Sierpień 2016

Myśliwce F-35B będą wyposażone w lasery bojowe

W przyszłości, wszystkie maszyny lądowe, morskie i powietrzne, będą posiadały na swoim wyposażeniu broń laserową. Dotyczy to nawet jednej z trzech wersji najnowszego myśliwca wielozadaniowego piątej generacji F-35.

 

Obecne systemy laserowe są wystarczająco dobre aby wypalać dziury w dronach lub pojazdach lądowych. Lecz efektywność tego rodzaju broni zależy od jej mocy. Potężniejsze lasery potrzebują większego zasilacza. Nie stanowi to problemu dla okrętów czy ciężarówek, ale maszyny latające to zupełnie inna bajka.

 

Generał porucznik Robert Walsh, dowódca Marine Corps Combat Development Command powiedział, że wariant B samolotu F-35 "absolutnie" powinien posiadać broń laserową. W pierwszej kolejności, lasery bojowe mogą zostać umieszczone w samolotach transportowych C-130 Hercules, a gdy tylko uda się je odpowiednio zminiaturyzować, technologię otrzymają również myśliwce F-35B oraz śmigłowce szturmowe, takie jak AH-1 Cobra.

Helikopter AH-1Q Cobra - źródło: U.S. Air Force

F-35B to samolot krótkiego startu i pionowego lądowania STOVL. Samoloty te mają być gotowe do działań bojowych w 2018 roku. Jednak miniaturyzacja dział laserowych to kwestia nawet 10 lat.

 

 


Radioteleskop RATAN-600 odebrał tajemniczy sygnał z gwiazdozbioru Herkulesa

Z okolicy gwiazdy HD164595, znajdującej się w odległości 94 lat świetlnych od Ziemi, coś wyemitowało bardzo dziwny sygnał, który może nie być pochodzenia naturalnego. Niezwykły sygnał odebrali astronomowie, korzystający z radioteleskopu RATAN-600 zlokalizowanego w Rosji.

 

Naukowcy nauczeni ostrożności w ferowaniu wyroków na temat natury zjawisk, których nie rozumieją, nie są skorzy do przyznania, że może to być dowód istnienia inteligentnej cywilizacji, ale dodają, że nie jest to zupełnie wykluczone.

 

Gwiazdozbiór Herkulesa, w którym znajduje się owa anomalia, jest znany aż od starożytności. Eksperci przyznają, że od odkrycia, dokonanego 15 maja bieżącego roku, minęło za mało czasu, aby w odpowiedni sposób przetworzyć pozyskane dane i asekurancko stwierdzają, że nie można jeszcze przesądzać o jego sztucznym pochodzeniu.

Jednak tematem zainteresowała się organizacja SETI, powołana do prowadzenia poszukiwań innych istot inteligentnych we Wszechświecie. Anomalia ta będzie przedmiotem analiz podczas stałego komitetu IAA SETI, który został zaplanowany na 27 września bieżącego roku.

 

Specjaliści zwracają uwagę, że gwiazda HD164595 jest praktycznie tych samych rozmiarów co nasze Słońce i powstała mniej więcej w tym samym czasie. Na dodatek analizy widmowe wskazują, że może mieć podobny skład chemiczny. Ustalono też dotychczas, że orbituje wokół niej przynajmniej jedna planeta, gazowy gigant wielkości Neptuna. Można oczekiwać, że znajdują się tam też planety skaliste, a wtedy, kto wie, może zdołało tam też powstać życie.

 

 


Na Marsa w 2 dni - powstała niezwykła koncepcja transportu międzyplanetarnego

Podróże na inne planety są obecnie niedostępne dla człowieka z dwóch istotnych powodów - obce planety są dla nas bardzo nieprzyjazne, a poza tym nie posiadamy odpowiedniej technologii, która pozwoliłaby szybko i bezpiecznie zabrać nas do innego świata. Wiemy jednak, że wszystkie problemy można rozwiązać. Trzeba tylko wiedzieć jak tego dokonać.

