry pochwalił się, że potrafi pracować w trybie standardowym oraz rozszerzonym z możliwością uczenia się. Miejmy nadzieję, że nauczy się przynajmniej chodzić, ponieważ robot siedzący na wózku inwalidzkim nie wygląda zbyt dobrze.

 


Bateria Tesla Powerwall pozwoliła obniżyć rachunki za prąd o 92%

Dzięki bateriom Tesla Powerwall, opracowanym przez firmę Tesla Motors, możemy gromadzić duże ilości czystej energii i zasilać całe nasze mieszkanie wraz z samochodem, lub ją po prostu sprzedawać. Mieszkaniec Australii, który postanowił zainstalować baterię Tesla Powerwall, stał się niemal całkowicie niezależny energetycznie a jego rachunki za prąd radykalnie spadły.

 

Nick Pfitzner to pierwszy mieszkaniec Australii, który posiada w swoim domu wspomnianą baterię. Zainstalował również panele słoneczne o mocy 5 kWp, inwerter oraz system monitorujący. Cała instalacja kosztowała go 16 790 dolarów, lecz jak wynika z jego obliczeń, cała kwota powinna się zwrócić w ciągu 8 lat.

 

Gdy Pfitzner nie posiadał jeszcze baterii Tesla Powerwall, jego całkowity rachunek za prąd w 2015 roku wynosił prawie 2 290 dolarów. Jednak w 2016 roku, dzięki dokonanej inwestycji, rachunki spadły o 93%. Jego dom polega wyłącznie na energii elektrycznej, ale do zapłaty, w skali całego roku, miał już tylko 178 dolarów. Co więcej, w jednym kwartale udało mu się nawet zarobić 50 dolarów na sprzedaży niewykorzystanego prądu do sieci energetycznej.

Źródło: Tesla Motors

Użytkownik Tesla Powerwall powiedział, że jego system w pierwszej kolejności zasila mieszkanie i urządzenia elektryczne, a dopiero potem zasilana jest bateria. Nadmiar energii można po prostu sprzedać.

 

Tesla Motors wprowadza wiele ciekawych innowacji. Pod koniec 2016 roku, zaprezentowano specjalne dachówki słoneczne, które funkcjonują tak jak panele fotowoltaiczne. Firma stale ulepsza swoje samochody elektryczne. Z biegiem lat, korzystanie z urządzeń i pojazdów o napędzie elektrycznym stanie się korzystne dla nas wszystkich.

 


Norwegia będzie posiadała tylko elektryczne samochody

Norwegia, aby maksymalnie ograniczyć emisję dwutlenku węgla do atmosfery i stać się państwem "eko", przestawia się na energię ze źródeł odnawialnych. Kraj zapowiedział również, że do 2025 roku, wszystkie samochody jakie będą poruszać się po tamtejszych jezdniach, będą posiadać napęd elektryczny.

 

Norwegia już od lat 90. zachęca do zakupu samochodów elektrycznych. Posiadacze pojazdów o takim napędzie mogą liczyć na różne przywileje - przykładowo płacą niższy podatek drogowy, nie ponoszą żadnych opłat drogowych i mogą parkować w centrach miast za darmo. Przede wszystkim, samochody elektryczne nie są objęte podatkiem VAT.

 

Pod koniec 2016 roku, po norweskich ulicach poruszało się około 100 tysięcy pojazdów elektrycznych i przewiduje się, że do 2020 roku, licza ta wzrośnie do 400 tysięcy. Rząd chce sprawić, aby do 2025 roku, wszystkie sprzedawane samochody na terenie kraju posiadały napęd elektryczny lub wodorowy, albo hybrydowy.

 

Ekologiczne środki transportu są promowane i wdrażane na całym świecie. Spore postępy robią np. Niemcy, Holandia, Francja, Wielka Brytania oraz kraje Ameryki Północnej. Norwegia pozostaje jednak liderem w tej dziedzinie.

 


Sztuczna inteligencja nauczyła się programować

Opracowana przez naukowców z Microsoft i Uniwersytetu Cambridge sztuczna inteligencja zyskała cenną umiejętność, jaką jest pisanie kodów. W przyszłości, system DeepCoder mógłby być stosowany przez osoby, które chcą stworzyć własny program, lecz nie znają się na kodowaniu.

