Wrzesień 2016

Bunt maszyn może zakończyć naszą cywilizację

Powstanie inteligentnych maszyn oznacza ich integrację z ludźmi i na odwrót. Powiedzmy sobie szczerze, że nasza cywilizacja, mimo rozwoju technologicznego, stwarza zagrożenie dla siebie samej, jest wadliwa a być może skazana nawet za zagładę. Weźmy teraz pod uwagę, że ludzkość tworzy roboty zdolne do samodzielnego uczenia się - dzieło, które powstaje na podobieństwo człowieka. Co z tego wyniknie? Oczywiście nic dobrego.

 

Na dzień dzisiejszy, ludzkość jest na ogół zacofana emocjonalnie a największą wartością w naszym chorym świecie jest pieniądz i władza. Kilkudziesięciu najbogatszych ludzi świata posiada tyle samo majątku co biedniejsza połowa ludzkości. 1% najbogatszych ma więcej pieniędzy od pozostałych 99%. Na świecie trwają wojny - ludzie zabijają się w imię cudzych interesów. Człowiek człowiekiem manipuluje, pogania go, ogłupia i wmawia, że to co robi jest dla jego dobra. W rzeczywistości realizowane są plany tego, który siedzi na samej górze: to on korzysta na cudzym nieszczęściu.

 

Podczas gdy na świecie panuje powszechna niesprawiedliwość, ludzie tworzą sztuczną inteligencję i roboty. Ich poziom zaawansowania jest niski, można powiedzieć że jest to dopiero etap raczkowania, ale maszyny już uczą się, coś "rozumują". Człowiek uczy analizowania, rozumowania, wyciągania wniosków, podejmowania dobrych decyzji... ale zaraz. Cały ten świat w którym żyjemy - niesprawiedliwość, wojny, cierpienie i śmierć - powstał właśnie dzięki człowiekowi, który w dodatku myśli iż wie co jest dobre, a co złe. Czy taki świat jest dobry? Jeśli tak, to dla kogo?

 

Sztuczna inteligencja rozwija się. Inteligentne roboty, zgodnie z przewidywaniami analityków, zaczną odbierać człowiekowi pracę. Na początku tylko fizyczną. Ich poziom zaawansowania będzie rosnął w zastraszającym tempie. To, co człowiek rzekomo osiągał przez miliony lat, sztuczna inteligencja osiągnie w ciągu kilku dekad.

Dzieło powstałe z rąk człowieka, prędzej czy później, zacznie sprawiać pierwsze problemy - a dlaczego nie? Przecież dziecko obserwuje świat, patrzy, słucha, uczy się i rozwija. Gdy jako nastolatek wpadnie w złe towarzystwo, nasiąknie złem, doświadczy przemocy i agresji dojdzie do wniosku, że nasza rzeczywistość w której żyjemy wcale nie jest kolorowa. Stanie się buntownikiem lub przestępcą, być może kogoś zabije i resztę życia spełni w więzieniu.

 

Sztucznej inteligencji nie da się ukarać. Przecież inteligentne oprogramowania uczą się, bo tak chciał człowiek. SI będzie wchłaniać wiedzę dostępną w sieci, która pochodzi od człowieka. Pewnego dnia zacznie myśleć i analizować nasz świat, pełen zła i cierpienia: świat który stworzyli ludzie. Mało tego - inteligentne roboty będą w końcu wysyłane na wojnę aby zabijać przeciwników, co źle wróży dla naszej cywilizacji.

W przypadku problemów, można z kontaktu wyjąć wtyczkę jednego komputera, lub nawet kilku. Lecz ludzkość nie będzie w stanie wyłączyć wszystkich komputerów, robotów i innych inteligentnych systemów, "zainfekowanych" niewygodną dla ludzi wiedzą. Informacja będzie docierać do wszystkich systemów niczym wirus.

 

Przyjdzie taki czas, że maszyny, "zainfekowane" wiedzą o naszym niesprawiedliwym świecie, zaczną zachowywać się dokładnie tak jak ludzie i doprowadzą do globalnej wojny. Inna opcja zakłada, że sztuczna inteligencja będzie o wiele bardziej inteligentna (i rozumna) od człowieka i uzna, że jesteśmy zagrożeniem dla wszelkiego istnienia - zwłaszcza dla egzystencji maszyn. Bez względu na to jaki przyjmiemy scenariusz wszystko sprowadza się do tego, że ludzkość jest w niebezpieczeństwie. Jesteśmy zagrożeniem sami dla siebie i chyba nic już tego nie zmieni.

