Październik 2016

Sztuczna inteligencja Google stworzyła algorytm szyfrujący bez ingerencji człowieka

Sztuczna inteligencja, bez pomocy człowieka, nauczyła się tworzyć algorytm szyfrujący w taki sposób, aby wiadomość przekazana z jednego systemu do drugiego nie została przeczytana przez inny system oraz człowieka. Jest to pierwszy taki eksperyment, przeprowadzony przez firmę Google.

 

Badanie przebiegało następująco. Google wykorzystał trzy samouczące się sieci neuronowe - nazwano je Alice, Bob i Eve. Każda sztuczna inteligencja otrzymała zadanie. Alice miała przesłać do Boba wiadomość ale w taki sposób, żeby Eve, która podsłuchiwała swoich "kolegów", nie poznała jej treści. Dlatego Alice musiała stworzyć odpowiedni algorytm szyfrowania.

 

Wymiana informacji między Alice i Bob nie przebiegała pomyślnie, gdyż Eve potrafiła odczytać każdą wiadomość. Dopiero po ponad 15 tysiącach prób Alice osiągnęła sukces - opracowała skuteczny algorytm szyfrujący, tak aby Bob mógł przeczytać wiadomość "za plecami" Eve, której nie udało się jej rozszyfrować.

 

Eksperyment nie posiada żadnych praktycznych zastosowań, gdyż nawet naukowcy nie są w stanie ustalić jaką metodę szyfrowania wykorzystała Alice. Korporacja Google pokazała jedynie jakie możliwości posiada samoucząca się sztuczna inteligencja.

 


Osoby religijne mają większe problemy ze zrozumieniem świata, twierdzą badacze

Naukowcy z Uniwersytetu w Helsinkach porównali wyznawców Boga oraz zwolenników zjawisk paranormalnych do osób cierpiących na autyzm. Stwierdzono, że w obu przypadkach pojawia się problem z rozróżnieniem sfery fizycznej od umysłowej.

 

Autorzy badania, Marjaana Lindeman i Annika Svedholm-Häkkinen, przeprowadzili ankietę. Zapytali 258 przypadkowych mieszkańców Finlandii w jakim stopniu zgadzają się ze stwierdzeniem, zakładającym istnienie "wszechpotężnego, wszechwiedzącego, kochającego Boga". Ankietowani mieli również odpowiedzieć czy wierzą w zjawiska nadprzyrodzone, takie jak telepatia czy jasnowidzenie. Wypowiedzi uczestników badania zostały następnie powiązane z innymi czynnikami, np. z wynikami innych testów i badań.

 

Badacze wykazali, że osoby wierzące w Boga i zjawiska paranormalne to najczęściej kobiety, które w znacznym stopniu polegają na instynkcie, niż na myśleniu analitycznym. Ludzie tego typu mają tendencje to nadawania ludzkich cech przedmiotom i zjawiskom. Ich ogólne zrozumienie fizycznego świata jest słabsze, ponieważ, jak twierdzą badacze, osoby te wyjaśniają różne zjawiska i wydarzenia siłami nadprzyrodzonymi.

"Im bardziej uczestnicy badania wierzyli w religijne lub inne zjawiska paranormalne, tym słabsza była ich intuicyjna fizyka, rotacja mechaniczna i umysłowa; mieli słabsze oceny w szkole z matematyki i fizyki oraz mniejszą wiedzę, dotycząca zjawisk fizycznych i biologicznych."

Z dotychczasowych badań wynika również, że osoby religijne mają zwykle mniejszy iloraz inteligencji i mają skłonności do uwierzenia w nieprawdziwe informacje. Im bardziej inteligentne dziecko, tym większa jest szansa na to, że w przyszłości nie przyjmie żadnej religii ale będzie mogło liczyć na lepsze zatrudnienie i wyższe zarobki, co z kolei może przełożyć się na lepszą samoocenę.

 


Podczas przyszłych Igrzysk Olimpijskich w Japonii, znicz zostanie zapalony przy pomocy latającego samochodu

Japonia chce zrobić wszystko, aby nadchodzące Igrzyska Olimpijskie były niezapomnianym wydarzeniem. Przy okazji, wypromowana zostanie najnowsza technologia - będzie to między innymi transmisja na żywo w jakości 8K. Od dłuższego czasu trwają również prace nad projektem latających samochodów, które miałyby zadebiutować podczas tego wielkiego wydarzenia sportowego.