 

Sztuczna inteligencja potrafi napisać program, pobierając fragmenty wierszy kodu z istniejącego oprogramowania. DeepCoder, który korzysta z tzw. uczenia maszynowego, nauczył się jakie fragmenty kodu są potrzebne aby uzyskać pożądane efekty. System ten posiada istotne zalety - potrafi szukać wymaganych linijek kodów w wielu miejscach i robi to znacznie szybciej od człowieka. Co więcej, DeepCoder zdołał napisać działające programy w ułamku sekundy, podczas gdy starsze systemy tego typu potrzebowały minut na przetestowanie różnych kombinacji linijek kodów.

 

Okazuje się, że sztuczna inteligencja jest idealnym narzędziem do pracy dla osób, które kompletnie nie znają się na pisaniu programów. Jeśli ktoś posiada pomysł na nowe oprogramowanie, mógłby po prostu skorzystać z DeepCodera a system wykonałby całą robotę za niego.

 

Wraz z rozwojem SI, systemy takie jak DeepCoder mogą z biegiem czasu zastąpić informatyków, gdyż będą szybciej wykonywać pracę i będą efektywniejsze. Powoli przekonujemy się, że chyba nie ma takiego zawodu, którego nie mógłby wykonywać robot lub sztuczna inteligencja.

 


Bill Gates chce żeby roboty przemysłowe płaciły podatki

Wielu znanych i wpływowych ludzi uważa, że roboty będą zabierać ludziom pracę. Właściwie to już mamy do czynienia z powszechną automatyzacją pracy w fabrykach, między innymi w Chinach, gdzie maszyny masowo zastępują ludzkich pracowników. Dlatego coraz więcej mówi się o ewentualnym opodatkowaniu robotów.

 

W 2016 roku, Komisja Europejska wyszła z propozycją uznania robotów przemysłowych jako "elektronicznych ludzi", którzy tak jak my płaciliby podatki. Jakkolwiek to brzmi, pomysł został jednak odrzucony. Miliarder Bill Gates powiedział kilka dni temu, że taka koncepcja wcale nie jest zła.

 

Podczas wywiadu, udzielonego dla portalu Quartz stwierdził, że na roboty przemysłowe można nałożyć pewne podatki, np. od zysków pochodzących ze zwiększonej wydajności pracy, lub po prostu za samo korzystanie z maszyn. Z pewnością wpłynie to na chęć zatrudniania robo-pracowników, lecz Gates uważa, że firmy produkujące maszyny przemysłowe raczej nie będą oburzone opodatkowaniem.

 

Jego pomysł może pokrywać się z wizją Elona Muska. Założyciel SpaceX jest przekonany, że roboty będą masowo odbierać pracę ludziom, dlatego postuluje wprowadzenie bezwarunkowego dochodu podstawowego. Gdyby wdrożyć w życie obie te koncepcje doszlibyśmy do wniosku, że maszyny przemysłowe mogą pracować za nas i płacić podatki, a ludzie mieliby zapewnione środki finansowe na przetrwanie, bez względu na to czy pracują, czy nie. Propozycja ta posiada jednak pewną wadę - ludzie w większości uzależniliby się od pieniędzy, które wypłacałby rząd. Władza w każdej chwili mogłaby tak po prostu zmniejszyć wypłacane kwoty a w przypadku niektórych osób, które przykładowo odmówiłyby dostosowania się do pewnych warunków, nawet całkowicie zablokować "wypłaty".

 


Indie pobiły rekord, wynosząc na orbitę za jednym razem 104 satelity

Indyjska Organizacja Badań Kosmicznych (ISRO) świętuje wielki sukces. 15 lutego tuż po północy czasu lokalnego, z kosmodromu na wyspie Sriharikota w Zatoce Bengalskiej odpalono rakietę, która wyniosła na orbitę okołoziemską łącznie 104 satelity. Jest to naprawdę wielkie osiągnięcie, ponieważ poprzedni rekord należał do Rosji, która w 2014 roku, w ciągu jednej misji, wyniosła "tylko" 39 satelitów.

 

Indyjska agencja kosmiczna dokonała tego dzięki swojej wieloczłonowej rakiecie nośnej Polar Satellite Launch Vehicle (PSLV). Agencja ISRO wyniosła na orbitę satelitę Cartosat-2, przeznaczonego do obserwacji Ziemi, który waży ponad 710 kilogramów. Pozostałe 103 satelity posiadają łączną masę około 660 kilogramów.