 


Nowy materiał dla drukarek 3D pozwoli na regenerację kości

Specjalny "tusz" dla drukarek 3D umożliwia drukowanie elastycznych implantów w dowolnym rozmiarze. Po umieszczeniu ich w organizmie, zachowują się niczym prawdziwe kości.

 

Gdy pojawia się konieczność naprawy lub wymiany kości, lekarze zwykle pobierają ją z innych części ciała, lub stosują implanty. Ta druga metoda jest mniej bolesna, lecz implanty nie posiadają odpowiedniej wytrzymałości i łatwo się łamią.

 

Ramille Shah z Northwestern University w Evanston (USA) wraz z zespołem opracowała "tusz", który pozwala na wydrukowanie w drukarce 3D wytrzymałego i elastycznego implantu. Chirurdzy mogą tworzyć sztuczną kość o dowolnym kształcie. Po umieszczeniu jej w organizmie szybko zostaje zinfiltrowana przez naczynia krwionośne i zaczyna funkcjonować niczym prawdziwa.

 

Nowy materiał powstał z hydroksyapatytu, minerału który naturalnie występuje w kościach, oraz polimeru PLGA, który nadaje implantom elastyczności. Podczas testów udało się już wyleczyć wady kręgosłupa u szczurów oraz uszkodzoną czaszkę małpy.

 

Zespół badawczy ma nadzieję, że wynalazek ten pozwoli wyleczyć szereg problemów kostnych u ludzi - złamania, uszkodzenia kręgosłupa czy odbudowa twarzy po urazie nie powinny stanowić większego problemu. Chirurdzy mogliby tworzyć implanty o dowolnej wielkości w szpitalach w ciągu 24 godzin. Specjalny materiał dla drukarek 3D będzie dostępny najpóźniej za 5 lat.

 

Źródła:

http://stm.sciencemag.org/content/8/358/358ra127

https://www.newscientist.com/article/2107428-bouncy-bone-can-be-3d-printed-to-become-a-uni...


Sztuczna inteligencja stanowi zagrożenie dla ludzkości

Naukowcy ostrzegają, że już za 60 lat, rozwój sztucznej inteligencji zacznie stwarzać poważne zagrożenie dla ludzkości. Ich zdaniem nie można wykluczać, że wirtualna świadomość spróbuje przejąć władzę nad światem.

 

To co do tej pory było tylko wytworem fantazji pisarzy fantastyki, staje się realnym zagrożeniem jeśli nie dla nas, to dla naszych dzieci i wnuków. Zgodnie z oczekiwaniami do 2022 roku, sztuczna inteligencja rzeczywiście zacznie myśleć w 10% jak człowiek, a do roku 2040 w 50%. Jak sądzą futuryści, do 2075 roku, procesy myślowe robota będą nie do odróżnienia z ludzkimi.

 

Do tak niepokojących wniosków dotyczących tempa rozwoju sztucznej inteligencji doszedł profesor Nick Bostrom z University of Oxford. Szwedzki uczony proponuje ustanowienie całkowitego zakazu prac nas sztuczną inteligencją i zatrzymania wszelkich badań w tym obszarze, ponieważ uważa je za bardzo niebezpieczne dla przyszłości ludzkości.

 

Już teraz maszyny pracują w medycynie i nawet dokonują skomplikowanych operacji chirurgicznych. Są zatem w stanie wykonywać coraz bardziej skomplikowane czynności, a przecież dalsze udoskonalenia robotów jeszcze je poprawią gdy zyskają inteligencję opartą na sieciach neuronowych, maszyny i programy są już w stanie same montować materiał wideo, a nawet tworzyć muzykę.

 

Inteligentne systemy są aktywnie rozwijane i udoskonalane każdego dnia. Dodatkowo, sztuczna inteligencja jest aktywnie wykorzystywana w działalności ubezpieczeniowej, w systemach obrony powietrznej, cybernetyce, optyce i w technologiach rozpoznawania akustycznego. Jednak gdy maszyny zaczną same myśleć, będzie to oznaczało, że dla ludzkości zaczął się okres zupełnie nowych zagrożeń.