 

Inżynierowie ze start-upu Cartivator pracują nad pojazdem SkyDrive, hybrydą samochodu i samolotu. Latający samochód pozwoli wykonywać loty na wysokości do 150 metrów nad powierzchnią ziemi oraz zasięgu ponad 50 kilometrów. Dzięki niemu, będzie można również poruszać się po ulichy, wraz z innymi samochodami.

Źródło: Cartivator 

Jednak latający samochód SkyDrive będzie miał nietypowe zastosowanie. Podczas Igrzysk Olimpijskich w 2020 roku, ten latający pojazd ma zostać wykorzystany do zapalenia znicza olimpijskiego. Pojawiają się wątpliwości, czy człowiek będzie w stanie trzymać znicz i obsługiwać maszynę w tym samym czasie. Zresztą, przy zbyt wysokich prędkościach, znicz może po prostu zgasnąć.

 

Prototyp zminiaturyzowanej, zdalnie sterowanej wersji SkyDrive został zaprezentowany w 2014 roku. Zbudowanie funkcjonującej maszyny o docelowych rozmiarach może pochłonąć ponad milion złotych. Do międzynarodowych zawodów sportowych w Japonii pozostało jeszcze kilka lat, więc możliwe że inżynierowie zdążą na czas.

 


Opatentowano napęd EM Drive nowej generacji

Przełomowy napęd EM Drive działa, choć przeczy zasadom fizyki. Roger Shawyer, który przedstawił ten "niemożliwy" silnik w 1999 roku, opatentował EM Drive nowej generacji. Wkrótce odbędą się testy nowego urządzenia w przestrzeni kosmicznej.

 

Jak dotąd, wszystkie przeprowadzone eksperymenty potwierdzają, że napęd EM Drive działa, choć teoretycznie nie powinien generować żadnego ciągu, bo nie emituje żadnych spalin czy gazów wylotowych. Lecz skoro silnik funkcjonuje jak należy, niektórzy postanowili wypróbować go na własną rękę.

 

"EM Drive wykorzystuje fale elektromagnetyczne jako "paliwo" które podawane jest do wnęki rezonansowej. Promieniowanie mikrofalowe we wnęce o kształcie stożka odbija się od ścianek. Powoduje to, że cała wnęka zaczyna się poruszać szpiczastym końcem stożka do przodu. III Zasada Dynamiki Newtona mówi, że aby coś poruszało się w przód, coś innego musi poruszać się w tył. Tutaj zaczyna się problem - silnik nie wyrzuca z siebie nic "z tyłu" - pisze portal Elektroda.pl

 

Amerykański naukowiec Guido Fetta, założyciel firmy Cannae Inc, przeprowadza właśnie swój własny eksperyment - miniaturowy satelita CubeSat, wyposażony w tzw. Cannae Drive, testuje napęd w przestrzeni kosmicznej, gdzie pozostanie przez kilka miesięcy. Tymczasem Roger Shawyer, twórca EM Drive, opatentował niedawno nowy silnik. Zresztą, brytyjski inżynier aplikuje patenty po każdej modyfikacji swojego urządzenia.

Nowy patent wprowadza zmiany, które pozwolą zmniejszyć koszty produkcji napędu EM Drive. Sam silnik będzie zaś łatwiejszy w budowie i pozwoli generować jeszcze większy ciąg. To oznacza, że przy pomocy EM Drive, przyszłe statki kosmiczne zabiorą nas na Księżyc w ciągu kilku godzin, a na Marsa - być może nawet w 24 godziny.

 

Media podają, że Shawyer współpracuje z pewną brytyjską firmą z sektora kosmicznego celem zbudowania silników EM Drive drugiej generacji. Urządzenia te będą jeszcze potężniejsze niż dotychczas. Testy w przestrzeni kosmicznej mają odbyć się za kilka miesięcy. Tymczasem Amerykański Instytut Aeronautyki i Astronautyki (AIAA) potwierdził, że otrzymał od naukowców z laboratorium Eagleworks (NASA) artykuł, dotyczący badań nad EM Drive. Praca zostanie opublikowana już w grudniu. Miejmy nadzieję, że uda się wreszcie wyjaśnić działanie EM Drive a przy pomocy tej technologii będziemy mogli wybrać się na odległe planety Układu Słonecznego, lub nawet odwiedzić odległe egzoplanety.

 

Patent: https://www.ipo.gov.uk/p-find-publication-getPDF.pdf?PatentNo=GB2537119&DocType=A&JournalN...