 

Kolonizacja sąsiedniej planety, Marsa, wydaje się szalonym pomysłem. Niemniej jednak, naukowcy chcą go zrealizować już w ciągu dekady. Potrzebujemy zatem sporo czasu aby przekonać się, czy nasza dotychczasowa wiedza i technologia jest wystarczająca aby wysłać człowieka na obcą planetę. Dopiero gdy ludzie na stałe osiedlą się na Marsie, stworzą odpowiednie warunki dla przetrwania, przystosują się do surowych warunków, a być może nawet rozpoczną produkcję żywności, wydobywanie minerałów i zaczną się tam rozmnażać, będziemy mogli zbudować odpowiedni transport międzyplanetarny.

 

Zakładając, że kolonizacja Marsa jest możliwa, warto byłoby już dziś zaprojektować sobie pojazdy, które pozwoliłyby na możliwie jak najszybszą podróż z jednej planety do drugiej. Tak się składa, że kanadyjski inżynier Charles Bombardier zaprezentował właśnie koncepcję "kosmicznego pociągu", który otrzymał nazwę Solar Express.

Według założeń, jego pojazd kosmiczny poruszałby się z prędkością 3000 km/s, a więc przetransportowałby człowieka lub ładunek z Ziemi na Marsa w około 37 godzin. Solar Express byłby nie tylko bardzo szybki, ale także odpowiednio tani. Jak to możliwe? Bombardier wziął pod uwagę fakt, że każde wysyłanie pojazdu z powierzchni Ziemi i zatrzymywanie go pochłania duże ilości energii. Uznał więc, że "kosmiczny pociąg" powinien wystartować tylko raz i nigdy się nie zatrzymywać.

Zgodnie z jego wizją, pojazd zostałby wprawiony w ruch w tradycyjny sposób i wykorzystywałby jedynie niewielkie ilości paliwa aby dostosować kierunek lotu. Solar Express okrążyłby jedną planetę, dzięki grawitacji nabrałby prędkości i wyruszyłby w kierunku drugiej. Mógłby poruszać się w ten sposób praktycznie bez końca. Będąc w pobliżu Marsa, specjalne kapsuły spotkałyby się z nim aby odebrać ładunek i pasażerów, po czym pociąg będzie mógł opuścić orbitę okołomarsjańską i wyruszyć w stronę Ziemi.

Projekt jest teoretycznie możliwy do wykonania, lecz pozostaje wiele pytań - jak kontrolować tak szybki pojazd? W jaki sposób będzie można rozładować/załadować towar? Jak osiągnąć tak wysokie prędkości i jak uchronić się przed potencjalnymi zagrożeniami w przestrzeni kosmicznej? Gdyby Solar Express faktycznie mógł poruszać się z prędkością 3000 km/s, lot na Marsa trwałby tylko 37 godzin, natomiast na Księżyc - ponad 2 minuty. Jest to świeży projekt, który z biegiem czasu będzie poddawany ulepszeniom ale z pewnością jest wart uwagi.

 

 


Singapur pierwszym krajem na świecie, który wprowadził autonomiczne taksówki

W ostatnich latach coraz więcej mówi się o samojeżdżących samochodach, które mają być o wiele bezpieczniejsze od tych tradycyjnych. Pierwsze takie autonomiczne pojazdy zostały właśnie włączone do ruchu ulicznego nie w Stanach Zjednoczonych, Japonii czy w Wielkiej Brytanii, a w Singapurze.

 

 

Firma nuTonomy jest odpowiedzialna za wniesienie technologii w życie codzienne Singapurczyków. Na obecnym etapie, samojeżdżące taksówki przewożą swoich pasażerów zupełnie za darmo. Jednak na dzień dzisiejszy, pojazdów jest niewiele i operują one na dość małym terenie. Specjalnie dla tych pojazdów wyznaczono tereny, które funkcjonują niczym przystanki autobusowe.

 

Technologia jest obecnie w fazie testów. Taksówki są co prawda autonomiczne, lecz w każdym pojeździe przebywa kierowca, który w razie konieczności może przejąć kontrolę nad maszyną. Towarzyszy mu również druga osoba, która nieustannie sprawdza prawidłowość działania wszystkich systemów a także zadowolenie pasażerów.