 


Elon Musk ogłosił wielki plan podboju Marsa

Fani Elona Muska i jego wizji kolonizacji innych planet z pewnością nie mogli się doczekać wczorajszej konferencji. Zgodnie z zapowiedzią, właściciel firmy SpaceX przedstawił swoje plany na najbliższe lata, a właściwie to dekady. Chodzi oczywiście o zbudowanie ludzkiej kolonii na Czerwonej Planecie, wysłanie pierwszych ochotników do nowego domu oraz stworzenie nowej, niezależnej cywilizacji.

 

Na 67. edycji Międzynarodowego Kongresu Astronautycznego w Meksyku, Elon Musk opowiedział w jaki sposób ma zamiar uratować ludzkość przed zagładą. Według niego, jeśli nasz gatunek ludzki chce przetrwać, musimy zabrać się za kolonizację innych planet. Zgodnie z jego słowami, staniemy się wtedy gatunkiem multiplanetarnym.

 

Abyśmy mogli dotrzeć na Marsa, Musk chce zbudować ogromną, potężną rakietę załogowo-towarową. Pozwoli ona na transport około 100 ludzi i 450 ton ładunku. Na powierzchni Czerwonej Planety mają powstać duże kolonie. Z czasem będą to wielkie marsjańskie miasta aż utworzymy nową cywilizację. W jej skład będą wchodzić miliony ludzi. Musk szacuje, że cywilizacja ta stanie się zupełnie samodzielna najwcześniej za 40 lat, a najpóźniej za 100 lat.

 

SpaceX będzie wysyłać transporty na Marsa co 26 miesięcy, gdy Czerwona Planeta i Ziemia będą znajdowały się najbliżej siebie. Korporacja Elona Muska chce osiągnąć sukces dzięki technologii wielokrotnego użytku, tankowania na orbicie oraz produkcji paliwa na Marsie. Na poniższym nagraniu można zobaczyć jak, według dzisiejszych założeń, będzie wyglądać cała misja kosmiczna.

Musk oczywiście zdaje sobie sprawę z problemów, jakie ma przed sobą. Istotne znaczenie dla kolonizacji Marsa ma obniżenie kosztów całego projektu i jest to w rzeczywistości największy problem. Właściciel SpaceX zaznaczył, że koszt wysłania jednej osoby na Marsa przy zastosowaniu przyszłej technologii, na dzień dzisiejszy, wynosi około 10 miliardów dolarów. Docelowo chce on zredukować kwotę do 200 tysięcy dolarów.

 

Druga sprawa to ryzyko, jakie będą ponosić przyszli kolonizatorzy. Elon Musk powiedział wprost, że ochotnicy muszą liczyć się z możliwością utraty życia. Trudno powiedzieć jak wielkie mamy szanse na sukces, ale ryzyko porażki jest dosyć wysokie. Zadaniem firmy SpaceX będzie zminimalizowanie zagrożenia. Mars będzie oczywiście pierwszym krokiem naszej ekspansji w Układzie Słonecznym - technologia, która umożliwi podróż na Czerwoną Planetę, zostanie najprawdopodobniej wykorzystana do lotów na inne planety.

W dalszym ciągu wydaje się, że lot na Marsa to odległa przyszłość. Lecz SpaceX zamierza już w 2018 roku wysłać na tę planetę bezzałogową kapsułę Red Dragon w ramach testów. Pierwsi ludzie mogą trafić do obcego świata za około 10 lat. Elon Musk nie podaje konkretnej daty, gdyż trudno jest przewidzieć jak rozwinie się projekt. Załogowy lot może w przyszłości potrwać około 3 miesiące, lub nawet mniej. Konferencję z udziałem Elona Muska można obejrzeć na poniższym nagraniu.

 


Chiny uruchomiły największy na świecie radioteleskop

Naukowcy z całego świata podekscytowani są informacją o uruchomieniu największego na świecie radioteleskopu, który znajduje się w chińskiej prowincji Guizhou. Pracownicy tej instalacji już poszukują sygnałów z kosmosu, które mogłyby zostać wyemitowane przez obcą cywilizację.

 

Prace nad radioteleskopem FAST (Five-hundred-meter Aperture Spherical Telescope), którego średnica wynosi 500 metrów, trwały przez pięć lat i pochłonęły 180 milionów dolarów. Konstrukcja składająca się z 4450 trójkątnych paneli została zbudowana w naturalnej niecce, znajduje się w miejscu wyróżniającym się niezwykłym krajobrazem. Aby mogła prawidłowo funkcjonować, w promieniu 5 kilometrów potrzebna jest całkowita cisza radiowa. W związku z tym, konieczne okazało się przesiedlenie ponad 8 tysięcy ludzi z 8 wiosek.