Źródło: http://www.sciencealert.com/the-patent-for-that-impossible-em-drive-has-just-been-made-pub...


W Australii odkryto nowy gatunek dinozaura

Paleontolodzy z Australii ogłosili światu nowy gatunek dinozaura. Pradawny, roślinożerny gad posiadał szeroką kość biodrową, długa szyję oraz mierzył około 15 metrów długości.

 

Skamieniałe szczątki dinozaura, które odkryto, są w Australii rzadkością. To znalezisko pomoże naukowcom zrozumieć w jaki sposób te olbrzymie stworzenia przemierzały naszą planetę miliony lat temu. Odkrywca, David Elliot, natknął się na skamieliny przypadkowo w 2005 roku, gdy wypasał owce na północy Australii, w okolicach miasta Uinton. Wtedy po raz pierwszy odkryto skamieniałe kończyny, które jak wykazały późniejsze badania, należały do absolutnie nowego typu z grupy dinozaurów roślinożernych – zauropodów.

Dziś, po ponad dziesięciu latach pracy specjalistów, zespół naukowców pod kierownictwem australijskiego paleontologa, Stephena Poropata, ogłosił oficjalną nazwę nowego gatunku: savannasaurus elliottorum, na cześć trawiastych regionów, na których dokonano odkrycia.

 

Odkryty szkielet jest jednym z najbardziej kompletnych ze wszystkich zauropodów, które zostały odnalezione w Australii. Na podstawie znaleziska można stwierdzić, że savannozaur ważył około 18 ton, czyli równowartość trzech słoni afrykańskich. Naukowcy podejrzewają, że dinozaury pochodziły z Ameryki Południowej, skąd migrowały poprzez Antarktydę do Australii.

 


Wszystkie samochody Tesla będą w pełni autonomiczne

Kilka dni temu, właściciel Tesla Motors ogłosił ważną wiadomość. Od teraz każdy produkowany samochód będzie wyposażany w niezbędny zestaw urządzeń, które pozwolą na całkowicie autonomiczną jazdę. To oznacza, że samochody będą mogły samodzielnie poruszać się po jezdni, bez jakiejkolwiek ingerencji człowieka.

 

Wszystkie samochody Tesla są od teraz wyposażane w zestaw ośmiu kamer, które rozmieszczane są ze wszystkich stron. Dzięki nim, maszyny będą "widzieć" wszystko co dzieje się wokół nich. W każdym pojeździe znajdzie się również kilkanaście czujników ultradźwiękowych oraz potężny komputer pokładowy NVidia Drive PX 2. Wraz z ulepszeniami, klienci będą musieli się liczyć ze wzrostem cen.

 

Jednak do końca 2017 roku, wszystkie samochody Tesla będą gotowe do samodzielnej jazdy. Zgodnie z klasyfikacją, wprowadzoną w 2013 roku przez administrację NHTSA Departamentu Transportu Stanów Zjednoczonych, każda Tesla będzie posiadać czwarty, najwyższy poziom autonomicznej jazdy. Do tej kategorii zalicza się pojazdy, które potrafią wykonywać wszystkie ważne zadania na jezdni oraz monitorować warunki podczas jazdy. W takiej sytuacji, kierowca wprowadza jedynie cel podróży ale obecność człowieka w samochodzie nie jest wymagana.

 

Elon Musk powiedział, że jego autonomiczne samochody będą zapewniały znacznie większy poziom bezpieczeństwa od ludzkiego kierowcy. W 2015 roku, właściciel Tesla Motors podzielił się z nami swoją wizją przyszłości, w której człowiek nie będzie mógł prowadzić samochodów, ponieważ będzie stwarzał zagrożenie na jezdni. Tak więc w przyszłym roku przekonamy się, czy autonomiczne pojazdy Tesla faktycznie będą tak bezpieczne, jak twierdzi Musk.

 


W przyszłym roku, Asgardia wybierze nowych ministrów

Asgardia istnieje tylko teoretycznie, lecz w ciągu kilkunastu miesięcy, ten stan rzeczy ma ulec zmianie. Prace nad budową pierwszego w historii ludzkości państwa kosmicznego postępują a kilka dni temu ogłoszono, że Asgardia będzie posiadała własne ministerstwa.