 

NuTonomy planuje z czasem zwiększyć liczbę autonomicznych taksówek oraz "przystanków", co oznacza, że w przyszłości technologia ta będzie funkcjonowała na znacznie większym terenie. Do 2018 roku, usługa ta ma być dostępna na terenie całego państwa. Warto dodać, że działalność firmy nie ogranicza się tylko do tego jednego kraju - w Stanach Zjednoczonych pojawią się podobne pojazdy, gdy odpowiednie urzędy zatwierdzą możliwość testowania tej technologii na ulicach miast.

 

 


FANUC w gronie najbardziej innowacyjnych firm świata 2016

Magazyn MIT Technology Review, wydawany przez Massachusetts Institute of Technology, opublikował raport “50 Smartest Companies 2016”. Eksperci wyróżnili 50 przedsiębiorstw, które łączą innowacyjność w dziedzinie technologii z efektywnością modelu biznesowego. FANUC jako globalny lider technologii CNC i robotyki oraz jedyny masowy producent robotów przemysłowych zajął w nim 27. miejsce.

 

W rankingu najbardziej innowacyjnych przedsiębiorstw wg „MIT Technology Review” znalazły się takie firmy jak: Amazon, Alphabet (grupa Google), Facebook, Microsoft, IBM, Tesla czy Snapchat. Na liście nie zabrakło również obiecujących startupów m.in. 23andMe (pionier w dziedzinie badań DNA dostępnych dla konsumentów), 24M (innowator technologii baterii) czy Didi Chuxing - transportowa platforma mobilna, która pokonała Ubera na rynku chińskim. W tak elitarnym gronie liderów technologicznych nie mogło zabraknąć również firmy FANUC, największego producenta robotów przemysłowych na świecie, która przez ekspertów MIT Technology Review została wyróżniona i doceniona za wkład w rozwój technologii automatyzacji produkcji.

 

Szczególnym uznaniem ekspertów cieszyły się rozwiązania technologiczne firmy FANUC umożliwiające łączenie robotów i maszyn produkcyjnych w sieć, którą użytkownicy mogą zarządzać w sposób zdalny, za pomocą urządzeń mobilnych i dedykowanych aplikacji.

 

"Nowoczesne rozwiązania technologiczne stworzone przez japońskich konstruktorów firmy FANUC otwierają zupełnie nowe możliwości przed produkcją przemysłową. Rozwój technologii zmienia zarówno oblicze samych maszyn, jak i ich postrzeganie przez człowieka. Dziś są one niezbędnymi ogniwami w produkcji, w pełni zasługującymi na miano partnerów współpracujących z producentami. Na bieżąco generują raporty o statusie produkcji i komunikują się z właścicielem np. wysyłając wiadomości e-mail lub sms, zawierające szczegółowe dane o postępach procesów lub problemach, które mogą je zakłócić." - mówi Jędrzej Kowalczyk, prezes polskiego oddziału firmy FANUC.

 

Uwadze jury rankingu nie uszedł również fakt, że FANUC już w 2015 roku wspólnie z wybranymi partnerami, stworzył przełomowe produkty technologiczne spełniające wszelkie wymogi fabryki przyszłości, będącej realizacją koncepcji Przemysł 4.0. Przykładem takiego produktu jest system FIELD - FANUC Intelligent Edge Link and Drive system, który kompleksowo łączy zarówno maszyny CNC oraz roboty jak i dodatkowe urządzenia peryferyjne czy czujniki w celu dostarczania zaawansowanych danych i ich analizę. Platforma ta umożliwia nie tylko optymalizację produkcji ale przenosi ją na niespotykane do tej pory poziomy zaawansowania. Dzięki niej znacznie zwiększa się niezawodność maszyn, jakość, elastyczność oraz szybkość produkcji, co z kolei przekłada się na podniesienie poziomu efektywności parku maszynowego (OEE) oraz zwiększenie opłacalności produkcji. Dodatkowo system umożliwia zaawansowanym maszynom "uczenie się". Dzięki współpracy z partnerami FANUC dostarczy swoim użytkownikom kompletne rozwiązanie technologiczne obejmujące sieci, infrastrukturę obliczeniową, aplikacje oraz oprogramowanie pośredniczące. Dzięki tej otwartej platformie - twórcy aplikacji, czujników, producenci urządzeń peryferyjnych, integratorzy systemów będą mogli budować rozwiązania, które poprawiają sprawność sprzętu, zwiększają wydajność i jakość produkcji.