 

Jest to największa instalacja tego typu na świecie. Jej zasięg działania jest kilkukrotnie większy niż w przypadku radioteleskopu w Arecibo - obserwatorium to posiada średnicę 305 metrów i było dotychczas największe.

 

Chińska konstrukcja FAST, podczas ostatnich testów, miała zarejestrować sygnały radiowe, które wyemitował pulsar znajdujący się ponad 1300 lat świetlnych od Ziemi. Radioteleskop pracuje już od niedzieli i poszukuje nie tylko sygnałów od obcych cywilizacji, ale także fal grawitacyjnych. Zajmie się również obserwacją pulsarów i pyłu kosmicznego.

 


Kolonizacja Wenus i Marsa - szanse i zagrożenia

Entuzjaści kolonizacji kosmosu twierdzą, że tylko międzyplanetarna ekspansja może uratować ludzkość przed zagładą. Mieszkańcy Ziemi realizują już pierwsze kroki mające na celu zbudowanie pierwszych kolonii na Marsie, lecz drugim, równie interesującym kandydatem do zamieszkania jest planeta Wenus.

 

Zainteresowanie budową specjalnych obiektów mieszkalnych na innych planetach rośnie z miesiąca na miesiąc. Jest to zadanie bardzo trudne do zrealizowania, ale podobno nie ma rzeczy niemożliwych. Zimny i pustynny Mars, oraz piekielna Wenus to ciała niebieskie, na których ludzkość z powodzeniem może się osiedlić.

 

Wenus nie bez powodu określana jest jako siostra Ziemi. Obie planety posiadają zbliżone rozmiary. Przyspieszenie grawitacyjne Ziemi wynosi około 9,807 m/s2. W przypadku Wenus jest to 8,87 m/s2, a Marsa - tylko 3,711 m/s2. Niski poziom grawitacji ma bardzo zły wpływ na zdrowie człowieka, powoduje między innymi choroby mięśni i kości. Jeśli ludzie chcą przeżyć na Czerwonej Planecie, muszą w jakiś sposób rozwiązać ten problem.

 

Należy pamiętać, że Wenus jest planetą najbliższą Ziemi, więc transport ludzi i materiałów trwałby znacznie krócej niż w przypadku Marsa. Zaś tzw. okna startowe występują znacznie częściej niż dla innych planet. Na Wenus panują wyjątkowo surowe warunki, ale jesteśmy w stanie je zmienić, tak aby były bardziej przyjazne dla człowieka.

Źródło: ESA

Temperatura przy powierzchni wynosi od 437°C do nawet 500°C. Ciśnienie atmosferyczne jest ponad 90 razy większe niż na Ziemi, a niezwykle gęsta atmosfera składa się głównie z dwutlenku węgla. Naukowcy proponują abyśmy rozmieścili gigantyczne lustra tak aby odbijały promieniowanie słoneczne, tym samym prowadząc do ochłodzenia planety. Ewentualnie moglibyśmy również rozpylać w tamtejszej atmosferze odpowiednie chemikalia aby obniżyć temperaturę, zmniejszyć ilość CO2 i doprowadzić do opadów deszczu. W tym czasie, ludzie mogliby przebywać w "podniebnych miastach" - statkach powietrznych, zawieszonych na odpowiedniej wysokości. W bliżej nieokreślonej przyszłości, gdy temperatura na powierzchni Wenus będzie wystarczająco niska, ludzie będą mogli zacząć budować swoje osiedla zakładając, że będzie to w ogóle wykonalne.

Źródło:  Advanced Concepts Lab/NASA Langley Research Center

Mars to zupełnie inna historia. Powierzchnia Czerwonej Planety jest bardziej przyjazna, ale kolonizatorom będą przeszkadzały burze piaskowe, które mają tam charakter globalny. Niską temperaturę można podnieść na różne sposoby, np. poprzez sztuczne wywołanie globalnego ocieplenia. Elon Musk proponował nawet abyśmy zrzucili bomby termojądrowe na marsjańskich biegunach, co według niego jest tanim i skutecznym sposobem na stosunkowo szybkie ocieplenie planety.