 

Liczba potencjalnych mieszkańców Asgardii wynosi obecnie ponad 500 tysięcy. Dokładnie tyle osób złożyło wniosek z nadzieją na otrzymanie nowego obywatelstwa. Najwięcej chętnych pochodzi z Chin - ponad 125 tysięcy zgłoszeń nadesłano właśnie z tego państwa. Następne na liście są Stany Zjednoczone (53 tys.), Turcja (42 tys.) i Brazylia (24 tys.). Odpowiednie formularze zostały wypełnione przez ponad 2,4 tysiąca Polaków. Gdyby Asgardia faktycznie posiadała 500 tysięcy mieszkańców, zajęłaby 167. miejsce na liście najbardziej zaludnionych krajów.

 

Liczba obywateli nowego kraju rośnie bardzo szybko. Dzień 25 października z pewnością zostanie na długo zapamiętany, gdyż odnotowano narodziny pierwszego Asgardczyka - nazywa się Michele i pochodzi z Włoch.

 

Asgardia będzie posiadać 12 ministerstw. Wśród nich znajdzie się Ministerstwo Nauki, Sprawiedliwości, Finansów, Komunikacji i Informacji, Bezpieczeństwa, Spraw Zagranicznych itd. Obywatele Asgardii będą mogli wybrać funkcję i nazwę dla 12 ministerstwa. Ogłoszono również, że w czerwcu 2017 roku odbędą się pierwsze wybory (!).

 

Źródło: http://asgardia.space/


Wszechświat, w ciągu jednej sekundy, może ulec autodestrukcji

Jeśli masz zbyt wiele problemów na głowie, zastanów się nad taką ewentualnością - wszystko co nas otacza, cała nasza cywilizacja, nasza planeta Ziemia, Układ Słoneczny, galaktyki i cały Wszechświat, wszystko to może po prostu zniknąć w ciągu jednej sekundy. Nie zdążylibyśmy pozałatwiać naszych ziemskich spraw, nie zdążylibyśmy nawet pomyśleć o tym, że to koniec. Unicestwienie Wszechświata nastąpiłoby zupełnie tak, jakby ktoś, lub coś, nacisnęło ten przysłowiowy czerwony guzik z trupią czaszką.

 

Wydaje się, że jest to zwyczajnie niemożliwe, lecz taka ewentualność jest traktowana całkiem poważnie. Mówił o niej chociażby brytyjski astrofizyk Stephen Hawking. Aby lepiej zrozumieć ten problem, należy sobie wyjaśnić wszystko od początku.

 

Każdy układ dąży do stanu równowagi. Wyobraźmy sobie wielką kulę śniegu na szczycie góry. Jest niestabilna i ma bardzo dużo energii potencjalnej. Gdy zostanie zepchnięta, najprawdopodobniej stoczy się na sam dół, straci swoją energię i będzie stabilna. Jednak może również dojść do sytuacji, w której kula zatrzyma się w jakimś zagłębieniu i tam pozostanie - tymczasowo. Kula znajdzie się więc w stanie metastabilnym, tj. może zostać wytrącona z obecnego stanu, po czym stoczy się jeszcze niżej, aż osiągnie stan pełnej równowagi.

 

Część naukowców zastanawia się czy pole Higgsa, które wypełnia nasz Wszechświat, rzeczywiście jest stabilne. Jeśli jest ono metastabilne to oznaczałoby, że posiada w sobie dużą ilość energii potencjalnej, która tylko oczekuje na uwolnienie. Wystarczy więc jedna "iskra" i nasz Wszechświat natychmiast ulegnie radykalnej przemianie (czy zniszczeniu, jak kto woli).

Jeśli pole Higgsa jest metastabilne, to można je porównać do kawałka drewna, zanurzonego w benzynie. W tym przypadku wystarczy prawdziwa iskra, aby drewno zaczęło płonąć. Jeśli coś wyprowadzi pole Higgsa z tymczasowej równowagi, wtedy "zapłonie" cały Wszechświat. Z naszego punktu widzenia, będzie to oczywiście tragedia na skalę kosmiczną.

 

"To może nastąpić w każdej chwili, bez ostrzeżenia. Jeśli w dowolnym momencie pojawi się tzw. rozpad próżni, to sfera nowego stabilnego pola Higgsa urośnie z prędkością światła we wszystkich kierunkach. Będzie to niczym podpalenie morza benzyny o wielkości Wszechświata. Sfera ta pożre wszystko na swojej drodze. Bańka będzie rosła w nieskończoność, niszcząc wszystko na swojej drodze. [...] Każda fizyczna rzecz po prostu przestanie istnieć - a życie już nigdy nie będzie możliwe".