 

Kolejnym aspektem, na który zwrócili uwagę eksperci magazynu MIT Technology Review wyróżniając firmę FANUC są samouczące się roboty. Ich wprowadzenie do produkcji było możliwe dzięki innowacji technologicznej stworzonej przez firmę FANUC oraz japońskiego specjalistę w rozwoju sztucznej inteligencji, firmę Preferred Networks. Roboty FANUC wykorzystują w procesie samo uczenia się technikę znaną jako "deep reinforcement learning". Wielokrotnie wykonują tę samą czynność np. pobieranie cylindrycznego przedmiotu z kosza, a jednocześnie zbierają i analizują obrazy poszczególnych prób zarejestrowane przez kamerę (tagując je jako sukces lub porażka), a na tej podstawie przewidują w jaki sposób najlepiej wykonać czynność, aby jej efekt był zgodny z oczekiwaniami. Czym większa liczba prób, tym większa precyzja wykonania zadania.

 

"Po ośmiu godzinach niezależnej nauki i 5 tys. wykonanych prób robot osiąga 90 procent dokładności, która jest prawie taka sama jak w przypadku, gdyby to człowiek zaprogramował robota do wykonania zadania" - wyjaśniał Shohei Hido, dyrektor badań w firmie Preferred Networks podczas prezentacji nowej technologii. Wprowadzenie innowacji decyduje o tym, że robot może wykonywać zadania samodzielnie, znacznie szybciej i bez potrzeby poświęcania dodatkowego czasu na jego programowanie do pracy w ograniczonym środowisku procesowym. - "To działa z dnia na dzień. Robot uczy się nocą, a następnego ranka jest idealnie dostrojony." - podkreśla Shohei Hido.

 

To dopiero początek zmian, które innowacja wprowadzi do produkcji. - "Wystarczy wyobrazić sobie korzyści, które wynikną z połączenia kilku robotów FANUC, równolegle wykonujących tę samą czynność, a następnie dzielących się nabytą wiedzą i umiejętnościami. Biorąc pod uwagę wspomniany już przykład pobierania cylindrycznego detalu z kosza nie da się ukryć, że jeden robot uczy się zadania w osiem godzin, ale osiem robotów przejdzie ten sam proces w zaledwie godzinę. Korzyści jakie producenci będą osiągać w wyniku wymiany informacji pomiędzy dziesiątkami czy setkami robotów pracujących na hali wydają się być dziś niewyobrażalne." - zaznacza Jędrzej Kowalczyk, prezes polskiego oddziału firmy FANUC.

 

Uzasadnieniem tak wysokiej lokaty marki FANUC w gronie najbardziej innowacyjnych firm świata jest z pewnością również nowa linia zielonych robotów współpracujących. W 2015 roku japoński producent zaprezentował pierwszego zielonego robota CR-35iA, zasługującego na miano najsilniejszego robota współpracującego na świecie. To nowatorskie podejście, w szczególności do kwestii bezpieczeństwa i komfortu pracy operatorów maszyn, spotkało się z dużym uznaniem producentów. W odpowiedzi na zainteresowanie rynku, japoński koncern zdecydował się na poszerzenie swojej oferty o kolejne zielone roboty. W pierwszej połowie 2016 r. FANUC zaprezentował mniejszy model robota współpracującego - CR-7iA o udźwigu 7kg, który z uwagi na wszechstronność zastosowań, odpowiada na potrzeby znacznie szerszego grona producentów.

 

 

Żródło: https://www.technologyreview.com/collection/50-smartest-companies/


Wokół gwiazdy Proxima Centauri krąży planeta skalista, podobna do Ziemi

Astronomowie zdobyli dowody na istnienie planety skalistej, znajdującej się na orbicie wokół położonej najbliżej Ziemi gwiazdy - Proxima Centauri. Dokonano tego dzięki wykorzystaniu teleskopu ESO (Europejskie Obserwatorium Południowe) oraz innych instrumentów.

 

Od dawna już szukano ciała niebieskiego w tej lokalizacji, określa się go obecnie jako Proxima b. Teraz potwierdzono, że obiekt ten istnieje i obraca się co 11,2 dni wokół zimnego czerwonego karła, znajdującego się 4 lata świetlne od Ziemi.