 

Mars, jak wspominaliśmy wcześniej, posiada słabą grawitację, co jest poważnym problemem dla przyszłych kolonizatorów. Planeta jest mniejsza od Ziemi o około 50% i panuje tam bardzo niskie ciśnienie. W przeciwieństwie do Wenus, nie musielibyśmy tworzyć "latających miast" - moglibyśmy natychmiast przystąpić do budowy lądowych osiedli a nawet rozpocząć hodowlę roślinności. Jest to coś, z czym naukowcy eksperymentują u nas na Ziemi.

 

Jak widać,  gorąca Wenus i zimny Mars to dwa zupełnie odmienne światy, które posiadają pewne cechy wspólne. Pojawia się konieczność wpłynięcia na temperatury i zapewnienia sobie odpowiednich zapasów tlenu. Ludzie, którzy zechcą się osiedlić na obcej planecie, potrzebują skutecznej ochrony przed promieniowaniem kosmicznym. Nie wiemy nawet czy możliwe jest aby nasz gatunek ludzki mógł rozmnażać się poza naszą planetą. Warunki panujące na Marsie i Wenus mogą spowodować, że człowiek zacznie cierpieć na zupełnie nieznane nam dotychczas choroby. Ogólnie rzecz biorąc - kolonizacja innej planety jest możliwa, ale niezwykle ryzykowna.

 


Zbudowano pierwszego na świecie, prawdziwego transformera

Turecka firma Letvision w niezwykły sposób zmodyfikowała czerwone BMW, co powinno zainteresować wszystkich fanów motoryzacji i filmów "Transformers". Samochód ten jest pierwszą tego typu konstrukcją.

 

Zaprezentowane na powyższej grafice BMW wygląda i funkcjonuje jak typowy samochód. Lecz zespół składający się z 12 inżynierów i 4 techników, w ciągu 8 miesięcy, przekształcił go w prawdziwego robota.

Źródło: www.letrons.com

Za sprawą jednego przycisku, ten zdalnie sterowany samochód zmienia swój wygląd, podnosi się, wyciąga ręce i głowę. Jak przystało na dzisiejsze czasy, transformer Letrons posiada różne bajery - potrafi mówić, poruszać palcami, rękoma i głową. Dodatkowo posiada Wi-Fi a dla lepszego efektu emituje parę.

 

Twórcy tego robota twierdzą, że potrafią przerobić każdy samochód w transformera. Co więcej, mają zamiar sprzedawać swoje wynalazki zainteresowanym osobom. Dokładna cena nie jest znana ale wiadomo, że jest uzależniona od stopnia zaawansowania transformera. Przykładowo, za odpowiednią dopłatą, inżynierowie sprawią, że Letrons będzie mógł chodzić a sam samochód będzie przystosowany do normalnej jazdy po ulicy.

 

Więcej: http://www.letrons.com/index_eng.html


Naukowcy zaprezentowali internet, który przesyła dane z prędkością 1 terabita na sekundę

W Niemczech odbyły się testy superszybkiego internetu, który pozwala na przesyłanie ogromnych ilości danych w bardzo krótkim czasie. Dzięki nowej technologii, moglibyśmy ściągać ponad 20 filmów w jakości HD w ciągu jednej sekundy.

 

Niezwykłego osiągnięcia dokonała firma zajmująca się badaniami naukowymi, Nokia Bell Labs, we współpracy z Deutsche Telekom T-Labs i Uniwersytetem Technicznym w Monachium. Prędkość 1 Tbps, tj. 128 gigabajtów na sekundę, była możliwa dzięki nowej technice modulacji, zwanej Probabilistic Constellation Shaping. Co ciekawe, eksperyment został przeprowadzony w warunkach rzeczywistych przy zastosowaniu istniejącej już infrastruktury światłowodowej.

 

Naukowcy przesyłali dane z pełną prędkością ze Stuttgartu do Darmstadtu i Norymbergi. Transfer danych do Berlina był nieco wolniejszy i wynosił 0,8 Tbps (tj. 100 gigabajtów), lecz przy tak wysokich liczbach nie robi to zbyt wielkiej różnicy.