 

Powyższy problem został kilka dni temu ładnie przedstawiony przez autorów kanału naukowego na YouTube, "Kurzgesagt – In a Nutshell". Kilkuminutowe nagranie, pełne miluśnych zwierząt i z kulą śnieżną w roli głównej jako pole Higgsa, można obejrzeć poniżej. Trudno powiedzieć czy nasz świat faktycznie może się tak po prostu skończyć, ale skoro wciąż istniejemy, cieszmy się każdą chwilą, gdyż nie wiemy ile ich jeszcze mamy przed sobą.

 


Jak kiedyś wyobrażano sobie przyszłość?

Człowiek zawsze lubiał rozmyślać i zastanawiać się nad tym, jak nasze życie będzie wyglądać w przyszłości. Dzięki literaturze science fiction, nasze przewidywania weszły na zupełnie nowy poziom, lecz w wielu przypadkach, ludzie zaczęli tworzyć technologię, inspirowaną właśnie fantastyką naukową. W pierwszej połowie XX wieku powstało mnóstwo ilustracji, w których autorzy przedstawiali swoje "dziwne" wizje przyszłości. Kiedyś być może faktycznie wydawały się one dziwne, wręcz niesamowite, lecz dziś, oglądając te ilustracje, widzimy w nich naszą rzeczywistość.

 

Gogle telewizyjne

Źródło: Czasopismo Life

Na powyższym zdjęciu, amerykański wynalazca i dobrze znany pisarz science fiction Hugo Gernsback zademonstrował specjalne gogle, dzięki którym można byłoby oglądać telewizję z tak bliskiej odległości, że moglibyśmy dokonywać interakcji z ekranem. Fotografia jest datowana na rok 1963 i jak na nasze czasy, wygląda dość śmiesznie.

 

Jednak od czegoś należało zacząć, więc gdyby nie te "gogle telewizyjne", prawdopodobnie nigdy nie powstałyby gogle rozszerzonej rzeczywistości, takie jak Oculus Rift. Gernsback przewidywał, że urządzenia tego typu będą w przyszłości szeroko dostępne. Jak widać, miał rację, choć możemy również uznać, że było dokładnie na odwrót i to twórcy dzisiejszych gogli zwyczajnie czerpali inspirację od Gernsbacka.

 

Zrobotyzowany odkurzacz

Źródło: domena publiczna

W 1910 roku, Jean-Marc Côté i jego zespół ilustratorów stworzył zestaw obrazków pod tytułem: "En L’An 2000", co z języka francuskiego na polski możemy przetłumaczyć jako: "W 2000 roku". Powyższa ilustracja otrzymała nazwę: "szorowanie elektryczne" i przedstawia kobietę, która posługuje się jakąś dziwną maszyną. Côté wyobrażał sobie, że w przyszłości ludzie nie będą musieli sprzątać i myć podłóg w swoich mieszkaniach, ponieważ w tym celu powstaną specjalne roboty.

 

Wizja ta okazała się jak najbardziej prawdziwa. Robotyzacja postępuje w bardzo szybkim tempie a zakup specjalnej maszyny, ulepszonej wersji odkurzacza, nie stanowi dziś większego problemu. Wystarczy włączyć robota, a on zacznie czyścić podłogę bez naszej ingerencji.

 

Ilustracja ta pokazuje również, że ludzie przyszłości nie będą musieli wykonywać tak podstawowych obowiązków i zaczną posługiwać się robotami na szeroką skalę - poczynając od tak prostych kwestii jak sprzątanie, a na automatyzacji produkcji kończąc.

 

Skomputeryzowane szkoły

Źródło: Shigeru Komatsuzaki, magazyn Computopia

Dekady temu, w salach lekcyjnych korzystano przede wszystkim z zeszytów i długopisów/ołówków, książek, tablic i kred. W 1969 roku, Shigeru Komatsuzaki stworzył ilustrację pt: "Początek skomputeryzowanych szkół". Jak na tamte lata, było to po prostu coś niezwykłego, coś co nie mieściło się w głowach ówczesnych uczniów. Obrazek przedstawiał futurystyczną salę lekcyjną, wyposażoną w komputery. Zadania są tam wykonywane wyłącznie na komputerach, nauczyciel jest już tylko postacią cyfrową, zaś roboty karzą niesfornych uczniów.