 

Interesujące w tym odkryciu jest też to, że według astrofizyków, temperatura panująca na powierzchni Proxima b nadaje się do występowania wody w stanie ciekłym. Oznacza to, że mogą się tam znajdować podobne do ziemskich oceany. Planeta ta należy do kategorii skalistych i jest nieco większa od Ziemi.

 

Jest to oficjalnie najbliższa nam planeta pozasłoneczna. Może to też być najbliższe Ziemi ciało niebieskie, na których może istnieć życie. Odkrycie zawdzięczamy głównie spektrografowi HARPS, zainstalowanemu na 3,6-metrowym teleskopie ESO, znajdującym się w Chile. Szczegóły na temat tego niezwykłego odkrycia opublikowano 25 sierpnia w czasopiśmie Nature.

 

 


W Australii zbudowano największy i najwydajniejszy na świecie kolektor słoneczny

Naukowcy z Australijskiego Uniwersytetu Narodowego ustanowili nowy światowy rekord wydajności konwersji energii słonecznej w parę wodną. Zespół opracował nowy absorber dla koncentratora słonecznego, który przekształca energię słoneczną w parę wodną z niespotykaną dotąd wydajnością.

 

Ogromny talerz zawiera lustra, które koncentrują promienie słoneczne na absorberze. Znajduje się w nim woda, która dzięki energii słonecznej zamienia się w parę wodną. Ona z kolei napędza turbiny elektrowni konwencjonalnej, generując duże ilości prądu.

Źródło: Australian National University

Opracowany kolektor słoneczny zajmuje 500 metrów kwadratowych i jest największy na świecie. Lustra skupiają na absorberze światło o mocy 2100 słońc i podgrzewają wodę do temperatury 500 stopni Celsjusza. Wydajność nowego absorbera wynosi aż 97%.

Źródło: Australian National University

Moc skoncentrowanego światła słonecznego jest tak potężna, że mogłaby spowodować poważne uszkodzenia elementów instalacji w przypadku jej nieprawidłowego ustawienia. Specjaliści musieli dokonać kalibracji tego kolektora słonecznego w nocy przy pełni księżyca.

 

 


Fizycy odkryli że jony, w pewnych warunkach, nie stosują się do praw termodynamiki

Z podstawowych praw termodynamiki wynika coś, co z łatwością możemy zaobserwować w naszym życiu codziennym. Gdy zalewamy kawę gorącą wodą i odstawiamy kubek, jej temperatura wkrótce spadnie i będzie wynosić tyle samo co otaczające ją powietrze. Jednak fizycy właśnie odkryli, że cząstki naładowane elektrycznie zwane jonami, w konkretnych warunkach, nie stosują się do tych praw.

 

Zespół badawczy z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles schłodził jony przy pomocy techniki chłodzenia gazem buforowym. Pozwala to spowolnić ich ruchy, co ułatwia ich obserwację oraz kontrolę. Cząstki te zostały umieszczone w chmurze zimnych atomów gazu. Za każdym razem gdy jony kolidowały z atomami, przekazywały energię i dochodziło do ich ochłodzenia. Przypomina to zasadę z gorącą kawą i chłodniejszym otoczeniem.

 

Przygotowano próbkę jonów baru oraz próbkę atomów wapnia, które schłodzono laserem do temperatury jednej tysięcznej stopnia powyżej zera absolutnego. Jony zanurzono w chmurze zawierającej około 3 miliony atomów wapnia, a całość lewitowała dzięki polom elektrycznym, które oscylowały miliony razy na sekundę. Naukowcy pozwolili jonom i atomom kolidować ze sobą aż do osiągnięcia finalnej temperatury.

 

Wyniki tego eksperymentu są zaskakujące. Badacze zaobserwowali, że najniższa temperatura jonów nie była taka sama. Temperatura tych cząstek była zależna od dwóch czynników - liczby jonów oraz ich temperatury początkowej. Symulacje oraz obliczenia teoretyczne dodatkowo potwierdziły wyniki, które zdobyto na drodze przeprowadzanych doświadczeń.