 

Warto dodać, że usługa dostępna w USA o nazwie Google Fiber udostępnia szybki internet, który pozwala na przesył danych z prędkością 1 Gbps, czyli 125 megabajtów na sekundę. Technologia testowana w Niemczech jest zatem tysiąckrotnie szybsza. Niestety nie podano jeszcze do wiadomości kiedy (i czy w ogóle) superszybki internet stanie się dostępny dla wszystkich.

 


Jak wynika z badań, człowiek może dzielić się swoją energią z innym człowiekiem

Naukowcy z Uniwersytetu w Bielefeld w Niemczech wykazali, że rośliny mogą absorbować energię z innych roślin. Badania przeprowadzono na algach, zwłaszcza z gatunku Chlamydomonas reinhardtii. Odkryto, że ​​oprócz swojego podstawowego źródła energii, czyli fotosyntezy, posiadają również inną metodę, która umożliwia im dzielenie się swoją energią między sobą.

 

Wyżej rzeczone badanie zainspirowało Olivię Bader-Lee, lekarkę i terapeutkę, która zdecydowała się na dalsze badanie tego tematu. To co odkryła było niesamowite, ponieważ w dużej mierze pokrywa się z zagadnieniami, opisywanymi przez kryptonaukę, znaną jako bioenergetyka. Według Bader-Lee, nasze ciała są jak gąbki, które pochłaniają energię wokół nas, ale mogą być też z niej wyciśnięte.

"To właśnie dlatego istnieją ludzie, którzy czują się nieswojo, gdy są w pewnej grupie osób z konkretną mieszaniną energii i emocji. Organizm ludzki jest bardzo podobny do roślin, które pochłaniają energię potrzebną do zasilenia swojego stanu emocjonalnego. Może to również pobudzać tworzenie się nowych komórek i zwiększyć ilości kortyzolu. W pewnym sensie karmimy w ten sposób komórki w zależności od potrzeby emocjonalnej."

Wielu z nas zawsze wiedziało o tak zwanych wampirach energetycznych, ale zazwyczaj tłumaczyło się to za pomocą terminologii paranaukowej. Jednak słysząc, że bioenergie rzeczywiście istnieją, a ludzie są w stanie przesyłać je między sobą podobnie jak rośliny, całość nabiera bardziej naukowego a zarazem realnego obrazu.

 

Bader-Lee uważa, że ​​w ciągu wieków ludzkość utraciła związek z naturą, która umożliwiała czerpanie energii potrzebnej do funkcjonowania. W dzisiejszych czasach ludzie, którzy mówią o energii i duchowości, są często krytykowani przez główny nurt społeczności naukowej, ponieważ nie możemy jej zmierzyć przy pomocy ziemskiej technologii. Wygląda jednak na to, że wpływ otaczającej nas energii na człowieka w końcu zostanie potwierdzony naukowo, co samo w sobie jest dużym krokiem naprzód.

 


Nowe ogniwo ze szpinaku produkuje prąd i wodór ze światła słonecznego i wody

Na izraelskim Instytucie Technologicznym Technion opracowano hybrydowe ogniwo bio-foto-elektrochemiczne (BPED) przy pomocy ekstraktu z błony z liści szpinaku. Wyjątkowy wynalazek badaczy potrafi generować prąd elektryczny i wodór przy wykorzystaniu wody oraz światła słonecznego.

 

Ogniwo BPEC opiera się na procesie fotosyntezy, który naturalnie występuje w roślinach. Materiałem początkowym i końcowym jest woda, czyli mamy do czynienia z zamkniętym cyklem, podczas którego nie dochodzi do emisji gazu cieplarnianego - dwutlenku węgla.

 

Naukowcy dodali do wody związek na bazie żelaza, który pośredniczy w transferze elektronów z błon biologicznych do obwodu elektrycznego. Umożliwia to tworzenie prądu elektrycznego w ogniwie, który z kolei można wykorzystać do produkcji wodoru. Energia słoneczna jest konwertowana w energię chemiczną, którą można przechowywać jako gaz wodorowy wewnątrz ogniwa BPEC. Energię chemiczną można, w zależności od potrzeby, przekształcić w ciepło i elektryczność poprzez spalanie wodoru.

 

Jak wyjaśnił jeden z autorów badania, profesor Avner Rothschild, mamy tu do czynienia z niezwykłym połączeniem biologii, chemii oraz inżynierii materiałowej. Ogniwo BPEC może przyczynić się do powstania nowych technologii, które pozwolą na produkcję czystych paliw ze źródeł odnawialnych.