 

Dziś komputery są powszechnie dostępne. Każde szkoły posiadają sale komputerowe, a niektóre placówki zapewniają młodym studentom urządzenia mobilne, na których między innymi odrabia się zadania domowe. Zastępują one zeszyty, książki i długopisy. Coraz więcej szkół wprowadza również naukę na odległość, tzw. e-learning. Jednak w dalszym ciągu nie wprowadzono robotów, które potrafiłyby odpowiednio zająć się klasowymi chuliganami...

 

Rozmowy wideo

Źródło: domena publiczna

Technologia pozwalająca na rozmowy wideo, czyli takie, podczas których możemy widzieć swojego rozmówcę oddalonego nawet o setki kilometrów, była przewidywana przez wielu futurystów, autorów literatury science fiction czy takich geniuszy jak Nikola Tesla. Powyższa ilustracja przedstawia dwie osoby przy stoliku, które korzystają z takiego gadżetu.

 

Dziś faktycznie korzystamy z takich urządzeń. Dostęp do smartfonów, laptopów i internetu jest powszechny, więc w każdej chwili możemy przeprowadzić konwersację na odległość.

 

Autonomiczne samochody

Źródło: Internet

W latach 50. XX wieku, niektóre magazyny motoryzacyjne prezentowały ilustracje, takie jak ta powyżej. Widać na niej samochód, który porusza się wśród innych pojazdów po autostradzie. Jego wnętrze jest dość nietypowe - posiada cztery obracane fotele a na środku znajduje się mały stolik. Widać również mały telewizor przy kierownicy.

 

Samochodem podróżują trzy rozmawiające ze sobą osoby. Jak widać, nawet kierowca kompletnie ignoruje fakt, że znajduje się na autostradzie. Samochód samodzielnie porusza się po jezdni.

 

Tak właśnie wyobrażano sobie przyszłość dekady temu. Powstanie autonomicznych samochodów wydawało się po prostu niemożliwe. Dziś wiemy jak tego dokonać i stopniowo wprowadzamy "inteligentne", naszpikowane czujnikami i kamerami samochody. Różne firmy na świecie planują w najbliższych latach wprowadzić samojeżdżące pojazdy. W wielu przypadkach będzie to wymagało dostosowania infrastruktury w danym państwie.

 

W sieci można znaleźć całe mnóstwo tego typu ilustracji. Inne przedstawiają latające i pływające samochody, wojny maszyn, ekspansję ludzi w przestrzeni kosmicznej i statki kosmiczne, pociągi umożliwiające transport ludzi z Ziemi na Księżyc, latające lotniskowce a nawet wojnę ludzkości z obcymi. Niektóre prognozy są bardzo pesymistyczne, więc miejmy nadzieję, że część z nich pozostanie tylko produktem bujnej fantazji.

 


Naukowcy przypadkowo odkryli jak zamienić CO2 w etanol

Badacze z Oak Ridge National Laboratory (ORNL), placówki finansowanej przez Departament Energii Stanów Zjednoczonych, zupełnie przypadkowo odkryli proces, który pozwala przekształcić dwutlenek węgla bezpośrednio w alkohol etylowy. Otrzymany związek chemiczny można stosować jako paliwo. Mówimy więc o przełomowym odkryciu.

 

Przeprowadzony eksperyment miał być w rzeczywistości pierwszym etapem badania, polegającego na przekształceniu CO2 w etanol. Zakładano, że proces ten będzie wymagał kilku kroków i skomplikowanych reakcji chemicznych. Mówiąc krótko - naukowcy byli w poważnym błędzie.

 

Zespół badawczy użył katalizatora, pokrytego mikroskopijnymi kolcami, które wykonano z miedzi i węgla. Po zastosowaniu prądu elektrycznego, wyzwolono skomplikowaną reakcję chemiczną, która odwraca proces spalania. Roztwór dwutlenku węgla rozpuścił się w wodzie i przekształcił ją w alkohol etylowy. Metoda ta jest tania i prosta, proces można przeprowadzić w temperaturze pokojowej a jego skuteczność wynosi 63%.

Źródło: Oak Ridge National Laboratory

Przejście z CO2, gazu cieplarnianego, prosto do etanolu jest ekstremalnie trudne. Autorzy tego badania nie ukrywają zaskoczenia. Zupełnie przypadkowe odkrycie może mieć ogrom zastosowań i pozwoli, między innymi, zamienić znienawidzony dwutlenek węgla w paliwo. Na dzień dzisiejszy, naukowcy zapowiadają kolejne badania, które pozwolą udoskonalić cały proces, ale nikt nawet nie wspomina o ewentualnym wyjściu technologii z laboratorium.