 

Chłodzenie gazem buforowym jest stosowane w wielu dziedzinach, począwszy od kryminalistyki po produkcję antymaterii. Opisany wyżej eksperyment wykazał, że technika ta jest znacznie bardziej skomplikowana niż wydawało się wcześniej, a także nie pozwala osiągnąć spodziewanej równowagi temperatury. Wyniki najnowszych badań zmieniają dotychczasowe spojrzenie na procesy chłodzenia, wyjaśniają trudności które napotkano w poprzednich tego typu eksperymentach i mogą pozwolić na opracowanie jeszcze bardziej efektywnych technik tworzenia ultrazimnych próbek jonów.

 

 


Największy statek powietrzny na świecie wykonał pierwszy lot

Ogromny sterowiec Airlander 10 po raz pierwszy wzbił się w powietrze. Historyczny lot tej maszyny odbył się 17 sierpnia w Anglii w hrabstwie Bedfordshire. Maszyna może zapoczątkować nową erę w lotnictwie.

 

Największy na świecie statek powietrzny - hybryda samolotu, śmigłowca, poduszkowca i sterowca, bez większego problemu wystartował i wylądował na lotnisku, choć lot trwał bardzo krótko. Firma Hybrid Air Vehicles chciała jedynie przeprowadzić krótki test, który zakończył się sukcesem. Lot miał odbyć się kilka dni wcześniej, lecz w ostatniej chwili przełożono go ze względu na usterkę techniczną.

 

Wypełniony helem gigant potrafi rozwinąć prędkość do 150 km/h. Jest długi na 90 metrów, może wznieść się na wysokość do 4900 metrów i wylądować na niemal każdej powierzchni, przewozić ładunek o masie 10 ton i pozostać w powietrzu nawet przez dwa tygodnie. Ta niezwykła maszyna została zaprojektowana przez Hybrid Air Vehicles w 2012 roku i miała służyć amerykańskiej armii.

 

Brytyjska firma posiada wiele planów, związanych ze sterowcem Airlander 10. Sterowiec może przydać się podczas misji poszukiwawczych, ratunkowych lub patrolowych. Może również prowadzić badania geodezyjne lub po prostu oferować usługi transportowe i rozrywkowe.

 

 


Czy zjawisko deja vu zostało wreszcie wyjaśnione?

Prawdopodobnie każdy z nas przeżył tzw. efekt deja vu. Wydaje nam się, że przeżywana aktualnie sytuacja miała już miejsce w naszej przeszłości, a czasem potrafimy nawet przewidzieć co wydarzy się za chwilę. Zjawisko to jest bardzo tajemnicze a naukowcy próbują wyjaśnić na czym ono właściwie polega.

 

Badacze z Uniwersytetu w St Andrews postanowili sprawdzić skąd bierze się deja vu. Przeprowadzili w tym celu odpowiedni eksperyment. Uczestnikom badania, którym monitorowano aktywność mózgu metodą rezonansu magnetycznego, przedstawiono serię powiązanych ze sobą słów, lecz nie ujawniono słowa-klucza, które łączy je ze sobą. Jako prosty przykład - osoby usłyszały słowa "łóżko", "poduszka" i "noc", ale nie poznały ich wspólnego łącznika: "sen".

 

Naukowcy przepytali uczestników czy spośród powyższego zestawu usłyszeli słowo rozpoczynające się na literę "s". Wszyscy oczywiście zaprzeczyli, lecz później, gdy autorzy badania ponownie przedstawili im zestaw słów, większość osób miała wrażenie, że eksperymentatorzy jednak wypowiedzieli słowo "sen".

 

Wytwarzając sztuczne poczucie deja vu zauważono, że w momencie tego zjawiska regiony mózgu powiązane z pamięcią były wyłączone. Zaobserwowano jednak aktywność w płatach czołowych, odpowiedzialnych za proces podejmowania decyzji. Autorzy badań wywnioskowali, że nasz mózg po prostu sprawdza nasze wspomnienia a odczuwane przez nas zjawisko deja vu oznacza, iż wykryte zostały w nich błędy. Przyszłe eksperymenty pozwolą ustalić jak blisko jesteśmy wyjaśnienia tego zagadkowego zjawiska.