Zdecydowana większość z nich, bo aż 88, należy do amerykańskiej firmy Planet (zdjęcie na dole). Kolejne 8 satelit to własność Spire Global - ciekawostką jest to, że obie firmy pochodzą z San Francisco. Wyniesienie tych satelit nie stanowiło problemu ze względu na ich niewielki rozmiar i małą masę.

Źródło: Planet

Indie osiągają zdecydowane sukcesy w rozwoju technologii kosmicznej. W 2016 roku, agencja ISRO odpaliła swoją pierwszą rakietę wielokrotnego użytku RLV-TD. Co więcej, Indie już od kilku lat prowadzą własną misję kosmiczną na Marsie - na orbicie Czerwonej Planety znajduje się sonda Mangalyaan. Kraj chce również przeprowadzić misję na Księżyc, Wenus a nawet na Jowisza.

 


Guz mózgu wywołał u kobiety zachowania hiper-religijne

W całej historii medycyny znamy mnóstwo dziwnych przypadków, w których człowiek, pod wpływem konkretnych radykalnych czynników, niespodziewanie zmienia swoje zachowanie a nawet osobowość. Nie zdajemy sobie nawet sprawy z tego, jak poważne uszkodzenie mózgu lub nowotwór mogą wpłynąć na funkcjonowanie tego organu.

 

Na łamach czasopisma Neurocase pojawiła się publikacja, opisująca nietypowy przypadek 60-letniej kobiety z Hiszpanii, która była człowiekiem szczęśliwym, pozytywnie nastawionym do życia i nie była szczególnie religijna. Jak to zwykle bywa w takich przypadkach, jej najbliższe otoczenie zwróciło uwagę na zmiany w jej zachowaniu i osobowości. Przez około dwa miesiące miała wyraźnie złe samopoczucie, była zrezygnowana i nagle zaczęła interesować się Biblią i innymi tego typu pismami.

 

Kobieta spędzała wiele godzin w ciągu dnia na czytaniu pism świętych, miewała nawet doświadczenia mistyczne, podczas których rzekomo widziała i rozmawiała z Marią z Nazaretu, matką Jezusa. W tym samym czasie, opiekowała się osobą chorą na nowotwór.

 

Lekarze przeprowadzili badania metodą rezonansu magnetycznego, po czy dokonali biopsji. Stwierdzono, że kobieta posiada glejaka wielopostaciowego - jest to nowotwór złośliwy mózgu. Guzy były zbyt wielkie aby można było operować, więc zastosowano chemioterapię i radioterapię. Przepisano jej również leki przeciwpsychotyczne, gdyż niektóre badania wskazywały, że mogą być one skuteczne w leczeniu tej choroby.

 

Po pięciu tygodniach terapii, zachowanie kobiety wróciło do normy. Jej hiper-religijne zachowania po prostu zniknęły. Badacze stwierdzili, że ten nietypowy przypadek miał najwyraźniej związek z chorobą nowotworową. Pacjentka cały czas wierzyła w Boga, więc nie była to kwestia zmiany wyznania. Niestety nie jesteśmy w stanie powiedzieć który region w mózgu mógł odpowiadać za jej doświadczenia religijne. Nie wiemy nawet jak często guzy mózgu mogą powodować zmiany w zachowaniu czy osobowości.

 


Rosyjska firma opracowała latający motocykl, przystosowany do długich lotów

Pochodząca z Moskwy firma Hoversurf pochwaliła się swoim w pełni funkcjonalnym latającym motocyklem. Przeprowadzone kilka dni temu testy potwierdziły, że ten nietypowy środek transportu jest gotowy do akcji.

 

Pojazd Scorpion-3 (S-3) przypomina wielkiego drona, który posiada wystarczającą siłę aby unieść jednego człowieka. Ten latający motocykl może posłużyć w przemyśle transportowym lub osobom, które preferują sporty ekstremalne.

 

Scorpion-3 osiąga prędkość maksymalną 50 km/h a przy zwykłej, w pełni naładowanej baterii, pozwala na 30-minutowy lot. Ewentualnie, maszyna może zostać wyposażona w baterię hybrydową, dzięki czemu czas lotu wydłuży się aż do 2 godzin.

 

Rosyjski latający motocykl kosztuje 150 tysięcy dolarów, tj. ponad 610 tysięcy złotych. Warto zwrócić uwagę, że firma Hoversurf pracuje również nad wprowadzeniem futurystycznego środka transportu, który rozwijany jest w wielu innych państwach. Chodzi oczywiście o latające taksówki, które mogą zadebiutować w Rosji już w 2018 roku.